-Otworzę ciociu.
Ośmioletnia Hermiona pobiegła do drzwi by je otworzyć.
W drzwiach stanął wysoki brodaty mężczyzna w błękitnej szacie z okularami- połówkami.
-Witaj Hermiono. Urosłaś, dawno cię nie widziałem.
-Ale kim pan jest?
-Nie poznałaś mnie? Jestem dyrektorem Hogwartu.
-Ach… Profesor Dambledor! Ciociu zobacz kto przyszedł!
Jean Greanger stanęła w drzwiach i powiedziała:
-Już czas, prawda?
Dambledor pokiwał głową, a kobieta westchnęła, po czym pokazała drogę do kuchni i zostawiła Hermionę samą z dyrektorem.
-Posłuchaj mnie Hermiono. Wiesz, że twoi rodzice zginęli jak byłaś mała.- dziewczynka pokiwała głową- Wiesz także o swojej wielkiej mocy, ale nie wiesz skąd ją masz, prawda?
-Tak…
-Naprawdę nazywasz się Gryffindor. Twoich rodziców zabił Lord Voldemort bo chciał zabić ciebie.
-Ale jak to?- Hermiona nie chciała uwierzyć w to co usłyszała
-Jesteś Czarodziejką Gryffindoru. Twoja moc mu zagrażała, więc postanowił cię zabić, ale nie mógł bez znajomości właściwego zaklęcia i upozorował wypadek.
-Ale czy Gryffindorowie nie mieli bliźniaków?-zapytała roztrzęsiona dziewczynka
-Twojego brata nie odnaleziono. Przykro mi, nie wiemy co się z nim stało. Kto wie, może żyje i jest cały, przecież go nie znaleziono, a to może oznaczać prawie wszystko.
-A co z moim nazwiskiem?
-Na razie nikt nie może wiedzieć kim naprawdę jesteś, więc musisz zostać przy nazwisku Greanger.
-Dobrze.
-Nikt nie ma takiej mocy jak ty. Dlatego twoje życie jest zagrożone.
-Przecież Harry Potter zabił Voldemorta.
-Tak, ale zło zawsze znajduje powrotną drogę. A poza tym jest jeszcze przepowiednia: „Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...”
-To znaczy, że on powróci, a Harry będzie musiał go zabić prawda?
-Mądra z ciebie dziewczyna. Ale on na razie nie może dowiedzieć się o przepowiedni. Na razie pewnie jeszcze nawet nie wie, że jest czarodziejem.
-Jak to?
-Wątpię, że wujostwo powiedziało mu prawdę.
-Mam pytanie- profesor spojrzał na nią wyczekująco- dlaczego mam taki znak?- powiedziała odsłaniając delikatnie ramię.
Na jej ręce widoczna była nieduża blizna w kształcie błyskawicy. Dambledor zamyślił się i odparł:
-Chyba chodzi o to, że już ktoś kiedyś próbował cię zabić lecz mu się to nie udało.
-Ale kto chciał to zrobić? Poza Voldemortem oczywiście.
-Nie mam pojęcia. Może jego poplecznicy chcieli uzyskać przychylność swojego pana i próbowali to zrobić. No nic. Ja muszę już iść. Do zobaczenia Hermiono.
-Do widzenia panu.
Ośmioletnia Hermiona pobiegła do drzwi by je otworzyć.
W drzwiach stanął wysoki brodaty mężczyzna w błękitnej szacie z okularami- połówkami.
-Witaj Hermiono. Urosłaś, dawno cię nie widziałem.
-Ale kim pan jest?
-Nie poznałaś mnie? Jestem dyrektorem Hogwartu.
-Ach… Profesor Dambledor! Ciociu zobacz kto przyszedł!
Jean Greanger stanęła w drzwiach i powiedziała:
-Już czas, prawda?
Dambledor pokiwał głową, a kobieta westchnęła, po czym pokazała drogę do kuchni i zostawiła Hermionę samą z dyrektorem.
-Posłuchaj mnie Hermiono. Wiesz, że twoi rodzice zginęli jak byłaś mała.- dziewczynka pokiwała głową- Wiesz także o swojej wielkiej mocy, ale nie wiesz skąd ją masz, prawda?
-Tak…
-Naprawdę nazywasz się Gryffindor. Twoich rodziców zabił Lord Voldemort bo chciał zabić ciebie.
-Ale jak to?- Hermiona nie chciała uwierzyć w to co usłyszała
-Jesteś Czarodziejką Gryffindoru. Twoja moc mu zagrażała, więc postanowił cię zabić, ale nie mógł bez znajomości właściwego zaklęcia i upozorował wypadek.
-Ale czy Gryffindorowie nie mieli bliźniaków?-zapytała roztrzęsiona dziewczynka
-Twojego brata nie odnaleziono. Przykro mi, nie wiemy co się z nim stało. Kto wie, może żyje i jest cały, przecież go nie znaleziono, a to może oznaczać prawie wszystko.
-A co z moim nazwiskiem?
-Na razie nikt nie może wiedzieć kim naprawdę jesteś, więc musisz zostać przy nazwisku Greanger.
-Dobrze.
-Nikt nie ma takiej mocy jak ty. Dlatego twoje życie jest zagrożone.
-Przecież Harry Potter zabił Voldemorta.
-Tak, ale zło zawsze znajduje powrotną drogę. A poza tym jest jeszcze przepowiednia: „Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...”
-To znaczy, że on powróci, a Harry będzie musiał go zabić prawda?
-Mądra z ciebie dziewczyna. Ale on na razie nie może dowiedzieć się o przepowiedni. Na razie pewnie jeszcze nawet nie wie, że jest czarodziejem.
-Jak to?
-Wątpię, że wujostwo powiedziało mu prawdę.
-Mam pytanie- profesor spojrzał na nią wyczekująco- dlaczego mam taki znak?- powiedziała odsłaniając delikatnie ramię.
Na jej ręce widoczna była nieduża blizna w kształcie błyskawicy. Dambledor zamyślił się i odparł:
-Chyba chodzi o to, że już ktoś kiedyś próbował cię zabić lecz mu się to nie udało.
-Ale kto chciał to zrobić? Poza Voldemortem oczywiście.
-Nie mam pojęcia. Może jego poplecznicy chcieli uzyskać przychylność swojego pana i próbowali to zrobić. No nic. Ja muszę już iść. Do zobaczenia Hermiono.
-Do widzenia panu.
***
(Trzy lata później)
Dziewczynka o długich, brązowych włosach i czekoladowych oczach, kroczyła stacją King's Cross na peron 9 i 3/4. Za kilka godzin miała zostać uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Obiecała Dambledorowi, że jeśli spotka Harrego Potter ma mu nic nie mówić na temat przepowiedni, by go ie martwić.
Nie miała zamiaru tego robić też z tego powodu, że sama bardzo się denerwowała przed ceremonią przydziału. ,,A co jeśli trafię do Hufflepafu, albo Ravenclawu? A już na pewno nie przeżyłabym, gdyby przydzielili mnie do Slytherinu"- takie myśli błądziły po jej głowie od jakiegoś czasu-,, O czym ja w ogóle myślę?! Przecież jestem potomkinią Godryka Gryffindora!"
Nie miała zamiaru tego robić też z tego powodu, że sama bardzo się denerwowała przed ceremonią przydziału. ,,A co jeśli trafię do Hufflepafu, albo Ravenclawu? A już na pewno nie przeżyłabym, gdyby przydzielili mnie do Slytherinu"- takie myśli błądziły po jej głowie od jakiegoś czasu-,, O czym ja w ogóle myślę?! Przecież jestem potomkinią Godryka Gryffindora!"
***
-Hermiona Greanger!- wyczytała McGonagall
Dyrektor Hogwartu wyprostował się na dźwięk tego imienia i zobaczył jedenastoletnią dziewczynkę, po której widać było, że się denerwuje.
Hermiona usiadła na stołku, a McGonagall nałożyła na jej głowe Tiarę Przydziału.
Po chwili usłyszała głos Tiary, ale tylko ona mogła go usłyszeć:
-Kogo my tu mamy? Hermiona Gryffindor! Dawno nie widziałem nikogo z rodziny mojego właściciela. No proszę, odważna jak przystało na Gryffindorównę. I mądra, tak bardzo mądra jak każda Czarodziejka oczywiście, ale masz też charakterek po ojcu. Z nim to nauczyciele mieli udrękę. Jednak był trochę poważniejszy od Jeamsa Pottrea. Tak, tym się różnili. Ty oczywiście nie do końca taka jesteś, no ale ,,Jaki ojciec, taki syn" w tym wypadku oczywiście córka. Wpadnij czasem, to trochę pogadamy, dobrze? No, nie przedłużając:
-Gryffindor!!!- to Tiara krzyknęła już tak aby każdy mógł to usłyszeć.
Szczęśliwa Hermiona podeszła do stołu Gryfonów, a dyrektor promiennie się do niej uśmiechnął, bo wiedział, że spadł jej kamień z serca.
Dyrektor Hogwartu wyprostował się na dźwięk tego imienia i zobaczył jedenastoletnią dziewczynkę, po której widać było, że się denerwuje.
Hermiona usiadła na stołku, a McGonagall nałożyła na jej głowe Tiarę Przydziału.
Po chwili usłyszała głos Tiary, ale tylko ona mogła go usłyszeć:
-Kogo my tu mamy? Hermiona Gryffindor! Dawno nie widziałem nikogo z rodziny mojego właściciela. No proszę, odważna jak przystało na Gryffindorównę. I mądra, tak bardzo mądra jak każda Czarodziejka oczywiście, ale masz też charakterek po ojcu. Z nim to nauczyciele mieli udrękę. Jednak był trochę poważniejszy od Jeamsa Pottrea. Tak, tym się różnili. Ty oczywiście nie do końca taka jesteś, no ale ,,Jaki ojciec, taki syn" w tym wypadku oczywiście córka. Wpadnij czasem, to trochę pogadamy, dobrze? No, nie przedłużając:
-Gryffindor!!!- to Tiara krzyknęła już tak aby każdy mógł to usłyszeć.
Szczęśliwa Hermiona podeszła do stołu Gryfonów, a dyrektor promiennie się do niej uśmiechnął, bo wiedział, że spadł jej kamień z serca.
***
(Cztery miesiące później)
Harry poszedł pod peleryną-niewidką do biblioteki do działu ksiąg zakazanych, tak jak podpowiedziała mu Hermiona. Musiał przyznać, że mimo wszystko jest bardzo fajna i pomocna. Gdy przeglądał jedną z półek w oczy rzuciła mu się, wystająca z którejś z książek szkarłatna zakładka.Sięgnął po książkę, na której było napisane: ,,Tajemnice Magii" i wyciągną zakładkę. Była szkarłatna ze złotymi wstawkami, a na środku wił się magiczny napis: Hermiona Gryffindor. Harry pamiętał jak kiedyś profesor Binns opowiadał im o zakładce Gryffindora, że tak jak wiele innych przedmiotów przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Tylko, dlaczego tam jest imię Hermiony? ,,Chyba, że ona jest potomkinią... Nie raczej nie, przecież jej rodzice są mugolami"- pomyślał Harry po czym usłyszał głos Filcha i schował zakładkę do kieszeni.
***
Hermiona weszła do pokoju wspólnego i usiadła na fotelu koło kominka. Po chwili podszedł do niej Harry.
-Cześć. Możemy pogadać?
-Jasne.- odpowiedziała trochę zdziwiona dziewczyna- O co chodzi?
-Byłem ostatnio w bibliotece- w dziele ksiąg zakazanych- tak jak nam doradziłaś i znalazłem to...- mówiąc to, wyjął z kieszeni piękną zakładkę.
-A... ale jak?!- Hermiona zrobiła się koloru ścian w skrzydle szpitalnym.
-Wiesz co to jest?
-Idziemy do dyrektora!
-Po co? Przecież...
-I nie dyskutuj- przerwała mu Hermiona. Była naprawdę zła.
Szła tak szybko, że Harry nie mógł za nią nadążyć.
-Czekoladowe żaby- powiedziała, kiedy stanęli przed Gargulcem i im oczom ukazały się kręte schody. Dziewczyna głośno zapukała do drzwi.
-Proszę- rozległ się głos dyrektora.
Hermiona otworzyła drzwi i zanim Harry zdążył coś powiedzieć, pociągnęła go za sobą.
-On wie- powiedziała i popatrzyła na Harrego
- Nie rozumiem- zdziwił się dyrektor
-Wie kim naprawdę jestem
Dambledor zamknął drzwi i wyciszył pokój.
-Ale o co chodzi...- zaniepokoił się Harry
-Był w dziale ksiąg zakazanych i w jednej z książek znalazł moją zakładkę.
-Posłuchaj Harry- zaczął Dambledor- Hermiona naprawdę nie nazywa się Greanger, tylko Gryffindor.
-Ale jak?!- przerwał mu Harry
-Ja jeszcze nie skończyłem. Jest córką Daphne i Williama Gryffindorów.
-Nie rozumiem. Oni zginęli tego samego dnia co moi rodzice. Hermiona nie może być ich córką.
-A jednak. Przed zabiciem twoich rodziców, uśmiercił rodziców i brata bliźniaka Hermiony, a ją uratował mój przyjaciel i trafiła do rodziny zastępczej. Ale musisz jeszcze o czymś wiedzieć. Ona jest nie tylko córką Gryffindorów, lecz ma również wielką moc. Jest Czarodziejką Gryffindoru.
Harrego zamurowało. Ta Hermiona, którą od początku roku uważał za mugolaczkę jest Czarodziejką! I to nie byle jaką- jest Czarodziejką Gryffindoru!
*****
Akcja będzie się dziać na szóstym roku, ale mowa tiary dawno chodziła mi po głowie, więc powatał ten oto rozdział. (Komentujcie)
(Cztery miesiące później)
Harry poszedł pod peleryną-niewidką do biblioteki do działu ksiąg zakazanych, tak jak podpowiedziała mu Hermiona. Musiał przyznać, że mimo wszystko jest bardzo fajna i pomocna. Gdy przeglądał jedną z półek w oczy rzuciła mu się, wystająca z którejś z książek szkarłatna zakładka.Sięgnął po książkę, na której było napisane: ,,Tajemnice Magii" i wyciągną zakładkę. Była szkarłatna ze złotymi wstawkami, a na środku wił się magiczny napis: Hermiona Gryffindor. Harry pamiętał jak kiedyś profesor Binns opowiadał im o zakładce Gryffindora, że tak jak wiele innych przedmiotów przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Tylko, dlaczego tam jest imię Hermiony? ,,Chyba, że ona jest potomkinią... Nie raczej nie, przecież jej rodzice są mugolami"- pomyślał Harry po czym usłyszał głos Filcha i schował zakładkę do kieszeni.
***
Hermiona weszła do pokoju wspólnego i usiadła na fotelu koło kominka. Po chwili podszedł do niej Harry.
-Cześć. Możemy pogadać?
-Jasne.- odpowiedziała trochę zdziwiona dziewczyna- O co chodzi?
-Byłem ostatnio w bibliotece- w dziele ksiąg zakazanych- tak jak nam doradziłaś i znalazłem to...- mówiąc to, wyjął z kieszeni piękną zakładkę.
-A... ale jak?!- Hermiona zrobiła się koloru ścian w skrzydle szpitalnym.
-Wiesz co to jest?
-Idziemy do dyrektora!
-Po co? Przecież...
-I nie dyskutuj- przerwała mu Hermiona. Była naprawdę zła.
Szła tak szybko, że Harry nie mógł za nią nadążyć.
-Czekoladowe żaby- powiedziała, kiedy stanęli przed Gargulcem i im oczom ukazały się kręte schody. Dziewczyna głośno zapukała do drzwi.
-Proszę- rozległ się głos dyrektora.
Hermiona otworzyła drzwi i zanim Harry zdążył coś powiedzieć, pociągnęła go za sobą.
-On wie- powiedziała i popatrzyła na Harrego
- Nie rozumiem- zdziwił się dyrektor
-Wie kim naprawdę jestem
Dambledor zamknął drzwi i wyciszył pokój.
-Ale o co chodzi...- zaniepokoił się Harry
-Był w dziale ksiąg zakazanych i w jednej z książek znalazł moją zakładkę.
-Posłuchaj Harry- zaczął Dambledor- Hermiona naprawdę nie nazywa się Greanger, tylko Gryffindor.
-Ale jak?!- przerwał mu Harry
-Ja jeszcze nie skończyłem. Jest córką Daphne i Williama Gryffindorów.
-Nie rozumiem. Oni zginęli tego samego dnia co moi rodzice. Hermiona nie może być ich córką.
-A jednak. Przed zabiciem twoich rodziców, uśmiercił rodziców i brata bliźniaka Hermiony, a ją uratował mój przyjaciel i trafiła do rodziny zastępczej. Ale musisz jeszcze o czymś wiedzieć. Ona jest nie tylko córką Gryffindorów, lecz ma również wielką moc. Jest Czarodziejką Gryffindoru.
Harrego zamurowało. Ta Hermiona, którą od początku roku uważał za mugolaczkę jest Czarodziejką! I to nie byle jaką- jest Czarodziejką Gryffindoru!
*****
Akcja będzie się dziać na szóstym roku, ale mowa tiary dawno chodziła mi po głowie, więc powatał ten oto rozdział. (Komentujcie)