,,Polacy są samą odwagą. Są straszni!"
Dorothy Thompson
*****
Aśka dotknęła znaku, ale natychmiast cofnęła rękę.
-Czy coś nie tak?
-Jestem mieszkanką Miasta. Nie mogę otworzyć wejścia.
-Dlaczego?- zapytał Ron
-Mąż Roweny myślał, że Polacy będą chcieli zabrać mu jego skarb. Typowe myślenie zagranicznych, którzy nas nie znają.
-No, to co zrobimy?
-Po prostu podam wam odpowiednie zaklęcie, a wy otworzycie wejście.
-Więc jak ono brzmi?
-Corvus in nubibus alte volant let. Ale trzeba skupić na tym całą swoją moc i nie wypowiedzieć zaklęci na głos.
Hermiona kiwnęła głową i podeszła do muru. Dziewczyna zamknęła oczy i położyła rękę na skale.
Po chwili ziemia obok Rona lekko zadrżała, a oczom przyjaciół ukazało się wejście do podziemi starego dworku.
-Pójdę pierwsza.- powiedziała Aśka i zniknęła w tunelu.
***

***
Gdy tylko Anglicy dołączyli do Polki w tunelu zapaliły się kolejno wszystkie pochodnie, oświetlając kamienne ściany, na których namalowane były różne sceny- prawdopodobnie z rodziny Ravenclaw'ów.
Za pierwszym zakrętem było rozwidlenie dróg.
-No i gdzie teraz?- zapytał Ron
Aśka zastanawiała, się którą drogę wybrać- oświetloną i w miarę prostą, czy ciemną i wyboistą. Nie zastanawiała się długo.
-Tędy.- powiedziała wybierając tę drugą drogę
Ron skrzywił się i jeszcze zanim skręcił w prawo, spojrzał tęsknie w stronę pierwszego korytarza.
Polka uniosła rękę, a przed nimi zaświeciło się dużo małych, ale jasnych, niebieskich, pojedynczych światełek, które skutecznie rozświetliły drogę.
W taki sposób problem światła został zażegnany, ale wciąż trzeba było uważać na wystające z ziemi, niekiedy ostre kamienie.
Anglicy w osłupieniu patrzyli na Aśkę, która- ubrana w długą suknię i pelerynę- z kocią zwinnością omijała wszystkie przeszkody. Robiła to także bardzo szybko.
Hermionie również nie wychodziło to najgorzej. No, może robiła to trochę wolniej, ale równie zwinnie- chociaż trzeba przyznać, że miała ona na sobie wygodne spodnie i sweter, a nie sukienkę zjawy.
-Stójcie.- powiedziała nagle się zatrzymując Polka
W tym miejscu pochodnie już świeciły i światełka nie były już potrzebne. Kamienie również zniknęły.
Przed uczniami Hogwartu była- pozornie- prosta droga.
Aśka rzuciła jakieś zaklęcie i na jej ręce pojawił się liść klonu. Długowłosa zdmuchnęła go, a gdy tylko znalazł się on w kolejnym korytarzu po prostu spłonął.
-Wow...- wyszeptał Harry.
Złotooka dotknęła jednej ze ścian, a spod jej ręki wydostał się strumień zimna. Powoli wszystkie ściany zaczynały się obladzać.
-Szybko.- zwróciła się do reszty.
Gdy przyjaciele byli już po drugiej stronie Hermiona zapytała:
-Jak to zrobiłaś?
-Rowena i jej mąż nie spodziewali się, że ktoś z mieszkańców Miasta się tu dostanie, więc nie zabezpieczyli się przed lodem, bo w Anglii tylko nieliczni umieją zamrażać bez użycia różdżki, a po co mieliby się zapuszczać w te strony?
***

***
Po godzinie dosyć spokojnego- nie licząc kilku zjaw i wilkołaka- przyjaciele dotarli do korytarza, tym razem wyłożonego cegłą, na którego ścianach wisiało kilka herbów. Niestety był on zakończony ścianą.
-Ślepa uliczka. Chyba na ostatnim skrzyżowaniu trzeba było skręcić w drugą stronę.- stwierdził Ron
-Czekajcie.
Aśka zawróciła odchodzących przyjaciół.
-Tu na pewno jest przejście.
Dziewczyna zaczęła dokładnie oglądać wszystkie ściany. Po chwili uderzyła się dłonią w czoło i powiedziała:
-Oczywiście! Te herby to klucz!
-Co ty wygadujesz? Jak herb może być kluczem?- zapytał Harry
-Normalnie. To zagadka.
-Czyli myślisz, że trzeba je poprzestawiać?
-Tak Hermiono.
-Ale w jakiej powinny być kolejności?- Ron nie do końca był przekonany co do sprawy herbów
Aśka spojrzała na pierwszy herb- czerwony z mieczem.
-Zaraz. Przecież on żył później.
-O czym ty mówisz?
-To herby właścicieli Rzeszowa. Chyba trzeba je poukładać w kolejności chronologicznej.- zauważyła młoda Polka.
-Więc musimy się zdać na ciebie. Nikt z nas nie wie nic o historii Rzeszowa.- powiedziała Hermiona i odsunęła się na bok, razem z Harrym i Ronem.
Długowłosa dziewczyna chwilę myślała nad kolejnością i po około pięciu minutach zaczęła przestawiać herby na ścianie.
Gdy skończyła pomieszczenie nieco się wydłużyło. Pojawiły się również schody z cegieł, na górze których znajdowały się drzwi.
-Wow. Miałaś rację.- powiedział Ron.
-Rowena lubiła zagadki. To na pewno był jej pomysł.
***

***
Po przejściu przez drewniane drzwi oczom przyjaciół ukazała się komnata zbudowana w całości z marmuru, a na jej środku stało -również marmurowe- podwyższenie.
-Chyba jesteśmy na miejscu...- stwierdziła Hermiona
*****
Już jutro do szkoły:(
Na szczęście moja wena wraca, więc o nextach decydować będzie teraz tylko szkoła.
-Czy coś nie tak?
-Jestem mieszkanką Miasta. Nie mogę otworzyć wejścia.
-Dlaczego?- zapytał Ron
-Mąż Roweny myślał, że Polacy będą chcieli zabrać mu jego skarb. Typowe myślenie zagranicznych, którzy nas nie znają.
-No, to co zrobimy?
-Po prostu podam wam odpowiednie zaklęcie, a wy otworzycie wejście.
-Więc jak ono brzmi?
-Corvus in nubibus alte volant let. Ale trzeba skupić na tym całą swoją moc i nie wypowiedzieć zaklęci na głos.
Hermiona kiwnęła głową i podeszła do muru. Dziewczyna zamknęła oczy i położyła rękę na skale.
Po chwili ziemia obok Rona lekko zadrżała, a oczom przyjaciół ukazało się wejście do podziemi starego dworku.
-Pójdę pierwsza.- powiedziała Aśka i zniknęła w tunelu.
***
***
Gdy tylko Anglicy dołączyli do Polki w tunelu zapaliły się kolejno wszystkie pochodnie, oświetlając kamienne ściany, na których namalowane były różne sceny- prawdopodobnie z rodziny Ravenclaw'ów.
Za pierwszym zakrętem było rozwidlenie dróg.
-No i gdzie teraz?- zapytał Ron
Aśka zastanawiała, się którą drogę wybrać- oświetloną i w miarę prostą, czy ciemną i wyboistą. Nie zastanawiała się długo.
-Tędy.- powiedziała wybierając tę drugą drogę
Ron skrzywił się i jeszcze zanim skręcił w prawo, spojrzał tęsknie w stronę pierwszego korytarza.
Polka uniosła rękę, a przed nimi zaświeciło się dużo małych, ale jasnych, niebieskich, pojedynczych światełek, które skutecznie rozświetliły drogę.
W taki sposób problem światła został zażegnany, ale wciąż trzeba było uważać na wystające z ziemi, niekiedy ostre kamienie.
Anglicy w osłupieniu patrzyli na Aśkę, która- ubrana w długą suknię i pelerynę- z kocią zwinnością omijała wszystkie przeszkody. Robiła to także bardzo szybko.
Hermionie również nie wychodziło to najgorzej. No, może robiła to trochę wolniej, ale równie zwinnie- chociaż trzeba przyznać, że miała ona na sobie wygodne spodnie i sweter, a nie sukienkę zjawy.
-Stójcie.- powiedziała nagle się zatrzymując Polka
W tym miejscu pochodnie już świeciły i światełka nie były już potrzebne. Kamienie również zniknęły.
Przed uczniami Hogwartu była- pozornie- prosta droga.
Aśka rzuciła jakieś zaklęcie i na jej ręce pojawił się liść klonu. Długowłosa zdmuchnęła go, a gdy tylko znalazł się on w kolejnym korytarzu po prostu spłonął.
-Wow...- wyszeptał Harry.
Złotooka dotknęła jednej ze ścian, a spod jej ręki wydostał się strumień zimna. Powoli wszystkie ściany zaczynały się obladzać.
-Szybko.- zwróciła się do reszty.
Gdy przyjaciele byli już po drugiej stronie Hermiona zapytała:
-Jak to zrobiłaś?
-Rowena i jej mąż nie spodziewali się, że ktoś z mieszkańców Miasta się tu dostanie, więc nie zabezpieczyli się przed lodem, bo w Anglii tylko nieliczni umieją zamrażać bez użycia różdżki, a po co mieliby się zapuszczać w te strony?
***
***
Po godzinie dosyć spokojnego- nie licząc kilku zjaw i wilkołaka- przyjaciele dotarli do korytarza, tym razem wyłożonego cegłą, na którego ścianach wisiało kilka herbów. Niestety był on zakończony ścianą.
-Ślepa uliczka. Chyba na ostatnim skrzyżowaniu trzeba było skręcić w drugą stronę.- stwierdził Ron
-Czekajcie.
Aśka zawróciła odchodzących przyjaciół.
-Tu na pewno jest przejście.
Dziewczyna zaczęła dokładnie oglądać wszystkie ściany. Po chwili uderzyła się dłonią w czoło i powiedziała:
-Oczywiście! Te herby to klucz!
-Co ty wygadujesz? Jak herb może być kluczem?- zapytał Harry
-Normalnie. To zagadka.
-Czyli myślisz, że trzeba je poprzestawiać?
-Tak Hermiono.
-Ale w jakiej powinny być kolejności?- Ron nie do końca był przekonany co do sprawy herbów
Aśka spojrzała na pierwszy herb- czerwony z mieczem.
-Zaraz. Przecież on żył później.
-O czym ty mówisz?
-To herby właścicieli Rzeszowa. Chyba trzeba je poukładać w kolejności chronologicznej.- zauważyła młoda Polka.
-Więc musimy się zdać na ciebie. Nikt z nas nie wie nic o historii Rzeszowa.- powiedziała Hermiona i odsunęła się na bok, razem z Harrym i Ronem.
Długowłosa dziewczyna chwilę myślała nad kolejnością i po około pięciu minutach zaczęła przestawiać herby na ścianie.
Gdy skończyła pomieszczenie nieco się wydłużyło. Pojawiły się również schody z cegieł, na górze których znajdowały się drzwi.
-Wow. Miałaś rację.- powiedział Ron.
-Rowena lubiła zagadki. To na pewno był jej pomysł.
***
***
Po przejściu przez drewniane drzwi oczom przyjaciół ukazała się komnata zbudowana w całości z marmuru, a na jej środku stało -również marmurowe- podwyższenie.
-Chyba jesteśmy na miejscu...- stwierdziła Hermiona
*****
Już jutro do szkoły:(
Na szczęście moja wena wraca, więc o nextach decydować będzie teraz tylko szkoła.