sobota, 31 października 2015

Rozdział 24: Magiczne zwierzęta.

         "Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach."

Maya Angelou

*****
Jasność, która nastała po przejściu przez pajęczynę, szybko minęła i Hermiona mogła rozejrzeć się dookoła. 
Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że w lesie panuje wiosna, a nie późna jesień. 
-Chodźmy. - powiedziała Oliwia.
Dziewczyny ponownie zaczęły przedzierać się przez- tym razem zielony- las.
Hermionie wydawało się, że za chwilę nie będzie już można przejść pomiędzy pniami drzew i ich gałęziami, gdy nagle las zamienił się w piękną, słoneczną polanę.
Wyglądało to bardzo osobliwie, ponieważ w pewnym momencie gęsty, liściasty las zamieniał się w piękną, słoneczną polanę, która miała kształt półokręgu. Drzewa nie przechodziły w nią stopniowo, lecz nagle i niespodziewanie. Zupełnie tak, jakby ktoś w środku bardzo gęstego lasu wyciął część drzew nożem, przy samej ziemi.
Jakby tego było mało, cała polana pokryta była cudownymi biało-czerwonymi kwiatami, których gatunków nie znała nawet Czarodziejka.
-Co to za kwiaty?- spytała Słowianki zrywając jeden i przyglądając się mu.
Miał gładką, białą łodyżkę i lekko rozchylone białe, z czerwonymi "wstawkami", poszarpane płatki.
-Są trochę podobne do tulipanów.- zauważyła Gryffindorówna.
-Bo to najstarsza ich odmiana.- wyjaśniła Oliwia.
-Nigdy wcześniej takich nie widziałam.
-To dlatego, że w   n o r m a l n y m   świecie już ich nie ma. Nie miały odpowiednich warunków do życia.
-To znaczy?
-Powietrze było zbyt zanieczyszczone. Są to takie kwiaty, które kwitną nawet w zimie, ale muszą mieć krystalicznie czyste powietrze.- powiedziała Aśka, zrywając kilka.- Mogą się przydać.
***



***
Przyjaciółki szły podziwiając piękne krajobrazy Zaginionego Miasta przez jakieś pół godziny.
Hermiona nigdy wcześniej nie widziała tak pięknego miejsca.
W końcu dwie Polki i Angielka doszły do wielkiej groty, której wejście było w jednym ze wzgórz Miasta.
-Myślisz, że Klejnot ucieszy się gdy nas zobaczy?- Asia zapytała Oliwię.
-Oby tylko o nic nie wypytywał.
-Wiesz, że to niemożliwe.
-Zawsze można mieć nadzieję.
Gryffindorówna nie wiedziała o jakim klejnocie mówią Słowianki.
Gdy dziewczyny weszły do groty, orzechowooką dobiegł dziwny odgłos. Coś jakby... stukot kopyt?
Po chwili oczom uczennic Hogwartu ukazał się przepiękny, majestatyczny, śnieżnobiały jednorożec.
-Witaj Klejnocie.- powiedziały równocześnie Polki.
-Witajcie. Dawno was tutaj nie widziałem. O kogoś przyprowadziłyście.
-Tak. Klejnocie, poznaj proszę Hermionę Gryffindor.- powiedziała Asia.
-Córka Williama?
Onieśmielona brunetka pokiwała tylko głową na tak.
-Znałem twojego ojca dziecko. Masz takie samo oczy jak on.
Hermiona lekko się zarumieniła na ten komplement ze strony magicznego stworzenia.
-A wracając do was.- kontynuował jednorożec.- Co was do mnie sprowadza?
-Brat Hermiony został zaatakowany zaklęciem płomieni i musimy jak najszybciej zrobić eliksir ognen*.- zaczęła Oliwia.
-Mamy już wszystko oprócz sierści mówiącego rysia oraz wilka i dwóch włosów z twojej grzywy.- dokończyła Asia.
-Pomożesz nam?- zapytała Oliwia.
-Oczywiście. Akurat macie szczęście, ponieważ są u mnie Kieł, Luna, Pazur i Fenek. Chodźcie za mną.
Polki od razu ruszyły w głąb groty za jednorożcem, a chwilę później dołączyła do nich trochę zdezorientowana Hermiona.
Po kilkunastu metrach, na końcu skalnego korytarza, dziewczyna dostrzegła jasne światło, najprawdopodobniej bijące od ognia i usłyszała głosy:
-Znowu oszukujesz!
-Nieprawda! Luna może to potwierdzić!
-Nie kłam! Ja i Pazur to widzieliśmy!
-Ja nic nie widziałem.
-Jak to? Przecież patrzyłeś w naszą stronę!
-Ale...
Dalszą rozmowę- a może raczej kłótnię- przerwały dziewczyny wchodzące za Klejnotem do większego pomieszczenia.
Wyglądało ono bardzo oryginalnie.
Na środku, wykutego w skale, pokoju stał, zrobiony z ciemnego drewna, okrągły stolik, a przy nim stało kilka krzeseł z tego samego materiału. Naprzeciw wejścia znajdował się duży kominek, w którym palił się ogień. Na lewo od kominka stało coś na kształt łóżka, ale było ono bardzo niskie. Natomiast po prawej znajdowała się ogromna biblioteczka zapełniona po brzegi przeróżnymi księgami. Z sufitu zwisał drewniany żyrandol z siedmioma świeczkami, które w tej chwili się nie paliły.
Cała sceneria wyglądała trochę jak pomieszczenie z jakiegoś średniowiecznego zamku królewskiego.
Hermiona zauważyła, że trzy krzesła przy stole są zajęte i ktoś leży obok kominka.
-Witajcie przyjaciele.- rzekła Asia.
-Och, córki Ewy!** Witaj Joanno, witaj Oliwio.- odezwało się leżące obok kominka zwierzę i podniosło się na cztery łapy.
Gryffindorówna ze zdziwieniem spostrzegła, że jest to piękny tygrys. Był on znacznie większy od tych, które widziała brunetka.
-Chciałybyśmy, żebyście poznali naszą przyjaciółkę, Hermionę Gryffindor.- powiedziała Oliwia, a Hermiona poczuła się trochę niezręcznie.
Zwierzęta siedzące na krzesłach, wstały, odkładając karty na stół.
-Witaj córko Williama Gryffindora.- jako pierwszy odezwał się majestatyczny wilk, który również był znacznie większy od normalnych przedstawicieli tego gatunku.- Jestem Kieł.- Hermiona nie wiedząc co zrobić, kiwnęła tylko lekko głową.
Następnie podeszły do niej pozostałe- większe niż zazwyczaj- zwierzęta.
-Jestem Luna.- przedstawiła się piękna rysica.
-Na mnie wołają Fenek.- oznajmił rudy lis.
-A ja, nazywam się Pazur.- powiedział tygrys.
W czasie kiedy zwierzęta przedstawiały się Hermionie, Aśka podeszła do stołu. Gdy zobaczyła co odłożyły drapieżniki, parsknęła śmiechem i powiedziała:
-No, błagam. Znowu poker?
***




***
Czworonogi szybko zgodziły się oddać trochę swojej sierści, by ratować syna Gryffindora.
-A oto- zaczął Klejnot.- dwa włosy z mojej grzywy.
Asia wzięła do rąk dwie długie, srebrne, z lekkim perłowym połyskiem, nitki i schowała je do osobnej torebeczki na składniki.
-Bardzo dziękujemy.- powiedziała z wdzięcznością Oliwia.
-Nie, to my dziękujemy za odwiedziny. Ale musicie obiecać, że niedługo przyjdziecie do nas razem z resztą, dobrze?- odezwał się wilk.
-Oczywiście.- zapewniła Asia.- No, ale teraz musimy już iść.
-Miło było się poznać Czarodziejko.- zwróciła się do Hermiony rysica.
-Mnie również. Do zobaczenia.

*****
 *ognisty
**w Narnii ludzie byli nazywani córkami Ewy lub synami Adama


Komentujcie...

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 23: Pomoc.

            "Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z drugiej także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce na nową, kolejną falę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić."

Dorota Terakowska

*****
Hermiona biegła szybko, przez ciemne, szkolne korytarze, do swojego dormitorium. Brata zostawiła na siódmym piętrze w Pokoju Życzeń, a teraz zamierzała obudzić przyjaciółkę, by ta pomogła synowi Williama Gryffindora.
-Gdzie ty się włóczysz po nocy młoda damo?!- Gruba Dama oczywiście nie omieszkała się zadać tego pytania dziewczynie, która potrzebowała pomocy dla brata.
-Fasolki wszystkich smaków.
-I nawet nie zamierzasz odpowiedzieć mi na moje pytanie?
-FASOLKI WSZYSTKICH SMAKÓW.
-Och, dobrze, już dobrze. Wchodź.
Gryffindorówna z prędkością większą od światła znalazła się najpierw w swoim dormitorium, a później przy łóżku długowłosej Polki.
-Aśka! Aśka, proszę obudź się.- Hermiona delikatnie potrząsała ramieniem przyjaciółki.
-Co się stało?- zapytała zaspana Słowianka.
-Draco. On...on...
-Już dobrze Hermiono. Uspokój się. Co się stało?
-Siedziałam na parapecie i zauważyłam zakapturzoną postać, która wychodziła z lasu. Chociaż wychodziła to za dużo powiedziane. Ona się prawie czołgała. Tą osobą był Draco. Pobiegłam tam. Leżał przy jeziorze ledwie żywy, zakrwawiony i z dziwnymi poparzeniami na dłoniach i twarzy. Chciałam zabrać go do Skrzydła Szpitalnego, ale się nie zgodził i kazał mi zanieść zanieść go do Pokoju Życzeń i iść po ciebie.
-Więc na co czekamy?
Po chwili dwie brązowowłose dziewczyny jak najciszej się tylko dało przemierzały szkolne korytarze, by dojść do Pokoju Życzeń, w którym leżał brat jednej z nich.
Gdy przyjaciółki weszły do środka, oczom Aśki ukazało się pomieszczenie, którego ściany z góry do dołu pokryte były półkami z przeróżnymi księgami i eliksirami leczniczymi.
Długowłosa podbiegła do stojącego na środku pokoju łóżka, na którym leżał potomek Godryka Gryffindora. Chłopak wyglądał strasznie.
Dziewczyna dotknęła pomarańczowego oparzenia na dłoni Draco, a ten syknął z bólu.
-Hermiono, musisz iść po dyrektora. Szybko.
Brunetka skinęła głową i bez słowa sprzeciwu wykonała polecenie przyjaciółki.
***
Gdy Hermiona wróciła z Dambledorem, Draco spał z dziwnie pachnącym okładem na głowie.
-I co?- zapytała Gryffindorówna, siadając obok brata.
-Śpi.
-Widzę, że świetnie sobie pani poradziła. Więc do czego ja jestem tu potrzebny?
-Otóż, Draco ma na ciele pomarańczowe poparzenia. A to oznacza, że Voldemort dostał się już do szkolnej biblioteki. Na szczęście te groźniejsze zaklęcia zapisane są w języku, który może odczytać tylko ten, kto jest prawowitym mieszkańcem Miasta.
-Co to ma wspólnego ze stanem Dracona?
-Te poparzenia po kilku dniach stają się śmiertelne, a przepis i składniki potrzebne do odtrutki są w Polsce. I chodzi o to, czy zgodziłby się pan na to, byśmy z Hermioną i Oliwią pojechały po te składniki.
-Ależ oczywiście.
-To świetnie. Chodź Hermiono, musimy obudzić Oliwię.
***
Jakiś czas później trzy dziewczyny stały na środku dormitorium, ubrane w spodenki, bluzki z krótkimi rękawami oraz w bluzy i buty do górskich wędrówek. Asia dodatkowo miała zmieniony kolor włosów na czarne i oczu na niebieskie.
-U nas już świta.- powiedziała Oliwia patrząc na zegarek.
Aśka pokiwała głową i odezwała się do przyjaciółek:
-Nie mogę przenieść nas od razu tam, gdzie mamy dotrzeć, bo jest tam za dużo ludzi. Wprawdzie wszyscy są czarodziejami, ale na razie nikt nie może dowiedzieć się o tym, że żyję.
Hermiona i Oliwia pokiwały głowami na znak zgody i wszystkie trzy chwyciły się za ręce.
Hermiona poczuła szarpnięcie, ale nie tak jak zawsze, w okolicy pępka, lecz tym razem wydawało jej się, że ktoś ciągnie ją za prawe przedramię.
(muzyka)
Gryffindorówna zamknęła na chwilę oczy, a gdy ponownie je otworzyła, ujrzała przed sobą najpiękniejszy widok, jaki widziała do tej pory.
Górskie szczyty, mimo, że nie największe, majestatycznie wychylały się sponad mgły i mieniły się pięknymi kolorami czerwieni, pomarańczy i złota odbitymi od kolorowych liści promieniami wschodzącego słońca. Niebo przybrało wiele odcieni różu, fioletu i pomarańczy, a widoczność była po prostu doskonała.
***



***
-Jesteśmy na Krzemieniu.- oznajmiła Aśka.- Najpierw idziemy na Tarnicę, a później zejdziemy do Wołosatego. Nie mogłam nas przenieść bliżej, bo by mnie wykryli.
-Czyli najpierw bierzemy wilcze jagody, borówki, potem tarnickie zioła*, czosnek niedźwiedzi, a na końcu sierść niedźwiedzia i rysia?- zapytała Oliwia.
-Dokładnie tak.
-A reszta składników?
-Trzy z nich są w Hogwarcie, a resztę weźmiemy z innych miejsc.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw dziewczyny ruszyły w drogę.
Mgła zdążyła już opaść, odsłaniając zalesione doliny i kotliny Bieszczadów.
Pomimo niekoniecznie stratosferycznych wysokościach góry te miały swój urok. Szlaki były wąskimi ścieżkami, gdzieniegdzie "posypanymi" kamieniami. Las w pewnym momencie po prostu odcinał się od reszty szczytu, który pokryty był jagodami, borówkami czy jakimiś trawami i z wyglądu przypominał raczej step. Nigdzie- nawet w oddali, a widoczność była świetna- nie było widać żadnych zabudowań, czy to zwykłych domów, czy schronisk i hosteli- po prostu nic. Żadnego śladu działalności człowieka. Chyba właśnie dzięki temu Bieszczady zachowały swoją dzikość i nikomu jak na razie się nie spieszyło, by ją im odebrać.
***
Po jakimś czasie dość szybkiego marszu, gdy od Tarnicy dzieliło dziewczyny tylko kilka minut drogi, na niebieskim szlaku, którym szły zaczęli pojawiać się ludzie. Gdy obok nich przeszły dwie, około dwudziestoletnie dziewczyny wszystkie cztery Polki przywitały się wzajemnie mówiąc sobie zwykłe "cześć" . Zaciekawiona Hermiona od razu zapytała półszeptem:
-Znacie je?
-Nie.
-To dlaczego się przywitałyście?
-Tutaj już tak jest. Każdy wita się z każdym na szlakach. Nieważne, czy ktoś jest Polakiem czy nie, czy jest stąd czy z drugiego końca Polski. To taka jakby tradycja.
-Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.
-No, to teraz miałaś okazję i raczej jeszcze będziesz ją mieć. Na pewno spotkamy kogoś schodząc do Wołosatego.
***



***
Podczas, gdy Słowianki zbierały zioła i owoce potrzebne do eliksiru, który miał pomóc młodemu Gryffindorowi, Hermiona siedziała na jednej z drewnianych ławeczek ustawionych na najwyższym szczycie Bieszczadów i obserwowała szczyty pokryte jeszcze kolorowymi lasami.
-Niedługo nie będzie już ani jednego liścia. Może zima nie będzie jakoś specjalnie mroźna, ale mimo wszystko, utrzymają się one w takim stanie może jeszcze z tydzień.- Aśka wyrosła jak z pod ziemi za plecami Czarodziejki.- Idziemy dalej?
Długi odcinek drogi dziewczyny przebyły lasem, aż w końcu wyszły z gąszczu na otwartą przestrzeń. Kilkaset metrów przed nimi stało kilka domów- niektóre drewniane- i drewniana budka przy początku szlaku.
-Gdzie jesteśmy?
-W Wołosatym.- wyjaśniła Oliwia.
-Czemu jest tu tak mało domów?
-Bo oprócz dwóch noclegów, pozostałe zabudowania są tylko i wyłącznie domami- stałymi, czy też chwilowymi- pracowników Parku Narodowego.
Pięć minut drogi później Hermiona zdębiała patrząc na znak przy drodze, który- wprawdzie napisany został po polsku, ale nie stanowiło to dla niej kłopotu- głosił: "Zwolnij! NIEDŹWIEDZIE!"
-Co to jest?
-Znak.- odpowiedziała wymijająco Aśka.
-Ale...
Hermiona nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ Polki złapały ją szybko za ręce i skręciły zaraz za znakiem do lasu.
-A teraz cicho.- pouczyła Brytyjkę Mickiewiczówna.- Pamiętasz, gdzie jest przejście?- spytała szeptem swoją przyjaciółkę z Polski.
-Też pytanie. Trafiłabym tu obudzona w środku nocy z zamkniętymi oczami.
Gryffindorówna niecierpliwiła się trochę z powodu ciężkiego stanu brata, jednak ufała Polkom i wiedziała, że na pewno zrobią wszystko, by pomóc Draconowi.
Kiedy las był już tak gęsty, że prawie nie dało się przejść, pomiędzy drzewami pojawiła się dwumetrowa pajęczyna. Hermiona stłumiła krzyk.
-Spokojnie. To nie jest prawdziwa pajęcza sieć. Musimy przez nią przejść, aby dostać się do starszej części Miasta.
-Gotowa?
Brunetka niepewnie pokiwała głową i podeszła kilka kroków do przodu.
Gdy od pajęczyny dzieliło ją kilka centymetrów ujrzała, że jest ona zbudowana niczym z mglistych włókien. Z jej środka powiewał lekki, orzeźwiający wietrzyk i dało się wyczuć dziwny, lecz słodki zapach, który przypomniał Hermionie o ukochanym. No właśnie, Harry. Co ona mu powie po powrocie? Że gdzie niby była? Na wycieczce krajoznawczej?
Polki przerwały rozmyślania Hermiony biorąc ją za ręce i przeprowadzając przez tajemnicze włókna.
*****
*wymyślona nazwa
*****
Na razie tylko tyle, ale już niedługo postaram się dodać następny ;)
Komentujcie, proszę...
*****
PS. Czy chcecie, żebym zrobiła coś takiego jak wspomnienia? Chodzi o to, że będę pisała coś w stylu miniaturek o Harrym, Hermionie i może o Aśce w wydarzeniach spoza tego bloga. To jak? Mogę liczyć na wasze opinie?