William i Daphne Gryffindorowie mieli bliźniaki – córkę i
syna. Dzieci były wcześniej u dziadków, ponieważ ich rodzice w tych mrocznych
czasach pomagali ochronić Wybrańca. Teraz jednak sami musieli ochronić także
swoje dzieci, bo były tak samo zagrożone jak Wybraniec. Nie mogli pozwolić by
Voldemort dowiedział się o ich córce- Trzeciej Czarodziejce Gryffindoru*, bo by
ją zabił ze względu na jej moc. Wprawdzie nie mógłby jej zabić zwykłym
zaklęciem śmierci(Avada Kedavra), ale na pewno znalazłby jakiś starożytny czar,
który by mu to umożliwił.
Nagle obok samochodu błysnęło zielone światło. Daphne i William wyciągnęli różdżki. Po chwili zielony strumień światła trafił w Williama.
-Nie!!!- krzyknęła przerażona Daphne, gdy zobaczyła jak jej mąż opada bezwładnie na fotel.
Jakieś pół minuty później sama nie żyła. Dzieci zaczęły płakać.
Nieprowadzony samochód zaczął jechać bardzo szybko ze wzniesienia, na którym się znajdował, a chwilę później uderzył w drzewo i zaczął się palić. Nie daleko stał mężczyzna w czarnej szacie i śmiał się szyderczo. Po chwili zniknął.
Czarny pies wskoczył do samochodu i wyciągnął płaczącą dziewczynkę. Niestety nigdzie nie widział chłopca. Chciał tam wrócić lecz samochód wybuchł.
***
Mały chłopiec siedział w łóżeczku i głośno płakał. Wtedy jeszcze nie wiedział co zrobił. Nie wiedział, że uratował świat. Przy łóżeczku leżała jego martwa matka, a na przy schodach ojciec.
***
-Dambledorze czy to prawda?
-Ale co?
-No, że on zniknął?
-Tak. Poleciłem Hagridowi by po niego poleciał. Może cytrynowego dropsa?
-Nie, dziękuję. Czy to prawda, że Gryffindorowie mieli wypadek?
-Tak, ale to nie był wypadek.
-Co masz na myśli?
-To Voldemort ich zabił.
-Na pewno ze względu na małą prawda?
-Oczywiście, na pewno wiedział, że w żaden sposób nie zdobędzie zaklęcia, więc postanowił działać sam.
-Ale czy ona przeżyła?
-Tak, uratował ją ktoś kogo darzę wielkim zaufaniem lecz nigdzie nie było chłopca.
-I pomyśleć, że cała ta sprawa przeszła bez echa- McGonagall otarła łzę
***
Nagle obok samochodu błysnęło zielone światło. Daphne i William wyciągnęli różdżki. Po chwili zielony strumień światła trafił w Williama.
-Nie!!!- krzyknęła przerażona Daphne, gdy zobaczyła jak jej mąż opada bezwładnie na fotel.
Jakieś pół minuty później sama nie żyła. Dzieci zaczęły płakać.
Nieprowadzony samochód zaczął jechać bardzo szybko ze wzniesienia, na którym się znajdował, a chwilę później uderzył w drzewo i zaczął się palić. Nie daleko stał mężczyzna w czarnej szacie i śmiał się szyderczo. Po chwili zniknął.
Czarny pies wskoczył do samochodu i wyciągnął płaczącą dziewczynkę. Niestety nigdzie nie widział chłopca. Chciał tam wrócić lecz samochód wybuchł.
***
Mały chłopiec siedział w łóżeczku i głośno płakał. Wtedy jeszcze nie wiedział co zrobił. Nie wiedział, że uratował świat. Przy łóżeczku leżała jego martwa matka, a na przy schodach ojciec.
***
-Dambledorze czy to prawda?
-Ale co?
-No, że on zniknął?
-Tak. Poleciłem Hagridowi by po niego poleciał. Może cytrynowego dropsa?
-Nie, dziękuję. Czy to prawda, że Gryffindorowie mieli wypadek?
-Tak, ale to nie był wypadek.
-Co masz na myśli?
-To Voldemort ich zabił.
-Na pewno ze względu na małą prawda?
-Oczywiście, na pewno wiedział, że w żaden sposób nie zdobędzie zaklęcia, więc postanowił działać sam.
-Ale czy ona przeżyła?
-Tak, uratował ją ktoś kogo darzę wielkim zaufaniem lecz nigdzie nie było chłopca.
-I pomyśleć, że cała ta sprawa przeszła bez echa- McGonagall otarła łzę
***
(Kilka godzin wcześniej)
-Otworze.
-Kto to był Jean?
Gdy Mark wyszedł by zobaczyć kto przyszedł, zobaczył swoją żonę stojącą na progu domu, która trzymała na rękach małe dziecko.
-Jest jeszcze list…
Otworzyli go i zaczęli czytać:
-Otworze.
-Kto to był Jean?
Gdy Mark wyszedł by zobaczyć kto przyszedł, zobaczył swoją żonę stojącą na progu domu, która trzymała na rękach małe dziecko.
-Jest jeszcze list…
Otworzyli go i zaczęli czytać:
Drodzy Państwo Greanger!
Zapewne wiecie o istnieniu świata czarodziejów, ponieważ
siostra Pani Jean jest czarownicą.
Rodzice tej dziewczynki zginęli dzisiaj nad ranem podczas powrotu do domu. Na szczęście udało się ją uratować. Ma wielka moc więc bardzo Państwa proszę by ją przygarnęli i ochronili. Proszę też nie ukrywać przed nią prawdy. Gdy trochę podrośnie opowiem jej całą prawdę, ale chcę by wiedziała, że ma zdolności magiczne i jej rodzice zginęli.
Rodzice tej dziewczynki zginęli dzisiaj nad ranem podczas powrotu do domu. Na szczęście udało się ją uratować. Ma wielka moc więc bardzo Państwa proszę by ją przygarnęli i ochronili. Proszę też nie ukrywać przed nią prawdy. Gdy trochę podrośnie opowiem jej całą prawdę, ale chcę by wiedziała, że ma zdolności magiczne i jej rodzice zginęli.
PS. Ma na imię Hermiona Jean.
Z poważaniem
Albus Percival Wulfric Brian Dambledore
***
*Czarodziejka Gryffindoru- w moim opowiadaniu potomkinie czystej krwi założycieli Hogwartu są Czarodziejkami- mają wielką moc i nie potrzebują różdżek, mogą również porozumiewać się ze wszystkimi zwierzętami i magicznymi stworzeniami. Najpotężniejsze są Czarodziejki Gryffindoru. Hermiona jest dopiero trzecią Czarodziejką, ponieważ Salazar Slytherin ze złości na Godryka rzucił klątwę by córka czystej krwi rodziła się w rodzinie Gryffindorów tylko raz na kilkaset lat. Pierwszą Czarodziejką była żona Godryka, a drugą jej prapraprawnuczka.
*****
Mam nadzieję, że będzie się podobać.
(Proszę o komentarze)
Albus Percival Wulfric Brian Dambledore
***
*Czarodziejka Gryffindoru- w moim opowiadaniu potomkinie czystej krwi założycieli Hogwartu są Czarodziejkami- mają wielką moc i nie potrzebują różdżek, mogą również porozumiewać się ze wszystkimi zwierzętami i magicznymi stworzeniami. Najpotężniejsze są Czarodziejki Gryffindoru. Hermiona jest dopiero trzecią Czarodziejką, ponieważ Salazar Slytherin ze złości na Godryka rzucił klątwę by córka czystej krwi rodziła się w rodzinie Gryffindorów tylko raz na kilkaset lat. Pierwszą Czarodziejką była żona Godryka, a drugą jej prapraprawnuczka.
*****
Mam nadzieję, że będzie się podobać.
(Proszę o komentarze)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz