-Nie mówiłaś, że dzisiaj wracasz.- Ginny uścisnęła przyjaciółkę po czym zrobił to jej brat
-Bo sama dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj rano.
-Dopiero? Miałaś cały dzień żeby nam powiedzieć.- Ron był nieugięty
-Chciałam wam zrobić niespodziankę.
-Dobrze już dobrze, nie męczcie jej.- Potter objął ukochaną w pasie
-Dzięki Harry.- wyszeptała mu do ucha Hermiona po czym zabrała się za jedzenie
***
-Ja idę do biblioteki napisać wypracowanie dla nietoperza.- rzuciła Ginny i zniknęła za portretem Grubej Damy
-A ty dokąd Ron?- zdziwiła się Gryffindorówna
-Ja... no wiesz... umówiłem się z Luną i teraz...
-Dobra. Nie karz jej czekać.- Hermiona usiadła na kanapie i oparła głowę na kolanach Pottera- Od kiedy oni są razem?- spytała gdy rudy wyszedł
-Od niedawna. Zaczęli ze sobą chodzić dwa tygodnie przed tym jak się obudziłaś.
-Jak widać dużo mnie ominęło.
-Przecież wiesz, że Ginny i tak jutro ci wszystko opowie ze szczegółami, prawda?
-To pewne.- zaśmiała się dziewczyna i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła
Śniło jej się, że znowu T A M trafiła. Że znowu Lucjusz Malfoy się nad nią znęcał, że nic nie mogła zrobić. Bała się, że nie wróci do Harrego.
Wybraniec uśmiechnął się kiedy Hermiona usnęła na jego kolanach. Jej piękne brązowe loki opadły na jej twarz, więc je odgarnął. Nagle poczuł, że Hermiona cała drży i zaczyna krzyczeć przez sen. Nie zastanawiał się ani chwili i od razu zaczął ją budzić. Wiedział co jej się śni. Bał się o nią.
-Hermiono.- potrząsnął nią lekko- Proszę obudź się.- powiedział błagalnym tonem
Dziewczyna obudziła się z krzykiem, cała zalana potem.
-Ciiiii. Już dobrze nie martw się.- gładził ją po włosach i starał się ją uspokoić
-Ja nie chcę tam wracać.-wyszeptała, a łzy zaczęły płynąć jej potokami
-Już nigdy nie zostawię Cię samej.- jak na komendę przytuliła się do niego mocniej, a on wsunął rękę pod jej bluzkę i zaczął gładzić ją po brzuchu. Uspokoiła się po kilku minutach i usnęła, tym razem spokojnie.
Nie chcąc jej budzić młody Potter wziął ją na ręce, a że nie mógł wejść do dormitorium dziewczyn, postanowił zanieść ją do swojego. Ułożył ją delikatnie na łóżku i sam położył się obok.
Następnego dnia Hermiona obudziła się zdziwiona na widok Harrego obok siebie i że nie jest we własnym dormitorium. Dopiero potem uświadomiła sobie wczorajszy sen i uznała, że Harry nie mogąc wejść do jej dormitorium, zaniósł ją do swojego.
Wstała i przykryła Harrego dokładniej kołdrą. Sama zeszła na dół, starając się nikogo nie obudzić, a potem do swojego dormitorium. Wchodząc tam usłyszała miarowe oddechy śpiących koleżanek. Po cichu weszła do łazienki i odkręciła kurek z wodą w wannie. Do wody dolała olejku lawendowego i po chwili leżała w ciepłej cieczy. Spojrzała na zegarek, który leżał na umywalce- była szósta rano. Gdy wyszła z łazienki, ubrała się i zobaczyła, że przez otwarte okno wleciała mała, brązowa sowa. Hermiona odwiązała list od jej nóżki i go przeczytała:
Hermiono, bądź w Pokoju Życzeń za dziesięć minut.
D.G
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła się że jej brat zaczął wstydzić się nazwiska Malfoy i podpisywał się D.G (Draco Gryffindor), przynajmniej w listach do niej i dyrektora. Skąd wiedziała, że w listach do Dambledora też się tak podpisywał? Może to dlatego, że jest Czarodziejką Gryffindoru, albo że są bliźniakami?
Nie czekając ani chwili zeszła na palcach do Pokoju Wspólnego, a będąc już za portretem Grubej Damy, puściła się biegiem przez korytarz.
Na szczęście nie spotkała ani jednego nauczyciela po drodze, ponieważ nie kontrolując swoich mocy zmieniła się w panterę, by szybciej dotrzeć na miejsce. Dopiero przed gobelinem dostrzegła co zrobiła. Bardzo ją to zdziwiło, bo do tej pory transmutacja w dzikie zwierzęta nie szła jej najlepiej.
Gdy przybrała już postać człowieka przeszła przed gobelinem trzy razy, myśląc o bracie i jej oczom ukazały się drzwi. Weszła do środka. Była w średniej wielkości pokoju, pomalowanym na jasno zielono z dużą, szmaragdową kanapą na środku i okrągłym, szklanym stolikiem.
Usiadła na kanapie oczekując brata. Zjawił się po pięciu minutach, a gdy ją zobaczył, natychmiast podbiegł i ją uścisnął.
-Nawet nie wiesz jak się o Ciebie bałem.
-Harry mówił, że dostał list, w którym było napisane gdzie jestem.
-No i co?
-To ty go wysłałeś, prawda?
-Nie mogłem znieść myśli, że Cię torturują.
-Dziękuję. A tak z innej beczki. Co to za dziewczyna na którą cały czas wczoraj patrzyłeś podczas kolacji? I nie udawaj, że nic o tym nie wiesz.
-Ta Gryfonka?
-Tak. Właśnie ta.
-Po prostu dziwnie się zachowywała.
-To znaczy?
-Gdy weszłaś do Wielkiej Sali, wcale się nie zdziwiła tak jak pozostali.
-No i co tego?
-Poczekaj, daj mi skończyć. Tydzień temu na transmutację, którą mieliśmy z Gryfonami wparował Snape i kazał jej iść do dyrektora. Gdy stamtąd wróciła miała nieobecny wyraz oczu i zaczęła pyskować do McGonagall.
-Nie rozumiem.
-Ona nigdy taka nie była. Zawsze siedziała cicho w ostatniej ławce i coś pisała w jakimś zeszycie. Raczej przypominała szarą myszkę, ale od tamtego czasu nic jej nie pasowało i na wszystkich się wydzierała.
-Zaraz. Skąd możesz to wiedzieć, przecież ona jest od nas rok starsza.
-Slughorn gdzieś wyjechał i mieliśmy łączone lekcje transmutacji z siódmą klasą Gryfonów przez dwa tygodnie.
-Aha. I co dalej?
-Wczoraj zwróciła na Ciebie uwagę dopiero, gdy zaczęliście się z Harrym całować. Wyglądało na to, że wiedziała, że przyjdziesz.
-Ale to niemożliwe, przecież nikomu nie mówiłam.
-No właśnie.
Rozmawiali o Gryfonce imieniem Nina jeszcze pół godziny i udali się do swoich dormitoriów, a następnie poszli na śniadanie.
-Hermiono, mam Ci tyle do opowiedzenia.- Ginny nie dała przyjaciółce spokojnie zjeść
-Nie wątpię w to. Ale po śniadaniu, dobrze? Dzisiaj sobota więc zdążysz mi wszystko opowiedzieć z najmniejszymi szczegółami.
Przy jedzeniu Hermiona co jakiś czas zerkała kątem oka na nie jaką Ninę Grass. Ta druga cały czas na nią patrzyła. Dla Gryffindorówny, która odziedziczyła część cech charakteru po matce, zaczęło to się robić krępujące. ,,Dlaczego ona patrzy się na mnie jak sroka w kość?!"-myślała. Gdy skończyła śniadanie jak najszybciej udała się do Pokoju Wspólnego. Zastała tam czarną sowę- własność Dambledora. Szybko przeczytała krótki list:
Przyjdź do mnie o 10.30- sama.
PS. Mam ich dużo w kieszeni.
Dambledor
***
-Cytrynowe dropsy.- Hermiona weszła po schodach do gabinetu dyrektora
-O, dobrze że jesteś. Usiądź.
-O co chodzi?
-Znasz Ninę Grass?
-Tak. To Gryfonka z siódmego roku.
-Zastanawiałaś się kiedyś gdzie ukrył się twój wuj razem z córkami po wybuchu wojny z Voldemortem?
-Tak szczerze to nie. Ale o co chodzi?
-Wyjechał on z córkami do Francji, ale sześć lat temu jego żona razem z córkami wróciła do kraju. Twojego stryja zabili Śnierciożercy niedługo po ich wyjeździe. Twoje dwie kuzynki: Emilii i Margaret zdecydowały się na naukę Beauxbatons, a trzecia- Nina poszła do Hogwartu.
-Sugeruje pan, że Nina Grass naprawdę nazywa się Nina Gryffindor, jest moją kuzynką i cały czas była w Hogwarcie?!
-Dokładnie tak.
-Czy ona wie, że to ja jestem Czarodziejką Gryffindoru i jej kuzynką?
-Tak, powiedziałem jej to jakiś czas temu, gdy ty byłaś w śpiączce. Myślę, że macie sobie wiele do powiedzenia, więc proponuje spotkanie w Pokoju Życzeń o 23.
-Dobrze. Pan ją powiadomi?
-Tak. A teraz idź. Jestem pewny, że panna Wasley czeka na Ciebie.
-Dziękuję. A i jeszcze jedno. Czy ona wie, że Draco jest moim bratem?
-Nie. Nadal myśli, że on nie żyje. Ale powinna jej pani to powiedzieć.
-Dziękuję za radę, do widzenia.
***
Oczywiście przypuszczenia dyrektora szkoły się sprawdziły.
-Gdzieś ty się podziewała?
-Byłam u Dambledora.
-Czego chciał?
-E tam - Hermiona machnęła ręką - nic takiego. Lepiej opowiedz co się działo kiedy mnie nie było.
Rudowłosa znalazła się w swoim żywiole. Cały czas opowiadała przyjaciółce plotki z innych domów. Mówiła kto z kim chodzi (włączając w to Rona), lub kto z kim zerwał i kiedy. Nic nie umknęło uwadze Ginny Wasley.
***
Hermiona siedziała w swoim dormitorium i czytała książkę- ,,Czarno-magiczne przedmioty", mając nadzieję, że znajdzie tam jakieś informacje, które pomogą Harremu w poszukiwaniach horkruksów.
Gdy wskazówki zegara pokazały 22:50, zeszła na dół do Pokoju Wspólnego i wyszła przez portret Grubej Damy w kierunku Pokoju Życzeń na siódmym piętrze.
Droga minęła jej bez żadnych przeszkód.
Przeszła przed gobelinem trzy razy, myśląc o Ninie i szybko weszła do Pokoju, ponieważ usłyszała zbliżające się ku niej kroki- prawdopodobnie jednego z profesorów, który miał nocny obchód.
Dopiero kiedy kroki za ścianą ucichły, Hermiona rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Był to niewielki pokój, pomalowany na złoto ze szkarłatnymi wzorami w kształcie lwów. ,,No tak- przecież obie jesteśmy potomkiniami Godryka Gryffindora"- pomyślała. Na środku stał średniej wielkości kominek, a przed nim czerwona kanapa. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że na kanapie siedzi dziewczyna z bardzo jasno brązowymi włosami i niezwykle głębokimi, niebieskimi oczami.
Hermiona podeszła do niej i usiadła na miejscu obok, a potem powiedziała:
-Więc to ty jesteś moją kuzynką.- na te słowa Nina wzdrygnęła się
-O, przepraszam nie usłyszałam Cię.
-Tak, Dambledor kiedyś mi powiedział, że często wchodzę ,,jak kot".
-Nie dziwię się. Przecież jesteś Trzecią Czarodziejką Gryffindoru i masz moce wszystkich zwierząt jakie istnieją na całym świecie.
-Czasami tego nie kontroluję.
-Właśnie widzę.
-O co Ci chodzi?
-Ty na serio tego nie widzisz?
-Nie, ale o co Ci chodzi?
-Przed chwilą, gdy mówiłaś o kotach, zmieniłaś się w tygrysa.- powiedziała chichocząc Nina
-Co takiego?!-Hermiona spojrzała na swoje ręce i zamiast nich ujrzała duże łapy z pazurami
Z wrażenia spadła na podłogę, a w trakcie lotu zmieniła się z powrotem w człowieka. Nina śmiała się w niebo głosy, a zdenerwowana Czarodziejka leżąc na podłodze, skrzyżowała ręce na piersi, zdmuchnęła niesforny kosmyk włosów i powiedziała:
-Tak Cię to śmieszy? Zraz zobaczymy.- wpatrzyła się przez chwilę w towarzyszkę i po chwili obok niej leżała Nina w postaci niedźwiedzia polarnego
Śmiały się jeszcze jakiś czas i w końcu Hermiona odczarowała kuzynkę i obie usiadły na kanapie.
-Co się z wami działo przez dziesięć lat po waszym wyjeździe?- spytała w końcu Hermiona po chwili ciszy
-Gdy wyjechaliśmy maiłam dwa lata.-zaczęła opowiadać Nina- Nie chciałam opuszczać Londynu, ponieważ tam był mój dom. Ale tato zdecydował, że musimy jechać bez względu na wszystko. Powiedział też, że po tygodniu do nas dołączycie, gdy tylko twoi rodzice zabezpieczą odpowiednio dom Potterów i Hogwart. Niestety, następnego dnia przyszła do nas sowa z wiadomością od wujka Williama. Pisał, że nie może wyjechać do Francji, bo to zbyt ryzykowne posunięcie, a w Dolinie Godryka jesteście bezpieczni. Tato zaczął pracować we francuskim Ministerstwie Magii i nie całe dwa tygodnie później go namierzyli. Zabili go w drodze do domu.- po policzku Niny spłynęła samotna łza, a swój wzrok utkwiła w płomieniach ognia z kominka- Powiadomił nas o tym jego francuski przyjaciel z pracy. Tydzień później w gazetach na całym świecie pisali o Harrym Potterze i -wprawdzie bez szczegółów- o waszym wypadku. Pięć lat później Margaret poszła do Beauxbatons, a następnie dołączyła do niej Emilii. Ja nie chciałam chodzić tam do szkoły, więc wróciłam z mamą do Anglii, a moje siostry zostały na jakiś czas z ciotką we Francji. Trzy lata temu mama wróciła do Margaret i Emilii, a ja zostałam w Hogwarcie. A tak właściwie to jakim cudem przeżyłaś?
- Jeszcze zanim Voldemort zabił rodziców Harrego, dowiedział się że to ja jestem Trzecią Czarodziejką Gryffindoru. Wiedział, że zwykłą Avadą mnie nie zabije, więc postanowił upozorować wypadek samochodowy. Moich rodziców zabił najpierw, a potem samochód zaczął staczać się ze wzgórza. Słyszałam jeszcze ten jego straszny śmiech, po czym zniknął- teleportował się do Potterów. Nie zauważył jednak dużego, czarnego psa, który stał niedaleko niego. Gdy samochód uderzył w drzewo, pies jeszcze przed wybuchem wskoczył przez wybitą szybę i mnie wyciągnął. Był to Syriusz Black.
-Ten przestępca?
-Nie. Black nie był przestępcą. Po prostu go wrobili.
-Szkoda, że nie zdążył wyciągnąć twojego brata.
-Syriusz przypuszcza... przypuszczał- Hermiona westchnęła- nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że on nie żyje. A więc Syriusz przypuszczał, że go tam nie było. I miał rację.
-Jak to?!
-Mój brat bardzo wcześnie nauczył się teleportować. Jeszcze zanim Voldemort zniknął, najzwyczajniej teleportował się pod jeden z czarodziejskich domów.
-To znaczy, że jest w Hogwarcie?
-Tak.
-Który to Gryfon?
-On nie jest w Gryffindorze.
-Co?!
-Wychowywano go w inny sposób. Nie wiedział, że został adoptowany, dlatego bardziej przez nazwisko trafił do innego domu.
-Kto to?
-Draco Malfoy, a raczej Draco Gryffindor.
*****
Przepraszam, że tak późno (rozdział zaczęłam pisać trzy tygodnie temu), ale miałam ostatnio wycieczkę klasową na Słowację i tam nie było internetu. Poza tym ostatnio cierpię na brak weny :( Jeśli chcecie, możecie proponować swoje wyobrażenia co do tego bloga w komentarzach, może mi to podsunie jakiś sensowny pomysł :) A i jeszcze jedno, czy chcecie by pojawiła się nowa uczennica? Jeśli tak to piszcie z jakiego kraju. Dziękuję również Gwiezdnej Księżniczce za jej komentarze <3.
sobota, 21 czerwca 2014
środa, 11 czerwca 2014
Rozdział 6: ,,Więc to jednak prawda..."
Dambledor wrócił do zamku roztrzęsiony. ,,Więc to jednak prawda"-pomyślał- ,,Naprawdę ją porwali."
Dyrektor Hogwartu nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą widział pod peleryną niewidką. Chcieli ją porwać by zamanipulować Harrym.
Następnego dnia zaraz po śniadaniu wezwał do siebie Dracona.
-Dzień dobry. Dowiedział się pan czegoś?
-Usiądź Draco. Byłem wczoraj na zebraniu śmierciożerców.- zebranie, chłopak całkiem o nim zapomniał- Może to nawet lepiej, że cię tam nie było.
-A jak pan się tam w ogóle dostał?
-Byłem pod peleryną niewidką.
-Ale dlaczego dobrze, że mnie tam nie było?
-Posłuchaj chłopcze. Znalazłem Hermionę.
-Naprawdę? Gdzie?
-Ona jest w Malfoy Manoor.
-Jak to?
-Porwali ją.
-Więc to jednak prawda...
-Niestety tak, ale to jeszcze nie wszystko. Cały czas jest torturowana. Jeśli szybko czegoś nie wymyślimy to tam na pewno umrze.- Draco zbladł
-Co mogę zrobić?- zapytał dziwnie z nieobecnym wzrokiem
-Musisz udawać, że cię to nie obchodzi.
-Ale jak mam to zrobić?
-Ty naprawdę się zmieniłeś. Wiem, że będzie ci ciężko, ale musisz to zrobić dla dobra twojej siostry.
-Rozumiem. Ja już pójdę.
-Poczekaj. Zawołaj do mnie Harrego.
***
Harry miał teraz transmutację ze ślizogonami, a przez Hermionę nie mógł się skupić.
Nagle do klasy wszedł Malfoy. Miał dziwny wzrok i wyglądał jak żywy trup.
-Potter, dyrektor cię woła.
Harry popatrzył na McGonagall, a ta kiwnęła głową na znak zgody i kazała Malfoyowi usiąść. Zdenerwowany chłopak wszedł po krętych schodach i zapukał do drzwi. Gdy usłyszał ,,Proszę", powoli wszedł do środka.
-Chciał mnie pan widzieć?
-Tak Harry, usiądź.
-Wie pan coś na temat Hermiony?
-Niestety tak.
-Dlaczego ,,niestety tak"?
-Harry. Porwali ją śmierciożercy.- Harry momentalnie pobladł
-A czy ona żyje?- zapytał wreszcie
-Tak, ale jest torturowana.- ,,Więc to jednak prawda co widziałem w tych snach"- pomyślał
-Skąd pan to wie?
-Byłem tam wczoraj.
-I nic pan nie zrobił?!
-Nie mogłem. Poza tym sam nie dałbym rady.
Harry ukrył twarz w dłoniach.
-Nie musisz dzisiaj już wracać na zajęcia.
-Dziękuję dyrektorze.
Zrozpaczony chłopak wyszedł z gabinetu dyrektora i udał się do dormitorium. Rzucił się na łóżko i zaczął płakać. Tak chłopiec-który-przeżył płakał. Łzy same mu się cisnęły do oczu. Nie mógł uwierzyć w to co powiedział Dambledor.
***
Gdy Hermiona obudziła się rano poczuła, że leży na czymś miękkim, ale tego nie widziała. Potem przypomniała sobie co Draco mówił o Narcyzie Malfoy. ,,Nigdy nie lubiła zabijać ludzi i ich krzywdzić" to na pewno ona zrobiła coś by ulżyć trochę Hermionie.
Następne spotkanie odbyło się w mniejszym gronie śmierciożerców lecz tortury były jeszcze gorsze. Tym razem dla zabawy postanowili połamać jej ręce i nogi.
Tydzień później, na następnym spotkaniu, wśród tłumu śmierciożerców zauważyła Dracona. Pomimo maski wiedziała, że płacze. Nie chciała tego. Po skończonym spotkaniu Lucjusz chciał jak zwykle ,,znieść" ją do piwnicy, ale w drogę wszedł mu Draco.
-Ja to zrobię.- powiedział z ironicznym uśmieszkiem
-Dobrze. Ja i twoja matka idziemy do Belatrix omówić plan. Zajmij się nią.
Draco zaczekał aż Malfoy wyjdzie. Delikatnie wziął Hermionę na ręce i powoli i ostrożnie zniósł ją na dół. Wyczarował materac na podłodze i sprawił, że wyglądał jak podłoga. Położył siostrę na materacu i wyjął z kieszeni małą buteleczkę, wlał zawartość do ust dziewczyny i otarł jej twarz z krwi. Był to eliksir na uzupełnienie krwi. Nie wiedział, że to ją uratowało.
***
-Jak to porwali Hermionę?!- Ron i Ginny nie dowierzali słowom przyjaciela
-Wracała do zamku, wykorzystali chwilę i ją uprowadzili.- dopiero po tygodniu Harry dał radę powiedzieć o tym przyjaciołom
Ich rozmyślania przerwał głos Filtwika.
-Śmierciożercy atakują! Uczniowie klas szóstych i siódmych mają zejść na dół i bronić zamku!
Nie trzeba było długo czekać i po chwili uczniowie byli na błoniach. Na przedzie atakujących stał Lord Voldemort. Uczniowie wyciągnęli różdżki gotowi do obrony.
-Nie radziłbym.- zasyczał Voldemort- Mamy coś co może zainteresować Pottera.- skinął na dwóch śmierciożerców którzy kogoś trzymali. Była to Hermiona. Wyglądała jak wrak człowieka.
-Zostawcie ją!- krzyknął Harry
-Mam propozycję. Zostawię ją jeżeli ty Potter się na nią wymienisz.- przez tłum przebiegły szepty- Bo jak nie to... Crucio.- Hermiona padła na ziemię. Widać było co czuje- ogromny ból.
-Zgoda.- powiedział stanowczo Harry
-Nie Harry...- udało się wychrypieć Hermionie po czym zemdlała.
-Jutro na Pokątnej. O północy.
-Dobrze, będę.
Śmierciożercy zniknęli równie szybko jak się pojawili.
***
-Czyś ty zwariował?!- Ron nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel się zgodził
-Tylko tak mogę uratować Hermionę.
-A jeżeli on coś knuje?
-Chcesz żeby zginęła?
Kłótnię przyjaciół przerwało stukanie do szyby. Była tam jedna ze szkolnych sów, a do nóżki miała przyczepiony liścik:
,,Jest w piwnicy Malfoy Manoor. Zaklęcia obronne domu są na 50 stronie książki do zaklęć szóstego roku. Zrób to w dzisiaj w nocy. Będą zdezorientowani.
PS. Weź ze sobą wsparcie."
Nie było podpisu, ale pismo wydawało się Harremu dziwnie znajome. Razem z Ronem poszedł do Dambledora i pokazał mu list. Dyrektor się zgodził i posłał po zakon by pomogli chłopcom w misji.
***
Teleportowali się pod dom Malfoyów. Wyglądało na to, że nikogo tam nie ma, ale drzwi piwnicy były uchylone. Harry spojrzał do piwnicy i zobaczył jak Lucjusz i Belatrix torturują Hermionę. Wszedł szybko do pomieszczenia i powiedział:
-Zostawcie ją!
Spłoszony Lucjusz podniósł Hermionę za ubranie i przystawił jej różdżkę do gardła.
-Nie podchodź bo ją zabiję!
Harry wiedział, że nie da rady tego zrobić ze względu na jej moce. Wycelował w Malfoya, który puścił Hermionę i nie zauważył jak Belatrix rzuca w nią nożem. Nagle pojawili się inni śmierciożercy. Zakon zaczął walczyć, a Harry wziął Hermionę delikatnie na ręce i razem z Lupinem teleportował się do szpitala świętego Munga.
-Niech ktoś jej pomoże!- krzyknął przez łzy
Podbiegł do niego młody uzdrowiciel i kazał położyć ją na najbliższym łóżku. Po chwili podbiegli do nich inni uzdrowiciele i zawieźli Hermionę na oddział zamknięty.
Harry odmówił powrotu do Hogwartu. Siedział cały we krwi dziewczyny i czekał. Lupin wrócił by walczyć razem z innymi, więc chłopak został sam. Po kilku godzinach podszedł do niego ów młody uzdrowiciel.
-Kim dla niej jesteś?- zapytał
-Jestem jej chłopakiem.
-Chodź za mną.
Weszli do pokoju, a na jednym z łóżek Harry dostrzegł Hermionę całą w bandażach. Usiadł koło niej na krześle i zaczął delikatnie głaskać jej dłoń.
-Gdyby miała trochę mniej krwi nie było by jej tu.- powiedział uzdrowiciel
-Co z nią?
-Już dobrze, ale jeszcze nie wiemy kiedy się obudzi.
-Jak to?
-Nóż który tkwił w jej brzuchu był zatruty. Na szczęście nie była to silna trucizna i łatwo dało się ją usunąć z organizmu. Jednak jest bardzo wycieńczona i dlatego nie wiadomo kiedy się wybudzi.
***
Przez następne dni Harry cały wolny czas przebywał w szpitalu świętego Munga. Jednak od chwili uratowania ukochanej stał się już ,,normalny".
,,On musi ją bardzo kochać"- pomyślał pewnego dnia Daniel (uzdrowiciel, który leczył Hermionę). Cieszył się, że jego pacjentka zdrowieje, ale w głębi serca czuł zazdrość. Hermiona była bardzo ładna i mu się spodobała, więc denerwował się, gdy tylko pomyślał, że niedługo ona wróci razem z Wybrańcem do Hogwartu.
***
Zbliżała się Noc Duchów. Harry jak zawsze po lekcjach był u Hermiony i szeptał jej różne miłe słowa. Pomimo tego, że była nieprzytomna wiedział, że go słyszy. Gdy przestał mówić, wziął jej dłoń i zaczął delikatnie głaskać. Po chwili usłyszał cichy głos:
-Ha...Ha....Harry...
Spojrzał w ciemnobrązowe oczy Griffindorówny. Wiedział, że musieli ją podejść od tyłu by udało im się ją porwać.
-Witaj śpiochu.
-Jaki dziś dzień?
-Piątek. 28 października, a co?
-Jak to? Ile byłam nieprzytomna?
-Miesiąc. Ale nareszcie jesteś ze mną.
Chwilę później przyszedł uzdrowiciel i wyprosił Harrego na korytarz.
Hermiona szybko zdrowiała i do szkoły wróciła w Noc Duchów, lecz nikt nie wiedział o jej powrocie. No może oprócz Dambledora.
Szła powoli pustym korytarzem, ponieważ wszyscy byli już na uczcie. Szkoła została na tę okoliczność specjalnie udekorowana. Na korytarzach panował półmrok, a jedynymi źródłami światła były świece umieszczone w dyniach, które unosiły się dwa metry nad ziemią.
,,McGonagall musiała się nieźle napracować." pomyślała Hermiona i wolnym krokiem zbliżyła się do drzwi wielkiej sali.
Harry myślał właśnie o swojej dziewczynie, kiedy z zamyśleń wyrwało go skrzypienie otwierających się drzwi Wielkiej Sali. Spojrzał razem z innymi w tamtym kierunku i ujrzał burzę brązowych loków. Od razu podbiegł do ukochanej i wpił się w jej usta. Całowali się dalej na oczach całej szkoły. W końcu dyrektor lekko odchrząknął, a oni bez słowa, cali czerwoni wrócili do stołu Gryffindoru.
*****
Mam nadzieję, że się podoba. (Komentujcie)
Dyrektor Hogwartu nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą widział pod peleryną niewidką. Chcieli ją porwać by zamanipulować Harrym.
Następnego dnia zaraz po śniadaniu wezwał do siebie Dracona.
-Dzień dobry. Dowiedział się pan czegoś?
-Usiądź Draco. Byłem wczoraj na zebraniu śmierciożerców.- zebranie, chłopak całkiem o nim zapomniał- Może to nawet lepiej, że cię tam nie było.
-A jak pan się tam w ogóle dostał?
-Byłem pod peleryną niewidką.
-Ale dlaczego dobrze, że mnie tam nie było?
-Posłuchaj chłopcze. Znalazłem Hermionę.
-Naprawdę? Gdzie?
-Ona jest w Malfoy Manoor.
-Jak to?
-Porwali ją.
-Więc to jednak prawda...
-Niestety tak, ale to jeszcze nie wszystko. Cały czas jest torturowana. Jeśli szybko czegoś nie wymyślimy to tam na pewno umrze.- Draco zbladł
-Co mogę zrobić?- zapytał dziwnie z nieobecnym wzrokiem
-Musisz udawać, że cię to nie obchodzi.
-Ale jak mam to zrobić?
-Ty naprawdę się zmieniłeś. Wiem, że będzie ci ciężko, ale musisz to zrobić dla dobra twojej siostry.
-Rozumiem. Ja już pójdę.
-Poczekaj. Zawołaj do mnie Harrego.
***
Harry miał teraz transmutację ze ślizogonami, a przez Hermionę nie mógł się skupić.
Nagle do klasy wszedł Malfoy. Miał dziwny wzrok i wyglądał jak żywy trup.
-Potter, dyrektor cię woła.
Harry popatrzył na McGonagall, a ta kiwnęła głową na znak zgody i kazała Malfoyowi usiąść. Zdenerwowany chłopak wszedł po krętych schodach i zapukał do drzwi. Gdy usłyszał ,,Proszę", powoli wszedł do środka.
-Chciał mnie pan widzieć?
-Tak Harry, usiądź.
-Wie pan coś na temat Hermiony?
-Niestety tak.
-Dlaczego ,,niestety tak"?
-Harry. Porwali ją śmierciożercy.- Harry momentalnie pobladł
-A czy ona żyje?- zapytał wreszcie
-Tak, ale jest torturowana.- ,,Więc to jednak prawda co widziałem w tych snach"- pomyślał
-Skąd pan to wie?
-Byłem tam wczoraj.
-I nic pan nie zrobił?!
-Nie mogłem. Poza tym sam nie dałbym rady.
Harry ukrył twarz w dłoniach.
-Nie musisz dzisiaj już wracać na zajęcia.
-Dziękuję dyrektorze.
Zrozpaczony chłopak wyszedł z gabinetu dyrektora i udał się do dormitorium. Rzucił się na łóżko i zaczął płakać. Tak chłopiec-który-przeżył płakał. Łzy same mu się cisnęły do oczu. Nie mógł uwierzyć w to co powiedział Dambledor.
***
Gdy Hermiona obudziła się rano poczuła, że leży na czymś miękkim, ale tego nie widziała. Potem przypomniała sobie co Draco mówił o Narcyzie Malfoy. ,,Nigdy nie lubiła zabijać ludzi i ich krzywdzić" to na pewno ona zrobiła coś by ulżyć trochę Hermionie.
Następne spotkanie odbyło się w mniejszym gronie śmierciożerców lecz tortury były jeszcze gorsze. Tym razem dla zabawy postanowili połamać jej ręce i nogi.
Tydzień później, na następnym spotkaniu, wśród tłumu śmierciożerców zauważyła Dracona. Pomimo maski wiedziała, że płacze. Nie chciała tego. Po skończonym spotkaniu Lucjusz chciał jak zwykle ,,znieść" ją do piwnicy, ale w drogę wszedł mu Draco.
-Ja to zrobię.- powiedział z ironicznym uśmieszkiem
-Dobrze. Ja i twoja matka idziemy do Belatrix omówić plan. Zajmij się nią.
Draco zaczekał aż Malfoy wyjdzie. Delikatnie wziął Hermionę na ręce i powoli i ostrożnie zniósł ją na dół. Wyczarował materac na podłodze i sprawił, że wyglądał jak podłoga. Położył siostrę na materacu i wyjął z kieszeni małą buteleczkę, wlał zawartość do ust dziewczyny i otarł jej twarz z krwi. Był to eliksir na uzupełnienie krwi. Nie wiedział, że to ją uratowało.
***
-Jak to porwali Hermionę?!- Ron i Ginny nie dowierzali słowom przyjaciela
-Wracała do zamku, wykorzystali chwilę i ją uprowadzili.- dopiero po tygodniu Harry dał radę powiedzieć o tym przyjaciołom
Ich rozmyślania przerwał głos Filtwika.
-Śmierciożercy atakują! Uczniowie klas szóstych i siódmych mają zejść na dół i bronić zamku!
Nie trzeba było długo czekać i po chwili uczniowie byli na błoniach. Na przedzie atakujących stał Lord Voldemort. Uczniowie wyciągnęli różdżki gotowi do obrony.
-Nie radziłbym.- zasyczał Voldemort- Mamy coś co może zainteresować Pottera.- skinął na dwóch śmierciożerców którzy kogoś trzymali. Była to Hermiona. Wyglądała jak wrak człowieka.
-Zostawcie ją!- krzyknął Harry
-Mam propozycję. Zostawię ją jeżeli ty Potter się na nią wymienisz.- przez tłum przebiegły szepty- Bo jak nie to... Crucio.- Hermiona padła na ziemię. Widać było co czuje- ogromny ból.
-Zgoda.- powiedział stanowczo Harry
-Nie Harry...- udało się wychrypieć Hermionie po czym zemdlała.
-Jutro na Pokątnej. O północy.
-Dobrze, będę.
Śmierciożercy zniknęli równie szybko jak się pojawili.
***
-Czyś ty zwariował?!- Ron nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel się zgodził
-Tylko tak mogę uratować Hermionę.
-A jeżeli on coś knuje?
-Chcesz żeby zginęła?
Kłótnię przyjaciół przerwało stukanie do szyby. Była tam jedna ze szkolnych sów, a do nóżki miała przyczepiony liścik:
,,Jest w piwnicy Malfoy Manoor. Zaklęcia obronne domu są na 50 stronie książki do zaklęć szóstego roku. Zrób to w dzisiaj w nocy. Będą zdezorientowani.
PS. Weź ze sobą wsparcie."
Nie było podpisu, ale pismo wydawało się Harremu dziwnie znajome. Razem z Ronem poszedł do Dambledora i pokazał mu list. Dyrektor się zgodził i posłał po zakon by pomogli chłopcom w misji.
***
Teleportowali się pod dom Malfoyów. Wyglądało na to, że nikogo tam nie ma, ale drzwi piwnicy były uchylone. Harry spojrzał do piwnicy i zobaczył jak Lucjusz i Belatrix torturują Hermionę. Wszedł szybko do pomieszczenia i powiedział:
-Zostawcie ją!
Spłoszony Lucjusz podniósł Hermionę za ubranie i przystawił jej różdżkę do gardła.
-Nie podchodź bo ją zabiję!
Harry wiedział, że nie da rady tego zrobić ze względu na jej moce. Wycelował w Malfoya, który puścił Hermionę i nie zauważył jak Belatrix rzuca w nią nożem. Nagle pojawili się inni śmierciożercy. Zakon zaczął walczyć, a Harry wziął Hermionę delikatnie na ręce i razem z Lupinem teleportował się do szpitala świętego Munga.
-Niech ktoś jej pomoże!- krzyknął przez łzy
Podbiegł do niego młody uzdrowiciel i kazał położyć ją na najbliższym łóżku. Po chwili podbiegli do nich inni uzdrowiciele i zawieźli Hermionę na oddział zamknięty.
Harry odmówił powrotu do Hogwartu. Siedział cały we krwi dziewczyny i czekał. Lupin wrócił by walczyć razem z innymi, więc chłopak został sam. Po kilku godzinach podszedł do niego ów młody uzdrowiciel.
-Kim dla niej jesteś?- zapytał
-Jestem jej chłopakiem.
-Chodź za mną.
Weszli do pokoju, a na jednym z łóżek Harry dostrzegł Hermionę całą w bandażach. Usiadł koło niej na krześle i zaczął delikatnie głaskać jej dłoń.
-Gdyby miała trochę mniej krwi nie było by jej tu.- powiedział uzdrowiciel
-Co z nią?
-Już dobrze, ale jeszcze nie wiemy kiedy się obudzi.
-Jak to?
-Nóż który tkwił w jej brzuchu był zatruty. Na szczęście nie była to silna trucizna i łatwo dało się ją usunąć z organizmu. Jednak jest bardzo wycieńczona i dlatego nie wiadomo kiedy się wybudzi.
***
Przez następne dni Harry cały wolny czas przebywał w szpitalu świętego Munga. Jednak od chwili uratowania ukochanej stał się już ,,normalny".
,,On musi ją bardzo kochać"- pomyślał pewnego dnia Daniel (uzdrowiciel, który leczył Hermionę). Cieszył się, że jego pacjentka zdrowieje, ale w głębi serca czuł zazdrość. Hermiona była bardzo ładna i mu się spodobała, więc denerwował się, gdy tylko pomyślał, że niedługo ona wróci razem z Wybrańcem do Hogwartu.
***
Zbliżała się Noc Duchów. Harry jak zawsze po lekcjach był u Hermiony i szeptał jej różne miłe słowa. Pomimo tego, że była nieprzytomna wiedział, że go słyszy. Gdy przestał mówić, wziął jej dłoń i zaczął delikatnie głaskać. Po chwili usłyszał cichy głos:
-Ha...Ha....Harry...
Spojrzał w ciemnobrązowe oczy Griffindorówny. Wiedział, że musieli ją podejść od tyłu by udało im się ją porwać.
-Witaj śpiochu.
-Jaki dziś dzień?
-Piątek. 28 października, a co?
-Jak to? Ile byłam nieprzytomna?
-Miesiąc. Ale nareszcie jesteś ze mną.
Chwilę później przyszedł uzdrowiciel i wyprosił Harrego na korytarz.
Hermiona szybko zdrowiała i do szkoły wróciła w Noc Duchów, lecz nikt nie wiedział o jej powrocie. No może oprócz Dambledora.
Szła powoli pustym korytarzem, ponieważ wszyscy byli już na uczcie. Szkoła została na tę okoliczność specjalnie udekorowana. Na korytarzach panował półmrok, a jedynymi źródłami światła były świece umieszczone w dyniach, które unosiły się dwa metry nad ziemią.
,,McGonagall musiała się nieźle napracować." pomyślała Hermiona i wolnym krokiem zbliżyła się do drzwi wielkiej sali.
Harry myślał właśnie o swojej dziewczynie, kiedy z zamyśleń wyrwało go skrzypienie otwierających się drzwi Wielkiej Sali. Spojrzał razem z innymi w tamtym kierunku i ujrzał burzę brązowych loków. Od razu podbiegł do ukochanej i wpił się w jej usta. Całowali się dalej na oczach całej szkoły. W końcu dyrektor lekko odchrząknął, a oni bez słowa, cali czerwoni wrócili do stołu Gryffindoru.
*****
Mam nadzieję, że się podoba. (Komentujcie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)