czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 19: Powrót do szkolnej rzeczywistości.

                    "Niepokoić się o młodych to obowiązek starych- powiedział Bibliotekarz.- A zadaniem młodych jest lekceważyć niepokój starych."

*****
Po powrocie do chaty Aśka powiedziała:
-Harry, Ron będziecie spać tutaj. Ja i Hermiona na górze. Jutro wracamy.
-Ale tu jest tylko jedno łóżko.- zaprotestował Ron.
Polka westchnęła i machnęła ręką.
Po drugiej stronie pomieszczenia pojawiło się drugie łóżko dla rudowłosego.
-Teraz lepiej.-powiedział Ron, a Aśka przewróciła oczami.
-Chodź.- szepnęła Asia do Hermiony.
Dziewczyny weszły po stromych schodach na poddasze.
Przy ścianie na wprost wejścia znajdowały się łóżka, a pomiędzy nimi szafka. W dachu były dwa okna, z których roztaczał się wspaniały widok na góry. Przed łóżkami stały dwa kufry, pod jednym z okien komoda wykonana z jasnego drewna, zaś pod drugim leżała sterta książek. Oprócz tego przy ścianie po przeciwnej stronie do łóżek stał niewielki stolik z jednym krzesłem.
Wszystkie meble były wspaniale ozdobione.
-Lepiej kładź się spać. Jutro musisz być wyspana.
-A ty?- zapytała Gryffindorówna.
-Ja muszę jeszcze pomyśleć. Kładź się.
***



***
Następnego ranka Hermiona obudziła się rześka i wypoczęta. Gryffindorówna spojrzała w lewo.
Na łóżku obok siedziała Aśka i czytała jedną z starych ksiąg.
Niestety Hermiona nie wiedziała o czym owa książka była, ponieważ jej tytuł napisany był w bardzo starym, nieużywanym już od setek lat języku.
-Spałaś dzisiaj w ogóle?- zapytała Polkę.
-Nie.- odpowiedziała spokojnie Aśka
-Dlaczego?
-Po pierwsze: Nie potrzebuję snu, po drugie: Musiałam na spokojnie o czymś pomyśleć.
-A nie mogłaś myśleć o tym czymś jak chodziłaś po górach?
-Tak się składa, że po górach chodzę głównie po to, żeby pozbyć się swoich myśli i się zrelaksować, a nie zamartwiać się rzeczywistością.
Dziewczyny siedziały chwilę w ciszy, którą przerwała Aśka, zamykając książkę i odkładając ją na szafkę.
-Zbieraj się. Zaraz wyruszamy.- powiedziała Asia i wstała z łóżka.
Chwilę później dziewczyny zeszły na dół i razem z chłopakami zjadły śniadanie.
***



***
Zaraz po śniadaniu, przyjaciele wyruszyli w drogę powrotną.
Polka prowadziła Harrego, Rona i Hermionę szczytami gór w przeciwnym kierunku, od tego, z którego przyszli.
-Jesteś pewna,  że to dobra droga? Przyszliśmy z innej strony.- zauważył Ron.
-Wiesz, wydaje mi się, że raczej nie chcesz spotkać się z Malfojem i resztą Śmierciożerców.- odpowiedziała ironicznie Słowianka.
Uczniowie Hogwartu szli w ciszy górskimi szlakami, podziwiając przepiękne widoki przez około pół godziny. Koło południa doszli do pięknego jeziora znajdującego się pomiędzy szczytami Tatr.
Ron zagwizdał z podziwem, a w oczach Hermiony pojawiły się radosne iskierki.
Czarnowłosy wykorzystał jej zainteresowanie ślicznym krajobrazem i pocałował ją z zaskoczenia. Zaskoczona Hermiona po chwili wplątała palce w jego włosy i oddała pocałunek. Zakochani trwali w nim dobre kilka minut, aż w końcu rudowłosy nie wytrzymał i powiedział:
-Halo? Ziemia do zakochańców! Nie jesteście sami.
Para odskoczyła od siebie, a po chwili wszyscy się z tego śmiali.
-No dobra. Chodźcie.- powiedziała Aśka i weszła do wody po kostki.
-Ale, że do wody?- Ron nie był do końca przekonany.
-No, a gdzie? To jezioro jest przejściem.
Harry i Hermiona śmiało ruszyli z przyjaciółką, a rudowłosy niechętnie podreptał za nimi.
Gdy ich głowy znalazły się pod powierzchnią wody, poczuli lekkie szarpnięcie i stracili grunt pod nogami.
Spadanie skończyło się niekoniecznie miłym lądowaniem w jakimś żywopłocie.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską Harry podając rękę swojej dziewczynie.
-Nie. A wam?
-Jeszcze żyję.- powiedział Ron i wygramolił się z rośliny.
-Gdzie my jesteśmy?- zapytała po chwili Hermiona.
Przyjaciele stali teraz na dziedzińcu jakiegoś zamku.
Jego główny korpus składał się z czterech skrzydeł otaczających dziedziniec. Znajdował się tam również rząd herbów jego właścicieli. W poszczególnych elementach korpusu można było dostrzec partie romańskie i gotyckie. Ponad głównym budynkiem wznosiła się wieża, a przód zamku był pomalowany na różowo- łososiowy kolor.
-Niedaleko Wałbrzycha, a dokładniej przed zamkiem Książ.- odpowiedziała jej Słowianka
***



***
Uczniowie Hogwartu siedzieli na drewnianej ławce, która stała przed wejściem do zamku, tuż obok armat i podziwiali wielki zamek. Dokoła nich tłoczyły się wycieczki, pośród których dominowały te polskie, niemieckie i czeskie. Były oczywiście jeszcze inne, ale nie były one już tak liczne.
Turyści wybrali sobie naprawdę piękną porę. Mimo okresu późnej jesieni było dość ciepło, a słońca nie zakrywała ani jedna chmurka, do tego park i okoliczne lasy nie zrzuciły jeszcze liści i zachwycały różnymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu.
-Może przejdziemy się po ogrodach?- zaproponowała brunetka, a trójka przyjaciół ją poparła.
Polka prowadziła Anglików na drugą stronę dziedzińca, na której były kamienne schodki w dół. Po pokonaniu kilku zakrętów przyjaciele znaleźli się we wspaniałych ogrodach.
Harry złapał Hermionę, a ta wyszeptała mu do ucha:
-Jak tu romantycznie...
Przyjaciele spacerowali po ogrodach i rozkoszowali się ostatnimi ciepłymi dniami jesieni.
***
W Pokoju Życzeń rozległ się trzask i na środku pomieszczenia pojawiły się cztery osoby- dwie dziewczyny i dwóch chłopców.
Za oknami deszcz lał jak z cebra i nie zanosiło się na poprawę pogody.
Ron zerknął za okno z krzywą miną i powiedział:
-A mogliśmy zostać w Polsce do balu...
-Nie narzekaj. Może jeszcze kiedyś tam wrócimy. A właśnie. Masz zadanie z eliksirów na jurto?- zapytała Hermiona.
-A ty tylko o szkole. Pewnie, że nie. Która godzina, może jeszcze się wyrobię do północy.
-Około 19, masz jeszcze czas.- odpowiedział Harry.
-Łatwo ci mówić. Ty już je zrobiłeś...
*****
Jeśli pogoda będzie sprzyjała, to może następny rozdział pojawi się jeszcze w kwietniu :)


środa, 1 kwietnia 2015

Wielkanoc

Już niedługo Święta Wielkanocy, więc chciałabym Wam wszystkim życzyć spokojnych, kolorowych, wesołych i rodzinnych świąt oraz mokrego (ale słonecznego) dyngusa.

PS. Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział, ponieważ- dzięki temu, że kiedyś miałam złamaną rękę- gdy pada, nieważne co, po prostu kiedy pada to boli mnie lewa ręka i już chyba zawsze będę to odczuwać- chociaż zaczęło się to dopiero w tym roku- i nie mogę skupić się na pisaniu, tym bardziej, że piszę posty dwiema rękami i czasami boli tak, że nie mogę ruszyć małym palcem, a co dopiero mowa o pisaniu. Wprawdzie zdążyłam się już trochę przyzwyczaić, ale jednak dalej przeszkadza mi ten ból.
Obiecuję, że choćbym miała spędzić całą noc na pisaniu nowego rozdziału, pojawi się on jak tylko się wypogodzi i nie będzie- chociaż przez dwa dni- padać.

Wasza Mionka :*