poniedziałek, 5 grudnia 2016

Rozdział 27: Siostra Śmierci

             "I jeśli wierzysz w to tak samo,
              To jak 1+2 bo
              Twoje serce to ułamek, zawsze tworzy z kimś całość   
              Ja obiecuję Ci...
              Obiecuję Ci...
              Ja obiecuję Ci..."
Buka & Rahim ft. Natalia Nykiel- "Obiecuję Ci"

*****

Hermiona stała jak wryta w dormitorium i patrzyła na Aśkę, dopóki do pomieszczenia nie weszły Oliwia i Magda.
-Co jej jest?- zapytała niepewnie Gryffindorówna.
-Zaraz jej przejdzie.- powiedziała brunetka.
-Ale, co jej się stało? Przecież ona nie oddycha...
-Nie masz się czym martwić, jak tylko "wybudzi" się z tego stanu to wszystko ci opowie.
-A wy nie wiecie co jej jest?
-Wiemy, ale nie możemy powiedzieć. Przysięgałyśmy.
Hermiona pokiwała głową, na znak, że rozumie i dokładniej przyjrzała się Joannie. Jej srebrno-białe włosy, oraz blada twarz, były jakby pokryte lekkim, błyszczącym szronem, który można było zobaczyć tylko patrząc na dziewczynę z bliska. Bordowe usta, wyglądały, na takie, które ktoś pokrył grubą warstwą świeżej krwi.
Jakiś czas później Magda i Oliwia poszły do biblioteki, a Hermiona została w dormitorium i odrabiała swoją pracę na transmutację.
Nagle Gryffindorównę coś tknęło i dziewczyna spojrzała na różę. Szron zniknął i teraz kwiat pokrywały niewielkie, srebrzące się krople wody. Sama róża rozłożyła się bardziej, a jej płatki zmieniły swój kolor z krwistoczerwonego na czarny jak noc. Hermiona otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Szron na szybach zaczął mienić się lekko złotawą barwą, by po chwili zniknąć bez śladu. W dormitorium nie było już tak zimno jak wtedy, gdy brunetka do niego weszła.
Hermiona podeszła do łóżka Polki i rozsunęła zasłony jej posłania. Ubrania Słowianki zmieniły się w zwykłe dżinsy i niebieski sweter, a jej włosy zaczęły przybierać złoty kolor. Jednakże blada twarz, kontrastująca z bordowymi ustami pozostawała bez zmian.

***



***

Podczas, gdy Hermiona przyglądała się jak kolor ust i włosów Słowianki wracał do normalności, Polka niespodziewanie otworzyła oczy i wzięła głęboki wdech.
Gryffindorówna cofnęła się kilka kroków do tyłu, a długowłosa usiadła na łóżku oddychając niespokojnie, tak jakby wcześniej ktoś ją gonił. Przymknęła powieki i uspokoiła swój oddech, po czym spojrzała na Czarodziejkę i powiedziała spokojnie:
-Ile tu jesteś?
-Kilka godzin... - brunetka bała się trochę, ale nie umiała wytłumaczyć dlaczego.
W głosie Polki było coś, czego nie potrafiłby określić żaden człowiek, ani inne żyjące stworzenie. Coś pomiędzy tajemniczością, grozą, magią i niespotykanym spokojem. Pozostał on jednak melodyjny i łagodny jak dawniej.
Hermiona próbowała dobrać odpowiednie słowa.
-O co chciałaś mnie zapytać? - powiedziała niespodziewanie Asia.
-Ale... - zaczęła Gryffindorówna.
-Wiem, że chcesz mnie zapytać o tą całą sytuację, ale nie wiesz od czego zacząć. Więc zacznij od tego, co najbardziej cię interesuje.
Orzechowooka zamyśliła się na chwilę, po czym powiedziała cicho:
-Czemu wyglądałaś, tak jakbyś już nie żyła?
Długowłosa zwróciła swój wzrok w kierunku okna, za którym prószył śnieg i westchnęła.
-Tak właściwie to nie żyję już od dwóch lat... - zaczęła nie odrywając wzroku od białych płatków, wirujących na wietrze - Wiesz już co nie co o mojej mocy. Powinnaś domyślić się dlaczego tak jest.
-Ale ty jesteś tylko pomocnicą śmierci...
-Nie do końca. Jestem jej siostrą.
-Jak to?
-Pomocnicy śmierci są niewidoczni. Oni nie są nawet duchami. Mnie widać, a moje ciało zachowało wszystkie czynności życiowe. Lecz kiedy Ona mnie wezwie muszę je zostawić i przybrać inną postać. Złoto i srebro, kolory symbolizujące mądrość i odwagę, zmieniają się w biel, barwę elegancji, spokoju oraz niewinności i tajemniczą czerń, od której emanuje niedostępność i wiedza. Pomagam duszom znaleźć właściwą drogę, więc nie mogę być wtedy człowiekiem, ale równocześnie mam za zadanie bronić tajemnicy Miasta i samej śmierci, co jest zbyt niebezpieczne pod postacią ducha.
Hermiona przez jakiś czas zamyśliła się nad słowami przyjaciółki.
-Wczoraj, w nocy, Śmierciożercy zaatakowali jakieś czarodziejskie miasteczko. Byłaś tam, prawda?
-Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?
Po wypowiedzeniu tych słów Polka uśmiechnęła się tajemniczo i wyszła z pomieszczenia.

***



***

Hermiona stała przy jednym z okien na korytarzu siódmego piętra i patrzyła na wirujące na wietrze, białe płatki śniegu. Było już bardzo późno, jednak ona nie mogła spać, dlatego postanowiła przejść się po zamku.
Nagle ktoś podszedł do niej od tyłu i objął ją delikatnie w talii. Ona wzdrygnęła się lekko zaskoczona, lecz już chwilę później wtulała się w ciepły tors swojego czarnowłosego chłopaka.
-Co tu robisz o tej porze? - zapytał zielonooki.
-Nie mogę spać, więc postanowiłam się przejść. A ty?
-W zasadzie to samo co ty. Ale dlaczego nie przyszłaś do mnie?
-Wolałam, żeby inni nie mieli powodów do plotek.
-I tak już o nas plotkują, więc co ci szkodzi, żeby plotkowali więcej?
-Jesteś niemożliwy Harry...
-Wiem.
Kończąc wypowiadać to słowo chłopak wpił się zachłannie w malinowe usta swojej ukochanej. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek z taką samą mocą, a kilkanaście sekund później oboje, nie przestając się całować, zaczęli powoli zmierzać w kierunku ściany, za którą znajdował się Pokój Życzeń. Nie musieli nawet przechodzić tamtędy trzy razy, by ukazały się drzwi, które po ich wejściu do magicznego pomieszczenia wprost rozpłynęły się w powietrzu.
W środku panował półmrok, rozpraszany przez kilka świec oraz kominek, oprócz którego w pomieszczeniu znajdowało się łóżko.
Chłopak zaczął powoli schodzić pocałunkowi po szyi brunetki, aż zatrzymał się przy biuście. Dziewczyna cicho jęknęła kiedy to zrobił - nie chciała, by przestawał. Harry zaśmiał się na jej reakcję i zaczął delikatnie całować jej żuchwę. Gryffindorówna wplątała palce w kruczoczarne włosy swojego chłopaka i jeszcze mocniej przylgnęła do jego ciała.
Nagle jej oczy zaszły mgłą, a jej skóra zbladła niepokojąco.
-Hermiona? - wyszeptał Potter, przerywając wcześniejszą czynność i odsuwając od siebie lekko ukochaną.
Dziewczyna poczuła, że traci siły i upadła bezwładnie wprost w ramiona ukochanego, na którego twarzy malowało się czyste przerażenie.
Skóra dziewczyny na jej rękach przybrała w niektórych miejscach jasnopomarańczową barwę, a samej brunetce zaczynało brakować tlenu. Skóra w miejscu plam szczypała nieprzyjemnie.
Wystraszony Harry szybko wziął ją na ręce i wybiegł z Pokoju Życzeń.
-Spokojnie, zaraz ktoś ci pomoże... - szeptał do ucha dziewczyny, kierując się w stronę skrzydła szpitalnego.
Przez zamglone oczy brunetka widziała, że usta Harrego poruszają się, jednak nie było jej dane wysłuchać jego słów. Świat wokół niej nagle jakby zamilkł i jedyne co dochodziło do jej uszu to przyspieszone bicie jej serca.

***

"Poczekaj sekundę
Pozwól mi złapać oddech
Przypomnij mi, jak to jest, słyszeć Twój głos

Twoje usta się poruszają
Nie słyszę nic
Żyjemy tak, jakbyśmy nie mieli wyboru..."*


***

Hermiona nie wiedziała co się dzieje. W jednej chwili czuła się dobrze, a w kolejnej leżała zemdlona w ramionach ukochanego, który niósł ją do skrzydła szpitalnego.
Dziewczyna poczuła jak chłopak kładzie ją na łóżku, a później odchodzi, by zawołać panią Pomfrey.
Skóra na jej rękach piekła coraz bardziej, a samej dziewczynie zaczynało się robić coraz bardziej gorąco.
Jakby przez sen słyszała przytłumione słowa pielęgniarki oraz Harrego, a zaraz potem poczuła chłodną dłoń czarnowłosego na swojej dłoni. Chwilę później odpłynęła...

***

Podobny obraz

***

Aśka siedziała w bibliotece - a dokładniej w Dziale Ksiąg Zakazanych - i czytała księgi z czarno-magicznymi zaklęciami, aby dowiedzieć się interesującej ją rzeczy, gdy nagle przed jej oczami ukazało się świetliste zwierzę przypominające trochę rysia.
Polka dotknęła go lekko dłonią, a on zamienił się w napis:
"Chodź szybko do skrzydła szpitalnego, coś się dzieje z Hermioną. My już jesteśmy w drodze.
O.T."
Brunetka zamknęła czytaną książkę i włożyła ją do torby, po czym, uważając na bibliotekarkę, wyszła z pomieszczenia.

*****

*Alan Walker - "Sing me to sleep"

*****
Tak, wiem zawaliłam. Przepraszam. Dużo się ostatnio u mnie dzieje i już od kilku miesięcy pisałam ten rozdział. Moja wena na to opowiadanie lekko się wypaliła i strzępki pomysłów w mojej głowie ni jak nie chciały połączyć się w logiczną całość.


PS. Jakby ktoś był zainteresowany miniaturkami to zapraszam: https://www.wattpad.com/story/58503562-my-way-miniaturki-hp

niedziela, 3 stycznia 2016

Life is too short...

"Oh, I am young, but I have aged
Waited long to seize the day
All things said and plenty done...
Life's too short..."

Butterfly Boucher- "Life is short"

*****

Hermiona leżała na podłodze salonu Malfoy Manoor, podczas gdy Harry i Ron byli zamknięci w lochach tego wielkiego domu.
Do oczu dziewczyny cisnęły się pokłady łez, z którymi usilnie walczyła.
Po kilkunastu minutach tortur Bellatrix wyryła na jej ręce napis: Szlama, ale najwidoczniej to nie wystarczało czarnowłosej. Katorgi zaczęły się od nowa.
Mimo ogromnego bólu brunetka nie wydała z siebie żadnego dźwięku choć Lestrange za wszelką cenę próbowała dowiedzieć się gdzie jest prawdziwy Miecz Gryffindora.
Kolejne zaklęcie. Tnące. Kolejne rany na- i tak już poharatanym- ciele. Kolejna fala nieopisanego bólu. I prośba ukryta w oczach. Prośba o śmierć.
Siły zaczynały całkowicie opuszczać Hermionę. Gdyby ktoś ją teraz podniósł zapewne wywróciłaby się po niecałej sekundzie w pozycji pionowej. Lewa ręka piekła i szczypała coraz bardziej przez co dziewczyna nie mogła poruszyć jej nawet o centymetr.
Kolejne zaklęcie. Niewyobrażalnie silne. Zaklęcie niewybaczalne. Nie krzyczała. Nie miała już na to siły...
***
Bellatrix już maiła rzucać kolejne zaklęcie na brązowooką, kiedy do pomieszczenia dosłownie wpadli Harry i Ron.
Gdy ten pierwszy zobaczył w jakim stanie jest jego ukochana zacisnął pięści ze złości. W jego oczach zalśnił gniew i ból
Zdezorientowana dziewczyna nie za bardzo wiedziała co się dzieje. Ktoś coś krzyczał, coś się stłukło, coś innego upadło z tępym odgłosem na marmurową podłogę.
Po chwili obok Hermiony znalazł się Wybraniec i wziął ją na ręce. Dziewczyna poczuła szarpnięcie w okolicy pępka, a obraz rozmył jej się przed oczami. Kilka sekund później przyjaciele wraz ze Zgredkiem, który ich tam przeniósł, znaleźli się przed Muszelką- domem Billa i Fleur. Cała czwórka bez zastanowienia udała się w stronę budynku.
***
Harry najdelikatniej jak tylko mógł położył Hermionę na miękkim łóżku.
Zaczął powoli zdejmować z niej płaszcz lecz przerwał na chwilę, bo dziewczyna syknęła z bólu. Po chwili kontynuował rozpoczętą czynność. Gdy chciał zdjąć lewy rękaw, Hermiona go zatrzymała.
-Nie rób tego Harry...- wychrypiała.
-Dlaczego?- zdziwił się chłopak.
-Po prostu tego nie rób. Proszę cię.
Jednak zielonookiemu ani się śniło posłuchać swojej dziewczyny i zdjął jej płaszcz do końca po czym zamarł. Na lewym przedramieniu brązowooka miała wyryte słowo: Szlama. Harry widząc minę dziewczyny powstrzymał się od powiedzenia kilku przekleństw pod adresem Bellatrix i nadal milcząc zdjął z brunetki pozostałe części jej garderoby.
Chłopak uniósł delikatnie Hermionę i ruszył z nią do łazienki, gdzie czekała na nią, przygotowana wcześniej przez Fleur, ciepła kąpiel. Czarnowłosy położył brunetką w wannie i zapytał:
-Poradzisz sobie sama, czy mam ci pomóc?
-Nie trzeba. Możesz iść, odpocząć.
Chłopak skinął lekko głową i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Hermiona westchnęła i zanurzyła się głąbiej w przyjemnie ciepłą wodę. Rany szczypały nieprzyjemnie, ale przecież dziewczyna już tak dawno nie doświadczyła tego uczucia, kiedy pachnąca płynem do kąpieli i przede wszystkim ciepła woda, otula ciało.
Gryfonkę pochłonęły myśli. Zastanawiała się przede wszystkim gdzie mogą znajdować się pozostałe horcruxy, ale myślała także o Harrym. O tym jak wiele on dla niej robi. Po odejściu od rodziców chłopak stał się jej jedynym oparciem. Wprawdzie byli jeszcze Ron i Ginny, ale oni myśleli tylko o swoich drugich połówkach. Nie dziwiła im się. Ona też każdą wolną chwilę starała się poświęcić Harremu. No właśnie, Harremu. Zauważyła, że ostatnio stał się bardziej zamyślony i przeczytał już chyba tuzin jej książek o czarnej magii. Ale nie to najbardziej zajęło jej myśli. Od jakiegoś czasu zaczęła mieć podejrzenia, że horcruxów może być więcej niż myślą.
Woda wystygła, a Hermiona zdecydowała się wyjść z wanny. Ubrała się we wcześniej przygotowany przez Fleur strój- który składał się z jeansów i miłego w dotyku, szaro-niebieskiego swetra- i ruszyła w kierunku pokoju, z którego przyniósł ją Harry.
Dziewczyna zmuszona była iść bardzo powoli, gdyż rany nadal dawały się jej we znaki.
Hermiona uśmiechnęła się do siebie zastając w pomieszczeniu chłopaka słodko śpiącego na łóżku. Nadal uśmiechając się lekko położyła się obok niego.
Chwilę później spała, pierwszy raz od kilku miesięcy, spokojnym lecz płytkim snem.
Śniło jej się małżeństwo trzymające się za ręce z trójką dzieci, stojący na plaży podczas przepięknego zachodu słońca...






poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 26: Bibury

"(Zbudź mnie), przebudź mnie od środka.

(Nie mogę się obudzić), przebudź mnie od środka.

(Ocal mnie), wypowiedz moje imię i uratuj przed ciemnością...

(Zbudź mnie), spraw, by krew popłynęła w moich żyłach

(Nie mogę się obudzić), zanim całkowicie stracę kontrolę

(Ocal mnie), ocal mnie przed nicością, którą się stałam...

Evanescence- "Bring me to life"

*****               

Postać w śnieżnobiałej sukience, na którą zarzucona była peleryna z kapturem w tym samym kolorze i ze srebrnymi włosami, na których spoczywał błyszczący, ale skromny diadem, szła zaśnieżonymi uliczkami miasteczka Bibury*. W ręce miała latarnię, która dawała dziwne, smutne, białe światło.
Wszędzie panowała nieprzenikniona ciemność, a latarnia i księżyc oświetlały jedynie tą dziwną, białą postać. Lecz nawet mimo tego nikt spośród żyjących nie mógł jej zobaczyć- nie było już takich w tym, niegdyś tętniącym życiem i radością, miasteczku. 
A ona szła i pomagała podnieść się upadłym...
***


***
Hermiona obudziła się bardzo wcześnie biorąc pod uwagę to, że była sobota.
Dziewczyna rozciągnęła się na łóżku i spojrzała za okno, a to co ujrzała bardzo ją zdziwiło. Szyba była jakby "oprawiona" dookoła srebrnym szronem, który mienił się w blasku słońca.
Urzeczona tym widokiem brunetka podeszła do okna i delikatnie przejechała opuszkami palców po szkle. Było ono bardzo zimne i chropowate w dotyku. Gryffindorówna uśmiechnęła się lekko do siebie i spojrzała w stronę błoni. Aśka miała rację- napadało bardzo dużo białego puchu.
Dziewczyna szybko ubrała cię w ciepły sweter w biało- granatowe paski, dżinsowe rurki oraz narzuciła na siebie kremowy płaszcz i po cichu, tak by nikogo nie obudzić, wyszła z zamku.
Na dziedzińcu zaciągnęła się świeżym, zimowym powietrzem i ruszyła przed siebie. Gdy była już niedaleko Zakazanego Lasu, ktoś wepchnął ją w wysoką, śniegową zaspę.
Przestraszona Hermiona nie zdążyła się nawet podnieść, kiedy poczuła czyjś ciężar ciała na swoim. Już miała krzyknąć, ale usłyszała szept przy swoim uchu:
-Mam cię...
-Harry...- powiedziała odwracając się do niego twarzą.- Ja cię chyba kiedyś zabiję!
-O, czyżby Czarodziejka przestraszyła się swojego chłopaka?
Gryfonka nie odpowiedziała, tylko z perfidnym uśmieszkiem na ustach, nabrała w garść trochę śniegu i natarła nim czarnowłosego.
-O nie. Tak się bawić nie będziemy!
Chłopak jeszcze mocniej przylgnął do dziewczyny, jedną ręką złapał ją za nadgarstki i mocno trzymał, a w drugą nabrał śniegu i najpierw natarł nim twarz dziewczyny, a później wsypał jej go za kołnierz.
Tymczasem dziewczyna cały czas krzyczała i próbowała się wyrwać, jednak zielonooki okazał się być dużo bardziej silniejszy.
-Masz już dość?- zapytał z uśmiechem na ustach.
-Tak! Błagam przestań.
Zakochani przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy, a później chłopak zaczął namiętnie całować dziewczynę. Jej usta były bardzo zimnie tak jak i jego, ale im to wcale nie przeszkadzało. Harry puścił ręce Hermiony, a ta wplątała je w jego kruczoczarne włosy.
Dookoła panowała idealna cisza.
Para nie przejmowała się tym, że ktoś ich zauważy. Leżeli w wysokiej zaspie na samym skraju Zakazanego Lasu, więc nikt z zamku nie byłby w stanie ich dojrzeć.
W tamtej chwili liczyli się tylko oni.
-Kocham cię.- chłopak oderwał się na chwilę ciężko dysząc.
-Ja ciebie też.- dziewczyna wcale nie była lepsza.- Ja też...
***



***
Zaczynało już świtać, a Biała Postać wciąż chodziła pomiędzy ludźmi, których skóra stawała się coraz bardziej biała od lekko prószącego śniegu, który jakby chciał oszczędzić żyjącym- którzy lada chwila tu przybędą- makabrycznego widoku.
Życie władcy nigdy nie jest takie łatwe jak się to niektórym wydaje...
Dziwna lampa w ręce tajemniczej istoty zaczęła już przygasać, jej włosy stały się już prawie całkiem białe, usta przybrały bordowy kolor, a oczy zmieniły się z barwy czystego złota na nieprzeniknioną czerń. Skóra jeszcze bardziej zbladła i teraz postać wyglądała jak zjawa z Ksiąg Legend, które nawet w czarodziejskim świecie były jedynie legendami.
Postać doszła do latarni na samym skraju lasu. Oparła się o nią wolną ręką i odwróciła się jeszcze za siebie. Jej czarne oczy spoglądały na niegdyś tętniące życiem miasteczko, które teraz zamilkło.
Dziewczyna przygryzła lekko dolną wargę, westchnęła cicho i ruszyła w stronę lasu nie oglądając się już za siebie.
***

"...Tej nocy odejdziemy stąd
Nie ma potrzeby mówić komukolwiek
Zatrzymaliby nas
Więc w świetle poranka
Będziemy w połowie drogi donikąd
Gdzie nikt nie potrzebuje powodu..."**

***
Harry i Hermiona z uśmiechami na ustach weszli do Wielkiej Sali trzymając się za ręce.
Przysiedli się do Ginny i Rona, którzy zawzięcie się o czymś rozmawiali.
-O czym rozmawiacie?- zapytał czarnowłosy nalewając sobie kakaa do szklanki.
-Podobno za tydzień ma być nadprogramowe wyjście do Hogsmeade.- wyjaśnił Ron.
-A z jakiej to okazji? Przecież miało być dopiero za dwa, na tydzień przed balem.- zdziwiła się Hermiona.
-To też będzie, ale nauczyciele stwierdzili, że wtedy będziemy za bardzo zajęci szukaniem odpowiednich strojów i nie zdążymy kupić prezentów dla bliskich i w ogóle. Ale oficjalnie ogłosi to dyrektor podczas obiadu.- powiedziała ruda.
-To świetnie.- ucieszyła się brunetka i zaczęła jeść swojego tosta z dżemem brzoskwiniowym.
W tym czasie do Wielkiej Sali weszli Polacy. Hermiona bardzo się zdziwiła, gdy nie zauważyła wśród nich Aśki. Słowianie usiedli naprzeciwko czwórki przyjaciół i po przywitaniu się, zaczęli jeść.
-A gdzie jest Aśka?- zapytała Hermiona.
Oliwia zerknęła na Magdę, a Michał odpowiedział:
-Miała coś do załatwienia. Niedługo powinna wrócić.
Gryffindorówna pokiwała głową i kontynuowała jedzenie.
Jednak przebywała na tyle długo z Polką w jednym pomieszczeniu, by nauczyć się od niej rozpoznawać kiedy ktoś kłamie. Wprawdzie Michał nie zrobił nic by się zdradzić, ale to przecież kuzyn brunetki i na pewno wiedział jak oszukać Brytyjkę, ale jej uwagę zwróciło zachowanie pozostałej piątki.
Z zamyślenia wyrwał Hermionę łopot sowich skrzydeł. Przyleciała poczta. Przed dziewczyną wylądowała niewielka płomykówka z gazetą w pazurach.
Hermiona zapłaciła za Proroka i zaczęła czytać. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem na pierwszej stronie, jej wyraz twarzy zmieniał się z radosnego w przerażony.
-Coś się stało?- zapytał Harry, zmartwiony miną dziewczyny.
Ale nie dostał odpowiedzi, ponieważ Gryfonka milcząc podała mu gazetę.
Napis na pierwszej stronie głosił: "Kolejny atak Śmierciożerców".
-Co tam?- zapytał Ron.
Harry spojrzał na przyjaciela, a później zaczął czytać na głos:
-"Śmierciożercy ponownie zaatakowali. Tym razem ich celem padło miasteczko Bibury, w którym mieszkali jedynie czarodzieje. Nikt nie uszedł z życiem. Gdy aurorzy dotarli na miejsce, ich oczom ukazały się ulice spływające krwią, na których leżały ciała zmarłych, po nocnych opadach śniegu lekko przyprószone białym puchem..."
Zielonooki przestał czytać i spojrzał na przyjaciół. Wszyscy mieli grobowe miny i pustkę w oczach.
Hermiona w ciszy dokończyła jeść swoje śniadanie i wyszła z Wielkiej Sali.
Nie miała obranego konkretnego celu. Na początku planowała iść do biblioteki, ale w połowie drogi zmieniła zdanie i udała się przed siebie. Rozmyślając dotarła do Wieży Astrologicznej.
Gryffindorówna stała tam jakiś czas, aż ktoś objął ją od tyłu i wyszeptał jej do ucha:
-O czym myślisz skarbie?
-O tym co się dzisiaj stało. Wojna się zbliża coraz szybciej.
Chłopak nie odpowiedział tylko jeszcze mocniej przytulił się do brunetki.
-Musimy się pospieszyć Harry.- powiedziała niespodziewanie brązowooka.
-Wiem. Ale nie myślmy o tym przynajmniej podczas świąt. Proszę.
-No, dobrze.
Zakochani postali tak wtuleni w siebie jeszcze przez jakiś czas i postanowili wrócić do siebie.
Gdy Hermiona weszła do dormitorium dziewcząt, poczuła nieprzyjemne zimno. Wprawdzie była Czarodziejką i nie powinno jej to przeszkadzać, ale jednak.
Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu i ze zdziwieniem zauważyła, że szyby są pokryte srebrnym szronem, a na stole stoi, również oszroniona, czerwona róża.
W pokoju znajdowało się cztery łóżka- ponieważ Parvati Patil i Lavender Brown zażyczyły sobie osobnego pokoju- a zasłony jednego z nich były zasunięte. Było to łóżko długowłosej Polki.
Hermiona kierowana impulsem powoli podeszła do posłania przyjaciółki i delikatnie złapała za materiał, ciągnąc go powoli w swoją stronę.
Kiedy otwór był na tyle duży, by coś przez niego zobaczyć, Gryfonka zajrzała do środka i niemal nie krzyknęła.
Czerwona pościel była pokryta białą szadzią, na której leżała Słowianka.
Hermiona niemal jej nie poznała. Dziewczyna wyglądała na zjawę z jakiejś baśni. Miała białe jak śnieg, rozpuszczone włosy, jej cera była jeszcze bardziej blada, co kontrastowało z ciemno-bordowymi ustami. Ubrana była w długą białą suknię z długimi, koronkowymi rękawami, która u dołu lekko się rozszerzała, a góra przylegała do ciała dziewczyny i podkreślała jej kształty.
Lecz nie to najbardziej zdziwiło córkę Gryffindora. Słowianka nie oddychała...
***



*****
*co do tego miasteczka to nagięłam nieco fakty na potrzeby bloga :)
**Evanescence- Anywhere

PS. Niedługo miniaturka ;) Komentujcie, to naprawdę motywuje.

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 25: Kłamstwo w dobrej wierze.

            "Najczęstszy ludzki błąd- nie przewidzieć burzy w piękny czas."

Niccolo Machiavelli

*****
Po powrocie do Anglii, dziewczyny natychmiast udały się do Pokoju Życzeń.
Hermiona po przekroczeniu progu drzwi, natychmiast podbiegła do łózka, stojącego na środku pomieszczenia, na którym leżał jej brat.
Chłopak wyglądał naprawdę marnie. Jego skóra była blada jak ściana, a gdzieniegdzie zdobiły ją jaskrawo-pomarańczowe plamy.
-Dobrze, że już jesteście.
Te słowa wypowiedziała rudowłosa dziewczyna, stojąca przy młodym Gryffindorze.
-Hej, Magda. Co z nim?- zapytała Oliwia ściągając swoją bluzę.
-Nie najlepiej. Zaklęcie było naprawdę silne.- odpowiedziała niebieskooka.
Hermiona złapała śpiącego brata za rękę i zaczęła przyglądać się poczynaniom Polek.
Magda zapaliła ogień pod, wcześniej przygotowanym, kociołkiem, Oliwia zaczęła zdejmować z półek potrzebne składniki, a Aśka wyjmować je ze swojej torebki.
Nowy eliksir bardzo zainteresował wzorową uczennicę Hogwartu, dlatego zaczęła się ona bardzo uważnie przyglądać Słowiankom, które najwidoczniej rozumiały się bez słów. Każda z nich wykonywała inną czynność, a przecież wcześniej nie ustalały podziału pracy.
Panna Terakowska kroiła w kostkę owoce mango, Mickiewiczówna w plastry ogórka, a Joanna Rychlicka siekała zioła, które zostały zebrane w Bieszczadach. Z tych składników dziewczyny zrobiły, niezbyt dobrze pachnący, przecier, a następnie wlały go do kociołka i zalały gorącą wodą z odrobiną soli morskiej.
Taka mikstura gotowała się w kociołku przez około dziesięć minut, a następnie zostały do niej dodane wilcze jagody. Całość przybrała mocno czerwony kolor i piękny zapach ziół.
Aśka nalała trochę mikstury do małej miski, a resztę Oliwia i Magda przelały do fiolek.
***



***
Draco leżał na łóżku w Pokoju Życzeń i czekał na pomoc. Pomarańczowe rany coraz bardziej go piekły, a potomkowi Godryka Gryffindora wydawało się że wypalają mu skórę do kości.
Już od godziny słyszał głos swojej siostry w pomieszczeniu oraz głosy Słowianek.
Nie widział ich, ponieważ nie miał nawet siły by otworzyć oczy, a ich słowa mieszały się ze sobą tworząc w głowie blondyna chaos, jednak Draco doskonale wiedział, że jest tam jego siostra. Potrafiłby ją poznać nawet gdyby nie widzieli się przez całe życie i dopiero w podeszłym wieku byłoby im dane się spotkać.
Nagle blondyn poczuł, że ktoś przykłada mu coś do czoła. Przyjemne zimno rozlało się po jego ciele.
Kilka minut później chłopak został podniesiony do pozycji pół-siedzącej, a jakaś dziewczyna wlała mu eliksir do ust.
Na początku Draco nie czuł napoju, tak jakby pił powietrze, ale już po chwili chłopakowi zrobiło się chłodniej od środka, a smak w ustach zmienił się na słodki i orzeźwiający.
Młody Gryffindor uśmiechnął się błogo, a ktoś ponownie położył go na poduszkach. Był pewien, że teraz zrobiła to jego siostra. W ostatniej chwili chłopak chwycił ją za rękę i pociągnął lekko do siebie. Hermiona nie protestowała- wręcz przeciwnie- chętnie usiadła obok bliźniaka i położyła na jego ramieniu wolną rękę.
***
Gryffindorówna była na początku zaskoczona czynem chłopaka, ale posłusznie usiadła obok niego na czystej pościeli. Uśmiechnęła się delikatnie i drugą rękę położyła na ramieniu brata.
Aśka, Oliwia i Magda nie chcąc przeszkadzać wyszły po cichu z Pokoju Życzeń i skierowały się do Wieży Gryfonów.
Hermiona była im za wszystko bardzo wdzięczna. Tyle zrobiły dla niej i jej brata, a ona im jeszcze nawet nie podziękowała! Dziewczyna obiecała sobie w duchu, że gdy tylko Draco się polepszy, podziękuje im jak najszybciej się tylko da.
Tymczasem Polki dotarły już do Pokoju Wspólnego, w którym zastały prawie wszystkich z szóstego rocznika- w tym Harrego i Rona.
-A gdzie Hermiona? Od rana jej nie widziałem, a jest już po dziewiątej.- zapytał czarnowłosy, gdy tylko dziewczyny zbliżyły się do niego.
-Zaraz przyjdzie. Zasiedziałyśmy się w Pokoju Życzeń.- wyjaśniła Oliwia.
-Pokoju Życzeń?- zdziwił się Ron.- Co wyście tam tak długo robiły?
-A tam. Taki mały eksperyment. Może kiedyś się dowiesz.- skłamała Magda i podeszła do brata, a za nią jej przyjaciółki.
Harry i Ron wymienili jeszcze tylko zdziwione spojrzenia, ale nic już nie powiedzieli i wzięli się za kończenie swoich wypracowań z eliksirów.
***



***
Hermiona wróciła do dormitorium bardzo późno i sądziła, że już wszyscy o tej porze śpią. Zatem bardzo się przestraszyła słysząc przy oknie znajomy głos:
-Harry o ciebie pytał.
-Co mu powiedziałyście?
-Że cały dzień spędziłyśmy całą czwórką w Pokoju Życzeń przeprowadzając eksperyment, co nie było do końca kłamstwem.
-Jaki eksperyment?
-To ściśle tajne. Dumbledor nas o to poprosił.
Brytyjka pokiwała głową i przebrała się w piżamę. Idąc do łóżka zapytała jeszcze:
-Nie idziesz spać?
-Sen dzisiaj nie jest mi potrzebny. Czeka mnie dzisiaj jeszcze dużo pracy.
Hermiona spojrzała pytająco na Słowiankę.
-Jutro zrozumiesz co miałam na myśli.- powiedziała i zapatrzyła się w pochmurne niebo.- Dzisiaj spadnie dużo śniegu.- dodała nie patrząc na Gryfonkę.
Po położeniu się Brytyjka zobaczyła, że w blasku nocy- który bił od okna- włosy Polki srebrzyły się, a jej oczy przybrały odcień złota.
Władczyni Śmierci wyglądała w tej pozycji majestatycznie- siedząca na parapecie, zapatrzona w otchłań nocy, z srebrzącymi się, rozpuszczonymi włosami, spływającymi aż do podłogi i z oczami, w których czaił się ból, gniew, strach, rozpacz i cierpienie.
Hermiona zamykając powoli oczy, dostrzegła jeszcze jak Polka przykłada rękę do okna ze smutnym uśmiechem na ustach, a spod jej palców wypływają smużki srebrnego szronu...

czwartek, 26 listopada 2015

INFO

Rozdział jest już prawie skończony, ale proszę o trochę cierpliwości. Pojawi się on najprawdopodobniej 6 grudnia, ponieważ mam na głowie olimpiadę i 2 etap konkursu o parkach krajobrazowych, więc muszę się przyłożyć, a jakby tego było mało to jeszcze muszę skończyć czytać Krzyżaków przed 2 grudnia (jestem mniej więcej w połowie).
Bardzo przepraszam, ale się w listopadzie nie wyrobię. Ostatnio mam bardzo mało wolnego czasu.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i wybaczycie tą nieobecność.
Wasza Mionka

sobota, 31 października 2015

Rozdział 24: Magiczne zwierzęta.

         "Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach."

Maya Angelou

*****
Jasność, która nastała po przejściu przez pajęczynę, szybko minęła i Hermiona mogła rozejrzeć się dookoła. 
Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że w lesie panuje wiosna, a nie późna jesień. 
-Chodźmy. - powiedziała Oliwia.
Dziewczyny ponownie zaczęły przedzierać się przez- tym razem zielony- las.
Hermionie wydawało się, że za chwilę nie będzie już można przejść pomiędzy pniami drzew i ich gałęziami, gdy nagle las zamienił się w piękną, słoneczną polanę.
Wyglądało to bardzo osobliwie, ponieważ w pewnym momencie gęsty, liściasty las zamieniał się w piękną, słoneczną polanę, która miała kształt półokręgu. Drzewa nie przechodziły w nią stopniowo, lecz nagle i niespodziewanie. Zupełnie tak, jakby ktoś w środku bardzo gęstego lasu wyciął część drzew nożem, przy samej ziemi.
Jakby tego było mało, cała polana pokryta była cudownymi biało-czerwonymi kwiatami, których gatunków nie znała nawet Czarodziejka.
-Co to za kwiaty?- spytała Słowianki zrywając jeden i przyglądając się mu.
Miał gładką, białą łodyżkę i lekko rozchylone białe, z czerwonymi "wstawkami", poszarpane płatki.
-Są trochę podobne do tulipanów.- zauważyła Gryffindorówna.
-Bo to najstarsza ich odmiana.- wyjaśniła Oliwia.
-Nigdy wcześniej takich nie widziałam.
-To dlatego, że w   n o r m a l n y m   świecie już ich nie ma. Nie miały odpowiednich warunków do życia.
-To znaczy?
-Powietrze było zbyt zanieczyszczone. Są to takie kwiaty, które kwitną nawet w zimie, ale muszą mieć krystalicznie czyste powietrze.- powiedziała Aśka, zrywając kilka.- Mogą się przydać.
***



***
Przyjaciółki szły podziwiając piękne krajobrazy Zaginionego Miasta przez jakieś pół godziny.
Hermiona nigdy wcześniej nie widziała tak pięknego miejsca.
W końcu dwie Polki i Angielka doszły do wielkiej groty, której wejście było w jednym ze wzgórz Miasta.
-Myślisz, że Klejnot ucieszy się gdy nas zobaczy?- Asia zapytała Oliwię.
-Oby tylko o nic nie wypytywał.
-Wiesz, że to niemożliwe.
-Zawsze można mieć nadzieję.
Gryffindorówna nie wiedziała o jakim klejnocie mówią Słowianki.
Gdy dziewczyny weszły do groty, orzechowooką dobiegł dziwny odgłos. Coś jakby... stukot kopyt?
Po chwili oczom uczennic Hogwartu ukazał się przepiękny, majestatyczny, śnieżnobiały jednorożec.
-Witaj Klejnocie.- powiedziały równocześnie Polki.
-Witajcie. Dawno was tutaj nie widziałem. O kogoś przyprowadziłyście.
-Tak. Klejnocie, poznaj proszę Hermionę Gryffindor.- powiedziała Asia.
-Córka Williama?
Onieśmielona brunetka pokiwała tylko głową na tak.
-Znałem twojego ojca dziecko. Masz takie samo oczy jak on.
Hermiona lekko się zarumieniła na ten komplement ze strony magicznego stworzenia.
-A wracając do was.- kontynuował jednorożec.- Co was do mnie sprowadza?
-Brat Hermiony został zaatakowany zaklęciem płomieni i musimy jak najszybciej zrobić eliksir ognen*.- zaczęła Oliwia.
-Mamy już wszystko oprócz sierści mówiącego rysia oraz wilka i dwóch włosów z twojej grzywy.- dokończyła Asia.
-Pomożesz nam?- zapytała Oliwia.
-Oczywiście. Akurat macie szczęście, ponieważ są u mnie Kieł, Luna, Pazur i Fenek. Chodźcie za mną.
Polki od razu ruszyły w głąb groty za jednorożcem, a chwilę później dołączyła do nich trochę zdezorientowana Hermiona.
Po kilkunastu metrach, na końcu skalnego korytarza, dziewczyna dostrzegła jasne światło, najprawdopodobniej bijące od ognia i usłyszała głosy:
-Znowu oszukujesz!
-Nieprawda! Luna może to potwierdzić!
-Nie kłam! Ja i Pazur to widzieliśmy!
-Ja nic nie widziałem.
-Jak to? Przecież patrzyłeś w naszą stronę!
-Ale...
Dalszą rozmowę- a może raczej kłótnię- przerwały dziewczyny wchodzące za Klejnotem do większego pomieszczenia.
Wyglądało ono bardzo oryginalnie.
Na środku, wykutego w skale, pokoju stał, zrobiony z ciemnego drewna, okrągły stolik, a przy nim stało kilka krzeseł z tego samego materiału. Naprzeciw wejścia znajdował się duży kominek, w którym palił się ogień. Na lewo od kominka stało coś na kształt łóżka, ale było ono bardzo niskie. Natomiast po prawej znajdowała się ogromna biblioteczka zapełniona po brzegi przeróżnymi księgami. Z sufitu zwisał drewniany żyrandol z siedmioma świeczkami, które w tej chwili się nie paliły.
Cała sceneria wyglądała trochę jak pomieszczenie z jakiegoś średniowiecznego zamku królewskiego.
Hermiona zauważyła, że trzy krzesła przy stole są zajęte i ktoś leży obok kominka.
-Witajcie przyjaciele.- rzekła Asia.
-Och, córki Ewy!** Witaj Joanno, witaj Oliwio.- odezwało się leżące obok kominka zwierzę i podniosło się na cztery łapy.
Gryffindorówna ze zdziwieniem spostrzegła, że jest to piękny tygrys. Był on znacznie większy od tych, które widziała brunetka.
-Chciałybyśmy, żebyście poznali naszą przyjaciółkę, Hermionę Gryffindor.- powiedziała Oliwia, a Hermiona poczuła się trochę niezręcznie.
Zwierzęta siedzące na krzesłach, wstały, odkładając karty na stół.
-Witaj córko Williama Gryffindora.- jako pierwszy odezwał się majestatyczny wilk, który również był znacznie większy od normalnych przedstawicieli tego gatunku.- Jestem Kieł.- Hermiona nie wiedząc co zrobić, kiwnęła tylko lekko głową.
Następnie podeszły do niej pozostałe- większe niż zazwyczaj- zwierzęta.
-Jestem Luna.- przedstawiła się piękna rysica.
-Na mnie wołają Fenek.- oznajmił rudy lis.
-A ja, nazywam się Pazur.- powiedział tygrys.
W czasie kiedy zwierzęta przedstawiały się Hermionie, Aśka podeszła do stołu. Gdy zobaczyła co odłożyły drapieżniki, parsknęła śmiechem i powiedziała:
-No, błagam. Znowu poker?
***




***
Czworonogi szybko zgodziły się oddać trochę swojej sierści, by ratować syna Gryffindora.
-A oto- zaczął Klejnot.- dwa włosy z mojej grzywy.
Asia wzięła do rąk dwie długie, srebrne, z lekkim perłowym połyskiem, nitki i schowała je do osobnej torebeczki na składniki.
-Bardzo dziękujemy.- powiedziała z wdzięcznością Oliwia.
-Nie, to my dziękujemy za odwiedziny. Ale musicie obiecać, że niedługo przyjdziecie do nas razem z resztą, dobrze?- odezwał się wilk.
-Oczywiście.- zapewniła Asia.- No, ale teraz musimy już iść.
-Miło było się poznać Czarodziejko.- zwróciła się do Hermiony rysica.
-Mnie również. Do zobaczenia.

*****
 *ognisty
**w Narnii ludzie byli nazywani córkami Ewy lub synami Adama


Komentujcie...

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 23: Pomoc.

            "Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z drugiej także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce na nową, kolejną falę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić."

Dorota Terakowska

*****
Hermiona biegła szybko, przez ciemne, szkolne korytarze, do swojego dormitorium. Brata zostawiła na siódmym piętrze w Pokoju Życzeń, a teraz zamierzała obudzić przyjaciółkę, by ta pomogła synowi Williama Gryffindora.
-Gdzie ty się włóczysz po nocy młoda damo?!- Gruba Dama oczywiście nie omieszkała się zadać tego pytania dziewczynie, która potrzebowała pomocy dla brata.
-Fasolki wszystkich smaków.
-I nawet nie zamierzasz odpowiedzieć mi na moje pytanie?
-FASOLKI WSZYSTKICH SMAKÓW.
-Och, dobrze, już dobrze. Wchodź.
Gryffindorówna z prędkością większą od światła znalazła się najpierw w swoim dormitorium, a później przy łóżku długowłosej Polki.
-Aśka! Aśka, proszę obudź się.- Hermiona delikatnie potrząsała ramieniem przyjaciółki.
-Co się stało?- zapytała zaspana Słowianka.
-Draco. On...on...
-Już dobrze Hermiono. Uspokój się. Co się stało?
-Siedziałam na parapecie i zauważyłam zakapturzoną postać, która wychodziła z lasu. Chociaż wychodziła to za dużo powiedziane. Ona się prawie czołgała. Tą osobą był Draco. Pobiegłam tam. Leżał przy jeziorze ledwie żywy, zakrwawiony i z dziwnymi poparzeniami na dłoniach i twarzy. Chciałam zabrać go do Skrzydła Szpitalnego, ale się nie zgodził i kazał mi zanieść zanieść go do Pokoju Życzeń i iść po ciebie.
-Więc na co czekamy?
Po chwili dwie brązowowłose dziewczyny jak najciszej się tylko dało przemierzały szkolne korytarze, by dojść do Pokoju Życzeń, w którym leżał brat jednej z nich.
Gdy przyjaciółki weszły do środka, oczom Aśki ukazało się pomieszczenie, którego ściany z góry do dołu pokryte były półkami z przeróżnymi księgami i eliksirami leczniczymi.
Długowłosa podbiegła do stojącego na środku pokoju łóżka, na którym leżał potomek Godryka Gryffindora. Chłopak wyglądał strasznie.
Dziewczyna dotknęła pomarańczowego oparzenia na dłoni Draco, a ten syknął z bólu.
-Hermiono, musisz iść po dyrektora. Szybko.
Brunetka skinęła głową i bez słowa sprzeciwu wykonała polecenie przyjaciółki.
***
Gdy Hermiona wróciła z Dambledorem, Draco spał z dziwnie pachnącym okładem na głowie.
-I co?- zapytała Gryffindorówna, siadając obok brata.
-Śpi.
-Widzę, że świetnie sobie pani poradziła. Więc do czego ja jestem tu potrzebny?
-Otóż, Draco ma na ciele pomarańczowe poparzenia. A to oznacza, że Voldemort dostał się już do szkolnej biblioteki. Na szczęście te groźniejsze zaklęcia zapisane są w języku, który może odczytać tylko ten, kto jest prawowitym mieszkańcem Miasta.
-Co to ma wspólnego ze stanem Dracona?
-Te poparzenia po kilku dniach stają się śmiertelne, a przepis i składniki potrzebne do odtrutki są w Polsce. I chodzi o to, czy zgodziłby się pan na to, byśmy z Hermioną i Oliwią pojechały po te składniki.
-Ależ oczywiście.
-To świetnie. Chodź Hermiono, musimy obudzić Oliwię.
***
Jakiś czas później trzy dziewczyny stały na środku dormitorium, ubrane w spodenki, bluzki z krótkimi rękawami oraz w bluzy i buty do górskich wędrówek. Asia dodatkowo miała zmieniony kolor włosów na czarne i oczu na niebieskie.
-U nas już świta.- powiedziała Oliwia patrząc na zegarek.
Aśka pokiwała głową i odezwała się do przyjaciółek:
-Nie mogę przenieść nas od razu tam, gdzie mamy dotrzeć, bo jest tam za dużo ludzi. Wprawdzie wszyscy są czarodziejami, ale na razie nikt nie może dowiedzieć się o tym, że żyję.
Hermiona i Oliwia pokiwały głowami na znak zgody i wszystkie trzy chwyciły się za ręce.
Hermiona poczuła szarpnięcie, ale nie tak jak zawsze, w okolicy pępka, lecz tym razem wydawało jej się, że ktoś ciągnie ją za prawe przedramię.
(muzyka)
Gryffindorówna zamknęła na chwilę oczy, a gdy ponownie je otworzyła, ujrzała przed sobą najpiękniejszy widok, jaki widziała do tej pory.
Górskie szczyty, mimo, że nie największe, majestatycznie wychylały się sponad mgły i mieniły się pięknymi kolorami czerwieni, pomarańczy i złota odbitymi od kolorowych liści promieniami wschodzącego słońca. Niebo przybrało wiele odcieni różu, fioletu i pomarańczy, a widoczność była po prostu doskonała.
***



***
-Jesteśmy na Krzemieniu.- oznajmiła Aśka.- Najpierw idziemy na Tarnicę, a później zejdziemy do Wołosatego. Nie mogłam nas przenieść bliżej, bo by mnie wykryli.
-Czyli najpierw bierzemy wilcze jagody, borówki, potem tarnickie zioła*, czosnek niedźwiedzi, a na końcu sierść niedźwiedzia i rysia?- zapytała Oliwia.
-Dokładnie tak.
-A reszta składników?
-Trzy z nich są w Hogwarcie, a resztę weźmiemy z innych miejsc.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw dziewczyny ruszyły w drogę.
Mgła zdążyła już opaść, odsłaniając zalesione doliny i kotliny Bieszczadów.
Pomimo niekoniecznie stratosferycznych wysokościach góry te miały swój urok. Szlaki były wąskimi ścieżkami, gdzieniegdzie "posypanymi" kamieniami. Las w pewnym momencie po prostu odcinał się od reszty szczytu, który pokryty był jagodami, borówkami czy jakimiś trawami i z wyglądu przypominał raczej step. Nigdzie- nawet w oddali, a widoczność była świetna- nie było widać żadnych zabudowań, czy to zwykłych domów, czy schronisk i hosteli- po prostu nic. Żadnego śladu działalności człowieka. Chyba właśnie dzięki temu Bieszczady zachowały swoją dzikość i nikomu jak na razie się nie spieszyło, by ją im odebrać.
***
Po jakimś czasie dość szybkiego marszu, gdy od Tarnicy dzieliło dziewczyny tylko kilka minut drogi, na niebieskim szlaku, którym szły zaczęli pojawiać się ludzie. Gdy obok nich przeszły dwie, około dwudziestoletnie dziewczyny wszystkie cztery Polki przywitały się wzajemnie mówiąc sobie zwykłe "cześć" . Zaciekawiona Hermiona od razu zapytała półszeptem:
-Znacie je?
-Nie.
-To dlaczego się przywitałyście?
-Tutaj już tak jest. Każdy wita się z każdym na szlakach. Nieważne, czy ktoś jest Polakiem czy nie, czy jest stąd czy z drugiego końca Polski. To taka jakby tradycja.
-Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.
-No, to teraz miałaś okazję i raczej jeszcze będziesz ją mieć. Na pewno spotkamy kogoś schodząc do Wołosatego.
***



***
Podczas, gdy Słowianki zbierały zioła i owoce potrzebne do eliksiru, który miał pomóc młodemu Gryffindorowi, Hermiona siedziała na jednej z drewnianych ławeczek ustawionych na najwyższym szczycie Bieszczadów i obserwowała szczyty pokryte jeszcze kolorowymi lasami.
-Niedługo nie będzie już ani jednego liścia. Może zima nie będzie jakoś specjalnie mroźna, ale mimo wszystko, utrzymają się one w takim stanie może jeszcze z tydzień.- Aśka wyrosła jak z pod ziemi za plecami Czarodziejki.- Idziemy dalej?
Długi odcinek drogi dziewczyny przebyły lasem, aż w końcu wyszły z gąszczu na otwartą przestrzeń. Kilkaset metrów przed nimi stało kilka domów- niektóre drewniane- i drewniana budka przy początku szlaku.
-Gdzie jesteśmy?
-W Wołosatym.- wyjaśniła Oliwia.
-Czemu jest tu tak mało domów?
-Bo oprócz dwóch noclegów, pozostałe zabudowania są tylko i wyłącznie domami- stałymi, czy też chwilowymi- pracowników Parku Narodowego.
Pięć minut drogi później Hermiona zdębiała patrząc na znak przy drodze, który- wprawdzie napisany został po polsku, ale nie stanowiło to dla niej kłopotu- głosił: "Zwolnij! NIEDŹWIEDZIE!"
-Co to jest?
-Znak.- odpowiedziała wymijająco Aśka.
-Ale...
Hermiona nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ Polki złapały ją szybko za ręce i skręciły zaraz za znakiem do lasu.
-A teraz cicho.- pouczyła Brytyjkę Mickiewiczówna.- Pamiętasz, gdzie jest przejście?- spytała szeptem swoją przyjaciółkę z Polski.
-Też pytanie. Trafiłabym tu obudzona w środku nocy z zamkniętymi oczami.
Gryffindorówna niecierpliwiła się trochę z powodu ciężkiego stanu brata, jednak ufała Polkom i wiedziała, że na pewno zrobią wszystko, by pomóc Draconowi.
Kiedy las był już tak gęsty, że prawie nie dało się przejść, pomiędzy drzewami pojawiła się dwumetrowa pajęczyna. Hermiona stłumiła krzyk.
-Spokojnie. To nie jest prawdziwa pajęcza sieć. Musimy przez nią przejść, aby dostać się do starszej części Miasta.
-Gotowa?
Brunetka niepewnie pokiwała głową i podeszła kilka kroków do przodu.
Gdy od pajęczyny dzieliło ją kilka centymetrów ujrzała, że jest ona zbudowana niczym z mglistych włókien. Z jej środka powiewał lekki, orzeźwiający wietrzyk i dało się wyczuć dziwny, lecz słodki zapach, który przypomniał Hermionie o ukochanym. No właśnie, Harry. Co ona mu powie po powrocie? Że gdzie niby była? Na wycieczce krajoznawczej?
Polki przerwały rozmyślania Hermiony biorąc ją za ręce i przeprowadzając przez tajemnicze włókna.
*****
*wymyślona nazwa
*****
Na razie tylko tyle, ale już niedługo postaram się dodać następny ;)
Komentujcie, proszę...
*****
PS. Czy chcecie, żebym zrobiła coś takiego jak wspomnienia? Chodzi o to, że będę pisała coś w stylu miniaturek o Harrym, Hermionie i może o Aśce w wydarzeniach spoza tego bloga. To jak? Mogę liczyć na wasze opinie?