piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 2: Wyjaśnienia



-Otworzę ciociu.
Ośmioletnia Hermiona pobiegła do drzwi by je otworzyć.
W drzwiach stanął wysoki brodaty mężczyzna w błękitnej szacie z okularami- połówkami.
-Witaj Hermiono. Urosłaś, dawno cię nie widziałem.
-Ale kim pan jest?
-Nie poznałaś mnie? Jestem dyrektorem Hogwartu.
-Ach… Profesor Dambledor! Ciociu zobacz kto przyszedł!
Jean Greanger stanęła w drzwiach i powiedziała:
-Już czas, prawda?
Dambledor pokiwał głową, a kobieta westchnęła, po czym pokazała drogę do kuchni i zostawiła Hermionę samą z dyrektorem.
-Posłuchaj mnie Hermiono. Wiesz, że twoi rodzice zginęli jak byłaś mała.- dziewczynka pokiwała głową- Wiesz także o swojej wielkiej mocy, ale nie wiesz skąd ją masz, prawda?
-Tak…
-Naprawdę nazywasz się Gryffindor. Twoich rodziców zabił Lord Voldemort bo chciał zabić ciebie.
-Ale jak to?- Hermiona nie chciała uwierzyć w to co usłyszała
-Jesteś Czarodziejką Gryffindoru. Twoja moc mu zagrażała, więc postanowił cię zabić, ale nie mógł bez znajomości właściwego zaklęcia i upozorował wypadek.
-Ale czy Gryffindorowie nie mieli bliźniaków?-zapytała roztrzęsiona dziewczynka
-Twojego brata nie odnaleziono. Przykro mi, nie wiemy co się z nim stało. Kto wie, może żyje i jest cały, przecież go nie znaleziono, a to może oznaczać prawie wszystko.
-A co z moim nazwiskiem?
-Na razie nikt nie może wiedzieć kim naprawdę jesteś, więc musisz zostać przy nazwisku Greanger.
-Dobrze.
-Nikt nie ma takiej mocy jak ty. Dlatego twoje życie jest zagrożone.
-Przecież Harry Potter zabił Voldemorta.
-Tak, ale zło zawsze znajduje powrotną drogę. A poza tym jest jeszcze przepowiednia:  Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...

-To znaczy, że on powróci, a Harry będzie musiał go zabić prawda?
-Mądra z ciebie dziewczyna. Ale on na razie nie może dowiedzieć się o przepowiedni. Na razie pewnie jeszcze nawet nie wie, że jest czarodziejem.
-Jak to?
-Wątpię, że wujostwo powiedziało mu prawdę.
-Mam pytanie- profesor spojrzał na nią wyczekująco- dlaczego mam taki znak?- powiedziała odsłaniając delikatnie ramię.
Na jej ręce widoczna była nieduża blizna w kształcie błyskawicy. Dambledor zamyślił się i odparł:
-Chyba chodzi o to, że już ktoś kiedyś próbował cię zabić lecz mu się to nie udało.
-Ale kto chciał to zrobić? Poza Voldemortem oczywiście.
-Nie mam pojęcia. Może jego poplecznicy chcieli uzyskać przychylność swojego pana i próbowali to zrobić. No nic. Ja muszę już iść. Do zobaczenia Hermiono.
-Do widzenia panu.
***
(Trzy lata później)
Dziewczynka o długich, brązowych włosach i czekoladowych oczach, kroczyła stacją King's Cross na peron 9 i 3/4. Za kilka godzin miała zostać uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Obiecała Dambledorowi, że jeśli spotka Harrego Potter ma mu nic nie mówić na temat przepowiedni, by go ie martwić.
Nie miała zamiaru tego robić też z tego powodu, że sama bardzo się denerwowała przed ceremonią przydziału. ,,A co jeśli trafię do Hufflepafu, albo Ravenclawu? A już na pewno nie przeżyłabym, gdyby przydzielili mnie do Slytherinu"- takie myśli błądziły po jej głowie od jakiegoś czasu-,, O czym ja w ogóle myślę?! Przecież jestem potomkinią Godryka Gryffindora!" 
***
-Hermiona Greanger!- wyczytała McGonagall
Dyrektor Hogwartu wyprostował się na dźwięk tego imienia i zobaczył jedenastoletnią dziewczynkę, po której widać było, że się denerwuje.
Hermiona usiadła na stołku, a McGonagall nałożyła na jej głowe Tiarę Przydziału.
Po chwili usłyszała głos Tiary, ale tylko ona mogła go usłyszeć:
-Kogo my tu mamy? Hermiona Gryffindor! Dawno nie widziałem nikogo z rodziny mojego właściciela. No proszę, odważna jak przystało na Gryffindorównę. I mądra, tak bardzo mądra jak każda Czarodziejka oczywiście, ale masz też charakterek po ojcu. Z nim to nauczyciele mieli udrękę. Jednak był trochę poważniejszy od Jeamsa Pottrea. Tak, tym się różnili. Ty oczywiście nie do końca taka jesteś, no ale ,,Jaki ojciec, taki syn" w tym wypadku oczywiście córka. Wpadnij czasem, to trochę pogadamy, dobrze? No, nie przedłużając:
-Gryffindor!!!- to Tiara krzyknęła już tak aby każdy mógł to usłyszeć.
Szczęśliwa Hermiona podeszła do stołu Gryfonów, a dyrektor promiennie się do niej uśmiechnął, bo wiedział, że spadł jej kamień z serca.
***
(Cztery miesiące później)
Harry poszedł pod peleryną-niewidką do biblioteki do działu ksiąg zakazanych, tak jak podpowiedziała mu Hermiona. Musiał przyznać, że mimo wszystko jest bardzo fajna i pomocna. Gdy przeglądał jedną z półek w oczy rzuciła mu się, wystająca z którejś z książek szkarłatna zakładka.Sięgnął po książkę, na której było napisane: ,,Tajemnice Magii" i wyciągną zakładkę. Była szkarłatna ze złotymi wstawkami, a na środku wił się magiczny napis: Hermiona Gryffindor. Harry pamiętał jak kiedyś profesor Binns opowiadał im o zakładce Gryffindora, że tak jak wiele innych przedmiotów przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Tylko, dlaczego tam jest imię Hermiony? ,,Chyba, że ona jest potomkinią... Nie raczej nie, przecież jej rodzice są mugolami"- pomyślał Harry po czym usłyszał głos Filcha i schował zakładkę do kieszeni.
***
Hermiona weszła do pokoju wspólnego i usiadła na fotelu koło kominka. Po chwili podszedł do niej Harry.
-Cześć. Możemy pogadać?
-Jasne.- odpowiedziała trochę zdziwiona dziewczyna- O co chodzi?
-Byłem ostatnio w bibliotece- w dziele ksiąg zakazanych- tak jak nam doradziłaś i znalazłem to...- mówiąc to, wyjął z kieszeni piękną zakładkę.
-A... ale jak?!- Hermiona zrobiła się koloru ścian w skrzydle szpitalnym.
-Wiesz co to jest?
-Idziemy do dyrektora!
-Po co? Przecież...
-I nie dyskutuj- przerwała mu Hermiona. Była naprawdę zła.

Szła tak szybko, że Harry nie mógł za nią nadążyć.
-Czekoladowe żaby- powiedziała, kiedy stanęli przed Gargulcem i im oczom ukazały się kręte schody. Dziewczyna głośno zapukała do drzwi.
-Proszę- rozległ się głos dyrektora.
Hermiona otworzyła drzwi i zanim Harry zdążył coś powiedzieć, pociągnęła go za sobą.
-On wie- powiedziała i popatrzyła na Harrego
- Nie rozumiem- zdziwił się dyrektor
-Wie kim naprawdę jestem
Dambledor zamknął drzwi i wyciszył pokój.
-Ale o co chodzi...- zaniepokoił się Harry
-Był w dziale ksiąg zakazanych i w jednej z książek znalazł moją zakładkę.
-Posłuchaj Harry- zaczął Dambledor- Hermiona naprawdę nie nazywa się Greanger, tylko Gryffindor.
-Ale jak?!- przerwał mu Harry
-Ja jeszcze nie skończyłem. Jest córką Daphne i Williama Gryffindorów.
-Nie rozumiem. Oni zginęli tego samego dnia co moi rodzice. Hermiona nie może być ich córką.
-A jednak. Przed zabiciem twoich rodziców, uśmiercił rodziców i brata bliźniaka Hermiony, a ją uratował mój przyjaciel i trafiła do rodziny zastępczej. Ale musisz jeszcze o czymś wiedzieć. Ona jest nie tylko córką Gryffindorów, lecz ma również wielką moc. Jest Czarodziejką Gryffindoru.
Harrego zamurowało. Ta Hermiona, którą od początku roku uważał za mugolaczkę jest Czarodziejką! I to nie byle jaką- jest Czarodziejką Gryffindoru!

*****
Akcja będzie się dziać na szóstym roku, ale mowa tiary dawno chodziła mi po głowie, więc powatał ten oto rozdział. (Komentujcie)




czwartek, 17 kwietnia 2014

Wielkanoc

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocy, chciałabym wszystkim życzyć wesołych świąt
i mokrego dyngusa :)
Mionka

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 1: Pamiętny dzień



William i Daphne Gryffindorowie mieli bliźniaki – córkę i syna. Dzieci były wcześniej u dziadków, ponieważ ich rodzice w tych mrocznych czasach pomagali ochronić Wybrańca. Teraz jednak sami musieli ochronić także swoje dzieci, bo były tak samo zagrożone jak Wybraniec. Nie mogli pozwolić by Voldemort dowiedział się o ich córce- Trzeciej Czarodziejce Gryffindoru*, bo by ją zabił ze względu na jej moc. Wprawdzie nie mógłby jej zabić zwykłym zaklęciem śmierci(Avada Kedavra), ale na pewno znalazłby jakiś starożytny czar, który by mu to umożliwił.
Nagle obok samochodu błysnęło zielone światło. Daphne i William wyciągnęli różdżki. Po chwili zielony strumień światła trafił w Williama.
-Nie!!!- krzyknęła przerażona Daphne, gdy zobaczyła jak jej mąż opada bezwładnie na fotel.
Jakieś pół minuty później sama nie żyła. Dzieci zaczęły płakać.
Nieprowadzony samochód zaczął jechać bardzo szybko ze wzniesienia, na którym się znajdował, a chwilę później uderzył w drzewo i zaczął się palić. Nie daleko stał mężczyzna w czarnej szacie i śmiał się szyderczo. Po chwili zniknął.
Czarny pies wskoczył do samochodu i wyciągnął płaczącą dziewczynkę. Niestety nigdzie nie widział chłopca. Chciał tam wrócić lecz samochód wybuchł.
***
Mały chłopiec siedział w łóżeczku i głośno płakał. Wtedy jeszcze nie wiedział co zrobił. Nie wiedział, że uratował świat. Przy łóżeczku leżała jego martwa matka, a na przy schodach ojciec.
***
-Dambledorze czy to prawda?
-Ale co?
-No, że on zniknął?
-Tak. Poleciłem Hagridowi by po niego poleciał. Może cytrynowego dropsa?
-Nie, dziękuję. Czy to prawda, że Gryffindorowie mieli wypadek?
-Tak, ale to nie był wypadek.
-Co masz na myśli?
-To Voldemort ich zabił.
-Na pewno ze względu na małą prawda?
-Oczywiście, na pewno wiedział, że w żaden sposób nie zdobędzie zaklęcia, więc postanowił działać sam.
-Ale czy ona przeżyła?
-Tak, uratował ją ktoś kogo darzę wielkim zaufaniem lecz nigdzie nie było chłopca.
-I pomyśleć, że cała ta sprawa przeszła bez echa- McGonagall otarła łzę
***
(Kilka godzin wcześniej)
-Otworze.
-Kto to był Jean?
Gdy Mark wyszedł by zobaczyć kto przyszedł, zobaczył swoją żonę stojącą na progu domu, która trzymała na rękach małe dziecko.
-Jest jeszcze list…
Otworzyli go i zaczęli czytać:

Drodzy Państwo Greanger!
Zapewne wiecie o istnieniu świata czarodziejów, ponieważ siostra Pani Jean jest czarownicą.
Rodzice tej dziewczynki zginęli dzisiaj nad ranem podczas powrotu do domu. Na szczęście udało się ją uratować. Ma wielka moc więc bardzo Państwa proszę by ją przygarnęli i ochronili. Proszę też nie ukrywać przed nią prawdy. Gdy trochę podrośnie opowiem jej całą prawdę, ale chcę by wiedziała, że ma zdolności magiczne i jej rodzice zginęli.

PS. Ma na imię Hermiona Jean.

Z poważaniem
Albus Percival Wulfric Brian Dambledore
***
*Czarodziejka Gryffindoru- w moim opowiadaniu potomkinie czystej krwi założycieli Hogwartu są Czarodziejkami- mają wielką moc i nie potrzebują różdżek, mogą również porozumiewać się ze wszystkimi zwierzętami i magicznymi stworzeniami. Najpotężniejsze są Czarodziejki Gryffindoru. Hermiona jest dopiero trzecią Czarodziejką, ponieważ Salazar Slytherin ze złości na Godryka rzucił klątwę by córka czystej krwi rodziła się w rodzinie Gryffindorów tylko raz na kilkaset lat. Pierwszą Czarodziejką była żona Godryka, a drugą jej prapraprawnuczka.
*****
Mam nadzieję, że będzie się podobać.
(Proszę o komentarze)


wtorek, 15 kwietnia 2014

Prolog



Hermiona Granger  jest mądrą i miłą dziewczyną. Ma najlepszych przyjaciół na świecie, a jednym z nich jest sławny Chłopiec Który Przeżył. Z jej rówieśników  tylko on zna jej tajemnicę, gdy dowiedział się przypadkiem na pierwszym roku . Hermiona razem z Harrym i Ronem przeżyła już wiele przygód. Wiedziała o przepowiedni o Harrym i wiedziała, że to on musi zabić Tego-Którego- Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, lecz poprzysięgła sobie, że jeśli on tego nie zrobi(w co wątpiła) to ona będzie musiała to zrobić. Będzie musiała się zemścić i nikt jej w tym nie przeszkodzi. Zrobi to dla rodziców i brata. Zemści się za to, że przez te wszystkie lata musiała ukrywać prawdę o tym kim naprawdę jest, za wszystkie docinki Ślizogonów i za ludzi którzy zginęli z Jego powodu.
*****
To mój pierwszy blog, ale mam nadzieję, że będzie się podobał przynajmniej kilku osobom i dla tych kilku osób będę go pisać. Miłego czytania Mionka.Czytających proszę o komentarze nawet i te z krytyką.