wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 22: Gniew Voldemorta.

       ,,Czy powinniśmy poddawać się impulsom nakazującym nam ranić bądź zabijać każdego, kto wzbudzi nasz gniew, brać wszystko, co zechcemy, od słabszych i lekceważyć odczucia innych? Stworzono nas niedoskonałymi. Musimy strzec się naszych wad, inaczej nas zniszczą."
Christopher Paolini 

*****
-JAK TO, ZNOWU SIĘ POJAWIŁA?! - Czarny Pan był wściekły.
-P-panie, my też nie wiemy jak do tego doszło...- jąkał się Lucjusz Malfoy.
Voldemort już miał wyciągać różdżkę,by ukarać Śmierciożercę, ale cofną rękę.
-Przydasz mi się jeszcze, ale jakoś trzeba cię ukarać. Bello- zwrócił się do kobiety stojącej pod ścianą.- Przyprowadź mi Dracona.
***
Młody, blondwłosy chłopak siedział w swoim dormitorium i odrabiał pracę domową z transmutacji. Zwykle zajmował się tym wcześniej, tak jak siostra, ale ostatnio miał tyle spraw na głowie, że musiał to zostawić na ostatnią chwilę.
Gdy skończył, odłożył pióro i zerknął na odsłonięte, lewe przedramię. Na razie jego siostra i dyrektor zabronili mu szukać sposobu na usunięcie znaku, by jak najdłużej zachować w tajemnicy jego prawdziwe pochodzenie.
Blondyn wstydził się teraz swojego wcześniejszego zachowania. Teraz tylko Slytherin go szanuje i to tylko dlatego, że jest synem Lucjusza Malfoy'a.
Ale to się niedługo skończy. Gdy tylko jego siostra i jej banda zniszczą wszystkie horkruksy, sam powie całą prawdę w twarz Voldemorta.
Nagle drzwi otworzyły się i wszedł przez nie Zabbini.
-Bellatrix cię wzywa. Czeka w Zakazanym Lesie.
Draco skinął głową i narzucił na siebie czarną pelerynę, po czym upewnił się, że ma różdżkę i wyszedł z zamku.
Na skraju Zakazanego Lasu blondwłosy chłopak obrócił się jeszcze i spojrzał w okno wieży Gryffindoru. Na parapecie siedziała jego siostra.
Czego ta jędza może ode mnie chcieć o tej porze?- pomyślał zanim wszedł w ciemną otchłań lasu.
***


***
Gryfoni przyjęli tę wiadomość z entuzjazmem, ale i ze zdziwieniem. Jednak już po chwili wszyscy świętowali, a Ognista i Piwo Kremowe lały się strumieniami.
Hermiona usiadła na parapecie z butelką piwa w ręce. 
Nagle coś ją tknęło i odwróciła się. Jakaś postać, chyba chłopak, w czarnej pelerynie, wchodziła do Zakazanego Lasu.
Co on tam robi?- przemknęło Gryffindorównie przez myśl.
-Powinnaś powiedzieć Harremu.- Hermiona mało co nie dostała zawału, gdy długowłosa Polka się do niej przysiadła.
-Zakradasz się jak kot.
-I kto to mówi?- Słowianka spojrzała wymownie na Czarodziejkę.- Powinnaś to zrobić.
-Nie mam pojęcia jak on na to zareaguje.
-A myślisz, że co ja czułam jeszcze dzisiaj rano?
-Ech... No dobrze, ale po balu.
-Jak tam chcesz.
***
Stalowooki chłopak klęczał przed wielkim tronem i zaciskał zęby, by nie jęknąć z bólu. Wokół niego stali w półokręgu zamaskowani Śmierciożercy.
-No, no, Draco, nie spodziewałem się, że jesteś tak silny. Liesma*-z różdżki Czarnego Pana wydobył się złotawo-brązowy dym, który przyległ do chłopaka powodując oparzenia.
Draco jednak nawet nie jęknął, mimo iż ból był porównywalny do tego towarzyszącego zaklęciu niewybaczalnemu.
-Przydatne zaklęcia są w tych księgach. Bello, zabierz go stąd!- rozkazał Tom Riddle- może to nauczy jego ojca posłuszeństwa. Jak sądzisz Lucjuszu?- jedna z zakapturzonych postaci przełknęła nerwowo ślinę.
***


***
Oliwia i Magda trafiły do dormitorium Hermiony i Aśki, które magicznie się powiększyło, by pomieścić sześć dziewczyn.
Gryffindorówna nie mogła spać tej nocy. Siedziała na parapecie i wpatrywała się w ,pokryte ciemnością, błonia. 
Nagle z Zakazanego Lasu wyszła czarna, zakapturzona postać. Widać było po niej, że jest bardzo osłabiona i ledwo co idzie. Hermiona zakryła sobie usta dłonią, by nie krzyknąć, gdy postać potknęła się i przez ułamek sekundy widać było jej twarz.
Gryffindorówna jak najciszej tylko mogła, opuściła dormitorium, a później, pusty o tej porze Pokój Wspólny. Było bardzo ciemno, jednak nie przeszkadzało to Hermionie w szaleńczym biegu do wyjścia z zamku. Na szczęście nikogo po drodze nie spotkała, bo dziewczyna nawet nie myślała o tym, by uważać, żeby jej nikt nie zauważył. 
Po przekroczeniu progu Hogwartu, lodowate, grudniowe powietrze uderzyło w twarz brązowowłosej, ale ona nawet nie przejęła się tym, że wybiegła tylko w zwiewnej koszuli nocnej. Ona po prostu chciała jak najszybciej znaleźć się przy bracie.
***
Chłopak leżał na wpółprzytomny przy brzegu jeziora. Nie dał rady dalej iść. Nie obchodziło go to, że jeśli "ojciec", lub "ciotka" dowiedzą się o tym, że po prostu zemdlał, to go zabiją. On był tylko człowiekiem, a nie robotem wykonującym wszystkie polecenia jakiegoś świra, który ma obsesję na punkcie czystości krwi, mimo iż jego ojciec był mugolem. 
Chłopak miał już dość ukrywania prawdy, jednak wiedział, że gdyby powiedział, kim naprawdę jest, to mógłby zaszkodzić tym swojej siostrze. Od dawna wiedział, że Gryfonka jest niezwykła, ale do niedawna wybijał to sobie z głowy, nazywając się: "Palantem, który rozmyśla o szlamach." . Dopiero w przerwie świątecznej w piątej klasie, gdy znalazł dokument adopcji, skojarzył sobie swoje, że Hermiona obchodzi urodziny tego samego dnia. Od tamtego dnia, więcej przesiadywał w bibliotece. Pod koniec roku Gryfonka zaczęła coś podejrzewać i zapytała go w prost o co chodzi. Powiedział jej. Do tej pory nie wie dlaczego to zrobił. Może odczuwał więź między nimi, która teraz była już tak silna? 
Tamtego dnia wszystko się zmieniło. 
***
Przerażona dziewczyna upadła na kolana obok blondwłosego chłopaka i drżącymi rękoma dotknęła jego ramienia.
-Draco...?- jej głos cichy głos wydawał się być w tej okoliczności krzykiem.- Proszę cię braciszku... Nie zostawiaj mnie... Och, co oni ci zrobili?
Łzy Czarodziejki zaczęły spływać strumieniami z jej orzechowych oczu.
-Nie... Nie płacz...
-Draco. Muszę zabrać cię do Skrzydła Szpitalnego.
-Nie...- jego głos był słaby i zachrypły.- Proszę... Nie rób tego... Zabierz... mnie do... Pokoju Życzeń i... i sprowadź... Słowiankę...
-Cisi. Nic już nie mów. Tak zrobię.
Gryffindorówna oprzytomniała i dopiero teraz zorientowała się, że nie wzięła różdżki. Na szczęście w niczym to nie przeszkodziło. Czarodziejka wykonała subtelny gest dłonią, a jej brat uniósł się w powietrze.
*****
*płomień
*****
Wiem, że po długiej przerwie, ale nie mogłam wcześniej z wielu powodów.
Komentujcie, bardzo proszę...