,,Patrząc na ciemność lub śmierć, boimy się nieznanego- niczego więcej."
*****Joanne Kathleen Rowling
Asia stała na środku polany w niezwykłym stroju.
Po chwili westchnęła, usiadła na pobliskim kamieniu i ukryła twarz w dłoniach. Po jej policzkach zaczęły płynąć srebrne łzy. Najpierw, gdy zobaczyła ich kolor, przestraszyła się. Jednak później coś sobie przypomniała.
Złoto- srebrne włosy, srebrne oczy, a więc muszą jeszcze być...
Machnęła ręką, a obok niej pojawiła się kałuża nieskazitelnie czystej wody.
-Złote oczy.- powiedziała, gdy już przyjrzała się swojemu odbiciu
Westchnęła i porozglądała się dookoła.
Nagle odwróciła się i szybko schowała za pobliskie drzewo.
Harry, Ron i Hermiona dopiero po chwili usłyszeli cichą rozmowę dwóch mężczyzn. Obaj zbliżali się bardzo szybko. W końcu zza drzew wyłoniły się masywne sylwetki Crabbe i Goyle.
-Gdzie ona się podziała?- zapytał jeden
-Nie wiem, jeszcze godzinę temu tu była.
-I co my teraz zrobimy? Czarny Pan nas zabije.
-A może się o tym nie dowie?
-Co masz na myśli?
-Powiemy mu, że zakopaliśmy ją za lasem i wszyscy będą szczęśliwi.
-Tak to dobry pomysł. Wracajmy już. To miejsce jest bardzo dziwne.
Asia wyszła zza drzewa, a Złota Trójka Hogwartu zaczęła słyszeć jej myśli:
,,A więc ta wredna jaszczurka nie wie, że żyję. Może by tak to wykorzystać?- dziewczyna uśmiechnęła się perfidnie- Ale gdzie się wszyscy podziali? A jeżeli ich zabił? Nie. Wiedziałabym o tym. Czas dowiedzieć się co się tu dzieje.- spojrzała na swoją sukienkę- O nie. Ona za bardzo się błyszczy."
Podeszła do kałuży wody i dotknęła jej tafli dłonią. Kolor wody zmienił się wtedy na szary. Wykonała taki ruch ręką, jakby wyciągała coś z tej kałuży, a woda wypłynęła do góry i zaczęła krążyć dookoła jej sukni. Przyległa do niej, a sukienka całkiem się zmieniła.
Złotowłosa machnęła jeszcze ręką, a na ziemi pojawiła się szara peleryna.
Włożyła ją i spięła długie włosy w luźnego koka, a kilka pasm wypościła swobodnie do przodu.
Założyła kaptur na głowę i ruszyła przed siebie.
Wyszli za nią z lasu. Szli przez opustoszałą miejscowość, aż do dużego budynku, przypominającego mugolski dom strażaka. Obok było coś jakby szkoła.
Młodsza Aśka stanęła za drzewem.
Przed budynkiem stało czterech Śmierciożerców.
Młodsza Aśka poprawiła sobie kaptur tak, że teraz nie było widać jej twarzy, chociaż wymknęło jej się spod niego kilka złotych i srebrnych kosmyków długich włosów.
Dziewczyna wyszła zza drzewa i ruszyła w stronę Śmierciożerców.
Na początku nikt jej nie zauważył, jednak po chwili w jej stronę odwrócił się Lucjusz Malfoy.
Krzyknął przerażony na jej widok. Pozostali trzej Śmierciożercy również się odwrócili. Dwóch zaczęło coś między sobą szeptać.
Lucjusz Malfoy wyciągną różdżkę i powiedział od niechcenia: "Avada Kedavra"
Zielony promień trafił czternastoletnią Asię, jednak nie zabił jej.
Złotowłosa zaczęła się szyderczo śmiać i powiedziała:
-Myślicie, że by MNIE zabić wystarczy zwykłe zaklęcie śmierci?
Śmierciożercy stali w bezruchu i przyglądali się dziwnej, zakapturzonej postaci.
-Głupcy!- krzyknęła- Myślicie, że wasze zaklęcia potrafią zabić Starożytny Naród zwany Wielkim?
Mężczyźni zaczęli się powoli cofać.
Czternastolatka ponownie się zaśmiała i po prostu zniknęła, by po chwili pojawić się za drzewami, lecz tam Śmierciożercy nie mogli jej dostrzec.
Nagle obraz stał się ciemny i gdy tylko nabrał ponownie kolorów czwórka uczniów i czternastoletnia Asia, byli już gdzie indziej.
Teren był bardziej równy, wzgórza stały się niższe i trochę się oddaliły od asfaltowej drogi. Niedaleko niej płynęła rzeka z krystalicznie czystą wodą. Dookoła widać było lasy i nieliczne zabudowania, które wydawały się być opustoszałe.
Uczniowie Hogwartu stali na środku drogi, która kilka kroków dalej łączyła się z inną, trochę szerszą. Przy tej drodze stał słup z żółtą, prostokątną tabliczką z czarnym numerem- 835. Złota Trójka domyśliła się że to musi być numer tej szerszej drogi. Za nią roztaczały się pola, na których rosły różnorodne zboża. Natomiast za polami majaczyła wstęga innej, dużo większej rzeki. Nawet na odległość widać było, że woda nie jest tak krystalicznie czysta jak ta która płynęła niedaleko nich. Za szerszą rzeką majaczyły zarysy pojedynczych domów.
Młodsza Aśka przystanęła tuż przed skrzyżowaniem.
Pstryknęła palcami, a jej strój się zmienił.
Teraz miała na sobie jasno zielone rurki, jasno niebieskie conversy, koszulę w zielono- różowo - czarno- niebieską kratę, a na jej ręce był różowy zegarek.
Włosy szybko związała w kucyka. Jednak był stanowczo za długi i przede wszystkim srebrno- złoty!
Ponownie pstryknęła palcami, a jej włosy stały się znowu brązowe i teraz sięgały jej pasa. Niestety zostało jej jedno białe pasmo. Oczy również zmieniły kolor.
Dziewczyna popatrzyła na zegarek i na skrzyżowaniu skręciła w prawo. Kilka metrów dalej stał przystanek autobusowy.
Uczniowie czarodziejskiej szkoły również doszli do skrzyżowania. Tuż po przejściu na szerszą drogę poczuli coś dziwnego. Odwrócili się i osłupieli.
Tam gdzie powinny być domy, znajdowały się puste polanki, lub nieliczne drzewa. Zamiast asfaltowej drogi pojawiła się wąska, leśna droga. Woda w rzece nabrała takiego samego koloru co ta druga. Harry, Ron i Hermiona spojrzeli zaskoczeni na szesnastoletnią Aśkę.
-To iluzja. Mugole nawet po przejściu bariery nie widzą nic poza tym.- wyjaśniła
-A czarodzieje?
-Prawdziwą miejscowość poza jej granicami widzą tylko czarodzieje z Podkarpacia, Małopolski, albo Dolnego Śląska.
-Dlaczego nie cała Polska?- dopytywał się Ron
-Bo kiedyś tylko w tych regionach mieszkali najpotężniejsi Czarodzieje i Czarodziejki. Teraz jest ich bardzo mało, a ich moc jest bardzo cenna.
-Więc skoro nie widać twojej miejscowości poza jej granicami i nie chcesz powiedzieć jak się nazywa, to znaczy, że tam mieszkają tylko tacy czarodzieje.- wywnioskowała Hermiona
Aśka pokiwała głową:
-Tak, ale są też potomkowie największych Czarodziei Polski.
Hermiona miała zadać jeszcze jedno pytanie, ale na przystanek podjechał autobus. Był biały z jasno i ciemno niebieskim pasem z boku.
Uczniowie Hogwartu wsiedli do niego zaraz po czternastolatce. Po czym rozsiedli się wygodnie w samym tyle samochodu.
Po lewej stronie ulicy wznosiło się niewielkie, lecz strome wzgórze, które porastał przepiękny las. Wzdłuż drogi po prawej stronie rosły pojedyncze drzewa. Jednak za nimi było widać pola uprawne, a nieco dalej szaro- błękitną wstęgę rzeki.
-Co to za rzeka?- zapytał po chwili Ron
-San.- odpowiedziała krótko Asia
-Miałam cię wcześniej o to zapytać.- Aśka spojrzała w stronę Hermiony, a ta kontynuowała- Twoja miejscowość jest dość duża. Jak to możliwe, że ludzie tam nie chodzą?
-Tą część, która jest pomiędzy dwoma innymi miejscowościami wolą unikać- mówią, że tam straszy. A ta druga istnieje dla nich w innym wymiarze.
-To znaczy, że jest jeszcze większa?- zapytał Harry
-Tak. Rozciąga się od brzegów Sanu, przez Słowację, aż do końca Tatr.
-Co to są te Tatry?- zapytał Ron
-Może Hermiona odpowie?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Aśka
-To najwyższe góry Polski. Jest jeszcze jedna taka miejscowość?
-Tak.
-Gdzie?- zapytali razem
-Po drugiej stronie Polski. W Sudetach.
-To też jakieś góry?- tym razem zapytał Harry
-Tak. - odpowiedziały dziewczyny wspólnie
Autobus zatrzymał się na przystanku na obrzeżach jakiegoś miasta. Po prawej stronie rzekę przecinał zielony most. Wzdłuż Sanu ciągnęła się wąska uliczka. Szli nią piętnaście minut.
Młodsza Asia skręciła na ścieżkę, która prowadziła na kamienistą plażę rzeki. Po chwili w brzegu Sanu ukazały się drzwi.
Dziewczyna porozglądała się i szybko weszła do środka, a uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa za nią.
Znaleźli się w pomieszczeniu, którego ściany przypominały jaskinię. Wszędzie było mnóstwo ziół, a w powietrzu unosił się miły zapach- tak inny od tego w sali zielarstwa w Hogwarcie.
Naprzeciwko drzwi znajdował się kominek, przy którym siedziała staruszka.
Kobieta wolno odwróciła się w stronę czternastoletniej Asi, a gdy ją ujrzała, wypuściła z rąk moździerz, w którym rozbijała w drobny mak pięknie pachnące zioła.
Brązowowłosa szybko podniosła kamienne naczynie i ustawiła je na stole.
-Wszyscy myślą, że nie żyjesz...- wyszeptała po chwili kobieta
-Niestety o tym wiem.
-Ale co się stało?
-To długa historia i nie chcę na razie o tym mówić.
Kobieta pokiwała głową i powiedziała:
-Więc co cię do mnie sprowadza?
-Czy wiesz może co się stało ze wszystkimi?
-Przenieśli się w góry, do innego wymiaru, a młodzież wyjechała do szkół.
-Jakich?
-Nie wiem. Nikt nie chciał powiedzieć. Chociaż... jedna jest chyba we Francji, a druga w Bułgarii.
-Co to za obraz?- zapytała po chwili czternastoletnia dziewczyna wskazując na obraz na którym znajdował się srebrny diadem z krukiem i z szafirem
-To obraz przedstawiający diadem mojej ciotki.
Wtedy obraz zaczął się oddalać. Wracali.
Harry, Ron i Hermiona bardzo się zdziwili, gdy zauważyli, że siedzą na miękkich, śnieżnobiałych fotelach. Naprzeciwko nich w srebrnym fotelu siedziała Aśka.
-To teraz już znacie moją historię.- powiedziała
Przez pewien czas nikt nic nie mówił. Jednak po ok. dziesięciu minutach głos zabrał Harry:
-Ten obraz. Wiesz może gdzie jest ten diadem?
-Nie rozumiem.
-Gdy go zobaczyłem, to poczułem coś dziwnego.
-Myślisz, że to może być horkruks?- Aśka odgadła myśli czarnowłosego
-Przecież on wygląda jak diadem Roweny Ravenclaw.- powiedziała Hermiona
-Bo to jest jej diadem.
-Jak to?- powiedziała wspólnie trójka przyjaciół
-Normalnie. Przecież słyszeliście, że Rowena była jej ciotką.
-Zaraz. Czy ona nie nazywa się przypadkiem Julia?- zapytała Hermiona
-Tak, a co?
-Widziałam kiedyś to imię w księdze o założycielach Hogwartu.
Po słowach Hermiony zapadła cisza. Wszyscy zastanawiali się gdzie może być owy diadem.
-Wiem!- krzyknęła Aśka
-Co wiesz?- zapytał Ron
-Wiem, gdzie jest diadem.
Od razu wszyscy się ożywili. Harry popatrzył na złotowłosą, a ta powiedziała:
-Przy cmentarzu jest brzozowy las. Podobno tam kiedyś mieszkał ojciec Roweny i jej siostry Nasturcji. Z tego co wiem dom spalił się trzysta lat temu, ale w podziemiach powinna się zachować tajna komnata. Przynajmniej tyle wiem z legendy.
-Myślisz, że Voldemort ukrył tam swojego horkruksa?
-On chciał urządzić sobie po prostu kryjówkę. Do tej pory myślałam, że tylko dla siebie, ale teraz wydaje mi się, że przy cmentarzu zawsze kręciło się więcej Śmierciożerców, niż gdzie indziej.
-Więc wiemy już od czego zacząć. Pójdę jutro do dyrektora i zapytam go o zgodę na wyjazd.- powiedział Harry wstając
-Poczekaj Harry.- Aśka zatrzymała wychodzącego chłopaka- To dla ciebie.
Na bladej dłoni dziewczyny pojawiła się szara koperta.
-Twoi rodzice prosili żebym ci to przekazała.
-Dzięki.
-Hermiono, zostań jeszcze chwilę.
Brunetka dała znać Harremu i Ronowi, by poszli do Pokoju Wspólnego bez niej i sama usiadła na fotelu obok Aśki.
-Moje wspomnienie nie było pełne. Nie widzieliście dokładnie dwóch postaci. Domyślasz się dlaczego nie pokazałam ich twarzy?
-Mam pewne przypuszczenia. Czy to byli... moi rodzice?
-Tak. Nie mogłam pokazać chłopakom ich twarzy, bo od razu dowiedzieliby się, że jesteś spokrewniona z Draco. Twoi rodzice dali mi to.
Aśka wyciągnęła z kieszeni złoty medalion w kształcie róży i dała go Hermionie.
-Należał do twojej matki.
-Dziękuję.- brunetka przytuliła złotooką
***
Rozdział trochę krótszy, ale teraz nie za bardzo mam czas na pisanie. Nauczyciele męczą nas diagnozami i kartkówkami, a mi jak na złość przychodzi 1000 pomysłów na różne opowiadania, tylko nie na to :( Do tego od wyjazdu Justy wena mnie opuściła, ale postaram się, żeby pojawiał się przynajmniej jeden rozdział w miesiącu.