***"Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich im obdarzyć? Nie bądź tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmędrszy nie wszystko wie."
John Ronald Reuel Tolkien
Czwórka przyjaciół stała na środku asfaltowej drogi.
-To jak się tam dostać?- zapytał Ron
-Gdzie?
-No, na cmentarz.
-Normalnie. Na nogach. Bliżej nie mogę nas przenieść, bo by mnie wykryli.
-Dlaczego?
-Bo musiałabym użyć teleportacji łącznej.
Długowłosa dziewczyna wpatrywała się jeszcze jakiś czas w błękitne niebo, na którym świeciło życiodajne Słońce.
-No, to idziemy.
Przyjaciele szli w ciszy, podziwiając niezwykłe krajobrazy Zaginionego Miasta.
Było nadzwyczajnie cicho. Nawet ptaki nie śpiewały. Jedynym źródłem dźwięku stały się kroki Polki i jej przyjaciół. Harry, Ron i Hermiona podziwiali z zachwytem kolorowe o tej porze roku lasy, krystalicznie czystą rzekę, która wciąż płynęła niedaleko drogi którą szli, pola uprawne, które oddzielały drogę asfaltową od lasów, oraz wdychali niezwykle czyste powietrze.
Od razu można było poznać, że droga biegnie przez dolinę rzeczną.
Po jakimś czasie uczniowie Hogwartu dotarli do miejsca, gdzie lasy przybliżyły się do drogi, a drzewa po obu jej stronach rosły w rzędzie, tworząc alejkę.
W tym miejscu droga zaczynała biec lekko w górę.
Gdy przyjaciele wyszli na- jak się okazało- pagórek, ich oczom ukazało się coś w rodzaju opuszczonej wsi.
Po lewej stronie rzeka odbiegła trochę od drogi, a zaraz nad jej brzegiem rozrastał się las. Pomiędzy drogą, a rzeką były pola uprawne. Po prawej stronie, zaraz przy drodze stała pomalowana na jasno żółty kolor kapliczka z białymi zdobieniami. Pagórek po prawej stronie, na zboczu którego stały domy, był wyższy od tego, który porastał las po lewej stronie. Zaraz za nią rosło potężne drzewo- dąb.
Kapliczkę od domów dzieliło kilkunastometrowe pole wolnej przestrzeni.
Krajobraz nie za bardzo zmienił się przez pół kilometra.
Później pagórki oddaliły się trochę od drogi, a domy stały po obu jej stronach.
-Ile jeszcze?- zapytał w końcu Ron
-Jakieś 3 kilometry.
-A ile już przeszliśmy?
-Ponad cztery.
***
***
Po dwudziestu minutach Aśka zatrzymała przyjaciół gestem dłoni i pokazała, żeby byli cicho.
Przyjaciele doszli do bardziej mrocznej części Miasta.
Ciemne chmury przysłoniły błękitne niebo, wiatr zaczął wiać trochę silniej niż przedtem, a lasy i pola uprawne zmieniły kolory z wyrazistych na szare i ponure.
Od czasu do czasu obok przyjaciół przeleciał jakiś kruk, strasząc Rona.
-Jesteśmy prawie na miejscu.- powiedziała cicho Polka i odwróciła się do przyjaciół.
Aśka machnęła ręką, a na Złotą Trójkę spadł srebrny proszek.
-Co to?- zapytał Harry
-Dzięki temu nie będą was widzieć Śmierciożercy.
-A ty?- zdziwiła się Hermiona
Aśka uśmiechnęła się złośliwie.
-Ja zamierzam ich trochę nastraszyć.
Po tych słowach ubranie Polki zmieniło się w długą, szarą suknię i szarą pelerynę, a jej włosy i oczy stały się złote.
-Co chcesz zrobić?- zapytał cicho rudowłosy
-No, cóż. Myślę, że słudzy Voldemorta trochę za długo mnie nie widzieli. Chodźcie.
Przyjaciele ruszyli dalej.
Chwilę później na pobliskim wzgórzu oczom uczniów Hogwartu ukazał się cmentarz, a trochę dalej duży kościół, zbudowany z czerwonej cegły.
Przy cmentarzu rósł dość gęsty, brzozowy las.
Czwórka przyjaciół już miała do niego wchodzić, gdy nagle przed nimi pojawiło się trzech Śmierciożerców.
Aśka telepatycznie kazała Hermionie, Harremu i Ronowi uciekać do lasu, a sama powiedziała na głos:
-Pamiętasz mnie Lucjuszu?
Jeden z mężczyzn zamarł w bezruchu i wpatrywał się tępo w dziewczynę.
-Avada Kedavra!
Gdy zamaskowana postać, stojąca za Malfoyem zobaczyła, że rzucone przez nią zaklęcie nic nie dało, cofnęła się kilka kroków do tyłu.
-Jesteś tu nowy?- zapytała Asia przesadzając z słodyczą głosu
Nikt się nie odezwał.
-Co?! Myśleliście, że mnie pokonaliście?
-A-ale dlaczego tak nagle zniknęłaś...?- zapytał bardzo cicho arystokrata, ale na jego nieszczęście Polka to bez problemu usłyszała
-To akurat nie powinno cię wcale obchodzić.
Po tych słowach Aśka uniosła rękę, z której wystrzeliły trzy jaskrawożółte promienie. Wszystkie po trafieniu do celu zmieniły Śmierciożerców w kamienne posągi.
Aśka wiedząc, że to oni pilnowali w tej chwili cmentarza, ruszyła powoli w stronę lasu.
-I co?- zapytała cicho Hermiona, gdy Polka już znalazła przyjaciół
-Nic. Na jakiś czas mamy spokój. Tędy.
Polka prowadziła Anglików coraz bardziej w las, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej mroczny, co potęgowała tylko głucha cisza.
Po jakimś czasie przyjaciele wyszli na dużą polanę, na środku której znajdowały się stare ruiny jakiegoś (dość sporego) dworu.
Aśka i Hermiona poszły przodem, a Harry i Ron trzymali się trochę w tyle. Dziewczyny od razu zaczęły czegoś szukać.
-Eee... Co wy robicie?- zdziwił się Ron
-Szukamy wejścia.- powiedziała wymijająco Hermiona
-Wejścia do ruin?
-Do podziemi matole.
Ron zdążył się już przyzwyczaić do złośliwych uwag Polki, więc się tym nie przejął i razem z Harrym zaczął szukać razem z dziewczynami.
-Co to?- po kilku minutach szukania na jednym z murów Hermiona zobaczyła mały znak w kształcie kruka
-Chyba znalazłaś wejście Hermiono.
*****
*****
Przepraszam, że tak krótko, ale chciałam napisać coś jeszcze w Starym 2014 Roku.
Udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku!