"Niepokoić się o młodych to obowiązek starych- powiedział Bibliotekarz.- A zadaniem młodych jest lekceważyć niepokój starych."
*****
Po powrocie do chaty Aśka powiedziała:
-Harry, Ron będziecie spać tutaj. Ja i Hermiona na górze. Jutro wracamy.
-Ale tu jest tylko jedno łóżko.- zaprotestował Ron.
Polka westchnęła i machnęła ręką.
Po drugiej stronie pomieszczenia pojawiło się drugie łóżko dla rudowłosego.
-Teraz lepiej.-powiedział Ron, a Aśka przewróciła oczami.
-Chodź.- szepnęła Asia do Hermiony.
Dziewczyny weszły po stromych schodach na poddasze.
Przy ścianie na wprost wejścia znajdowały się łóżka, a pomiędzy nimi szafka. W dachu były dwa okna, z których roztaczał się wspaniały widok na góry. Przed łóżkami stały dwa kufry, pod jednym z okien komoda wykonana z jasnego drewna, zaś pod drugim leżała sterta książek. Oprócz tego przy ścianie po przeciwnej stronie do łóżek stał niewielki stolik z jednym krzesłem.
Wszystkie meble były wspaniale ozdobione.
-Lepiej kładź się spać. Jutro musisz być wyspana.
-A ty?- zapytała Gryffindorówna.
-Ja muszę jeszcze pomyśleć. Kładź się.
***

***
Następnego ranka Hermiona obudziła się rześka i wypoczęta. Gryffindorówna spojrzała w lewo.
Na łóżku obok siedziała Aśka i czytała jedną z starych ksiąg.
Niestety Hermiona nie wiedziała o czym owa książka była, ponieważ jej tytuł napisany był w bardzo starym, nieużywanym już od setek lat języku.
-Spałaś dzisiaj w ogóle?- zapytała Polkę.
-Nie.- odpowiedziała spokojnie Aśka
-Dlaczego?
-Po pierwsze: Nie potrzebuję snu, po drugie: Musiałam na spokojnie o czymś pomyśleć.
-A nie mogłaś myśleć o tym czymś jak chodziłaś po górach?
-Tak się składa, że po górach chodzę głównie po to, żeby pozbyć się swoich myśli i się zrelaksować, a nie zamartwiać się rzeczywistością.
Dziewczyny siedziały chwilę w ciszy, którą przerwała Aśka, zamykając książkę i odkładając ją na szafkę.
-Zbieraj się. Zaraz wyruszamy.- powiedziała Asia i wstała z łóżka.
Chwilę później dziewczyny zeszły na dół i razem z chłopakami zjadły śniadanie.
***

***
Zaraz po śniadaniu, przyjaciele wyruszyli w drogę powrotną.
Polka prowadziła Harrego, Rona i Hermionę szczytami gór w przeciwnym kierunku, od tego, z którego przyszli.
-Jesteś pewna, że to dobra droga? Przyszliśmy z innej strony.- zauważył Ron.
-Wiesz, wydaje mi się, że raczej nie chcesz spotkać się z Malfojem i resztą Śmierciożerców.- odpowiedziała ironicznie Słowianka.
Uczniowie Hogwartu szli w ciszy górskimi szlakami, podziwiając przepiękne widoki przez około pół godziny. Koło południa doszli do pięknego jeziora znajdującego się pomiędzy szczytami Tatr.
Ron zagwizdał z podziwem, a w oczach Hermiony pojawiły się radosne iskierki.
Czarnowłosy wykorzystał jej zainteresowanie ślicznym krajobrazem i pocałował ją z zaskoczenia. Zaskoczona Hermiona po chwili wplątała palce w jego włosy i oddała pocałunek. Zakochani trwali w nim dobre kilka minut, aż w końcu rudowłosy nie wytrzymał i powiedział:
-Halo? Ziemia do zakochańców! Nie jesteście sami.
Para odskoczyła od siebie, a po chwili wszyscy się z tego śmiali.
-No dobra. Chodźcie.- powiedziała Aśka i weszła do wody po kostki.
-Ale, że do wody?- Ron nie był do końca przekonany.
-No, a gdzie? To jezioro jest przejściem.
Harry i Hermiona śmiało ruszyli z przyjaciółką, a rudowłosy niechętnie podreptał za nimi.
Gdy ich głowy znalazły się pod powierzchnią wody, poczuli lekkie szarpnięcie i stracili grunt pod nogami.
Spadanie skończyło się niekoniecznie miłym lądowaniem w jakimś żywopłocie.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską Harry podając rękę swojej dziewczynie.
-Nie. A wam?
-Jeszcze żyję.- powiedział Ron i wygramolił się z rośliny.
-Gdzie my jesteśmy?- zapytała po chwili Hermiona.
Przyjaciele stali teraz na dziedzińcu jakiegoś zamku.
Jego główny korpus składał się z czterech skrzydeł otaczających dziedziniec. Znajdował się tam również rząd herbów jego właścicieli. W poszczególnych elementach korpusu można było dostrzec partie romańskie i gotyckie. Ponad głównym budynkiem wznosiła się wieża, a przód zamku był pomalowany na różowo- łososiowy kolor.
-Niedaleko Wałbrzycha, a dokładniej przed zamkiem Książ.- odpowiedziała jej Słowianka
***

***
Uczniowie Hogwartu siedzieli na drewnianej ławce, która stała przed wejściem do zamku, tuż obok armat i podziwiali wielki zamek. Dokoła nich tłoczyły się wycieczki, pośród których dominowały te polskie, niemieckie i czeskie. Były oczywiście jeszcze inne, ale nie były one już tak liczne.
Turyści wybrali sobie naprawdę piękną porę. Mimo okresu późnej jesieni było dość ciepło, a słońca nie zakrywała ani jedna chmurka, do tego park i okoliczne lasy nie zrzuciły jeszcze liści i zachwycały różnymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu.
-Może przejdziemy się po ogrodach?- zaproponowała brunetka, a trójka przyjaciół ją poparła.
Polka prowadziła Anglików na drugą stronę dziedzińca, na której były kamienne schodki w dół. Po pokonaniu kilku zakrętów przyjaciele znaleźli się we wspaniałych ogrodach.
Harry złapał Hermionę, a ta wyszeptała mu do ucha:
-Jak tu romantycznie...
Przyjaciele spacerowali po ogrodach i rozkoszowali się ostatnimi ciepłymi dniami jesieni.
***
W Pokoju Życzeń rozległ się trzask i na środku pomieszczenia pojawiły się cztery osoby- dwie dziewczyny i dwóch chłopców.
Za oknami deszcz lał jak z cebra i nie zanosiło się na poprawę pogody.
Ron zerknął za okno z krzywą miną i powiedział:
-A mogliśmy zostać w Polsce do balu...
-Nie narzekaj. Może jeszcze kiedyś tam wrócimy. A właśnie. Masz zadanie z eliksirów na jurto?- zapytała Hermiona.
-A ty tylko o szkole. Pewnie, że nie. Która godzina, może jeszcze się wyrobię do północy.
-Około 19, masz jeszcze czas.- odpowiedział Harry.
-Łatwo ci mówić. Ty już je zrobiłeś...
*****
Jeśli pogoda będzie sprzyjała, to może następny rozdział pojawi się jeszcze w kwietniu :)
-Harry, Ron będziecie spać tutaj. Ja i Hermiona na górze. Jutro wracamy.
-Ale tu jest tylko jedno łóżko.- zaprotestował Ron.
Polka westchnęła i machnęła ręką.
Po drugiej stronie pomieszczenia pojawiło się drugie łóżko dla rudowłosego.
-Teraz lepiej.-powiedział Ron, a Aśka przewróciła oczami.
-Chodź.- szepnęła Asia do Hermiony.
Dziewczyny weszły po stromych schodach na poddasze.
Przy ścianie na wprost wejścia znajdowały się łóżka, a pomiędzy nimi szafka. W dachu były dwa okna, z których roztaczał się wspaniały widok na góry. Przed łóżkami stały dwa kufry, pod jednym z okien komoda wykonana z jasnego drewna, zaś pod drugim leżała sterta książek. Oprócz tego przy ścianie po przeciwnej stronie do łóżek stał niewielki stolik z jednym krzesłem.
Wszystkie meble były wspaniale ozdobione.
-Lepiej kładź się spać. Jutro musisz być wyspana.
-A ty?- zapytała Gryffindorówna.
-Ja muszę jeszcze pomyśleć. Kładź się.
***

***
Następnego ranka Hermiona obudziła się rześka i wypoczęta. Gryffindorówna spojrzała w lewo.
Na łóżku obok siedziała Aśka i czytała jedną z starych ksiąg.
Niestety Hermiona nie wiedziała o czym owa książka była, ponieważ jej tytuł napisany był w bardzo starym, nieużywanym już od setek lat języku.
-Spałaś dzisiaj w ogóle?- zapytała Polkę.
-Nie.- odpowiedziała spokojnie Aśka
-Dlaczego?
-Po pierwsze: Nie potrzebuję snu, po drugie: Musiałam na spokojnie o czymś pomyśleć.
-A nie mogłaś myśleć o tym czymś jak chodziłaś po górach?
-Tak się składa, że po górach chodzę głównie po to, żeby pozbyć się swoich myśli i się zrelaksować, a nie zamartwiać się rzeczywistością.
Dziewczyny siedziały chwilę w ciszy, którą przerwała Aśka, zamykając książkę i odkładając ją na szafkę.
-Zbieraj się. Zaraz wyruszamy.- powiedziała Asia i wstała z łóżka.
Chwilę później dziewczyny zeszły na dół i razem z chłopakami zjadły śniadanie.
***
***
Zaraz po śniadaniu, przyjaciele wyruszyli w drogę powrotną.
Polka prowadziła Harrego, Rona i Hermionę szczytami gór w przeciwnym kierunku, od tego, z którego przyszli.
-Jesteś pewna, że to dobra droga? Przyszliśmy z innej strony.- zauważył Ron.
-Wiesz, wydaje mi się, że raczej nie chcesz spotkać się z Malfojem i resztą Śmierciożerców.- odpowiedziała ironicznie Słowianka.
Uczniowie Hogwartu szli w ciszy górskimi szlakami, podziwiając przepiękne widoki przez około pół godziny. Koło południa doszli do pięknego jeziora znajdującego się pomiędzy szczytami Tatr.
Ron zagwizdał z podziwem, a w oczach Hermiony pojawiły się radosne iskierki.
Czarnowłosy wykorzystał jej zainteresowanie ślicznym krajobrazem i pocałował ją z zaskoczenia. Zaskoczona Hermiona po chwili wplątała palce w jego włosy i oddała pocałunek. Zakochani trwali w nim dobre kilka minut, aż w końcu rudowłosy nie wytrzymał i powiedział:
-Halo? Ziemia do zakochańców! Nie jesteście sami.
Para odskoczyła od siebie, a po chwili wszyscy się z tego śmiali.
-No dobra. Chodźcie.- powiedziała Aśka i weszła do wody po kostki.
-Ale, że do wody?- Ron nie był do końca przekonany.
-No, a gdzie? To jezioro jest przejściem.
Harry i Hermiona śmiało ruszyli z przyjaciółką, a rudowłosy niechętnie podreptał za nimi.
Gdy ich głowy znalazły się pod powierzchnią wody, poczuli lekkie szarpnięcie i stracili grunt pod nogami.
Spadanie skończyło się niekoniecznie miłym lądowaniem w jakimś żywopłocie.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską Harry podając rękę swojej dziewczynie.
-Nie. A wam?
-Jeszcze żyję.- powiedział Ron i wygramolił się z rośliny.
-Gdzie my jesteśmy?- zapytała po chwili Hermiona.
Przyjaciele stali teraz na dziedzińcu jakiegoś zamku.
Jego główny korpus składał się z czterech skrzydeł otaczających dziedziniec. Znajdował się tam również rząd herbów jego właścicieli. W poszczególnych elementach korpusu można było dostrzec partie romańskie i gotyckie. Ponad głównym budynkiem wznosiła się wieża, a przód zamku był pomalowany na różowo- łososiowy kolor.
-Niedaleko Wałbrzycha, a dokładniej przed zamkiem Książ.- odpowiedziała jej Słowianka
***
***
Uczniowie Hogwartu siedzieli na drewnianej ławce, która stała przed wejściem do zamku, tuż obok armat i podziwiali wielki zamek. Dokoła nich tłoczyły się wycieczki, pośród których dominowały te polskie, niemieckie i czeskie. Były oczywiście jeszcze inne, ale nie były one już tak liczne.
Turyści wybrali sobie naprawdę piękną porę. Mimo okresu późnej jesieni było dość ciepło, a słońca nie zakrywała ani jedna chmurka, do tego park i okoliczne lasy nie zrzuciły jeszcze liści i zachwycały różnymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu.
-Może przejdziemy się po ogrodach?- zaproponowała brunetka, a trójka przyjaciół ją poparła.
Polka prowadziła Anglików na drugą stronę dziedzińca, na której były kamienne schodki w dół. Po pokonaniu kilku zakrętów przyjaciele znaleźli się we wspaniałych ogrodach.
Harry złapał Hermionę, a ta wyszeptała mu do ucha:
-Jak tu romantycznie...
Przyjaciele spacerowali po ogrodach i rozkoszowali się ostatnimi ciepłymi dniami jesieni.
***
W Pokoju Życzeń rozległ się trzask i na środku pomieszczenia pojawiły się cztery osoby- dwie dziewczyny i dwóch chłopców.
Za oknami deszcz lał jak z cebra i nie zanosiło się na poprawę pogody.
Ron zerknął za okno z krzywą miną i powiedział:
-A mogliśmy zostać w Polsce do balu...
-Nie narzekaj. Może jeszcze kiedyś tam wrócimy. A właśnie. Masz zadanie z eliksirów na jurto?- zapytała Hermiona.
-A ty tylko o szkole. Pewnie, że nie. Która godzina, może jeszcze się wyrobię do północy.
-Około 19, masz jeszcze czas.- odpowiedział Harry.
-Łatwo ci mówić. Ty już je zrobiłeś...
*****
Jeśli pogoda będzie sprzyjała, to może następny rozdział pojawi się jeszcze w kwietniu :)