czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 10: Furia Snape'a.

,,Klapnąłem na łóżku, żeby jakoś myśli zebrać. Choć łatwo powiedzieć, zebrać myśli. A są chwile, kiedy człowiek by najchętniej rozgonił swoje myśli na cztery wiatry."

Wiesław Myśliwski

*****

Snape chodził po swoim gabinecie i wprost kipiał ze złości.
,,Skąd ta dziewczyna to wie?!"- myślał- ,,I jakim cudem odkryła, że próbuję się dostać do jej umysłu?! Przecież tej sztuki uczył się tylko Potter w tamtym roku. I na co Dambledorowi więcej Eliksiru Częściowej Zmiany?! Przecież jest jeszcze Horacy i to on może mu go uwarzyć!"
Nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł- a gdyby tak trochę nastraszyć tę nową? Wtedy i ona chodziłaby jak w zegarku i nie ważyła by się mu przeciwstawić.
***
Hermiona wróciła do dormitorium i spostrzegła, że nie ma jeszcze Aśki. Jednak gdy usiadła na swoim łóżku, zauważyła że jej szata wisi na krześle.
,,Była tu, ale wyszła."- pomyślała
Sama też postanowiła się przebrać, a książkę schowała pod poduszkę. Chciała zacząć ją czytać, gdy jej współlokatorki będą już spać, bo wtedy nikt nie mógłby jej w tym przeszkodzić.
Słońce już dawno było za horyzontem gdy Aśka weszła do dormitorium.
-Gdzie byłaś?- zapytała współlokatorkę Hermiona
-Byłam się przejść.
-O tej porze?
-A kiedy miałabym to zrobić?
-Czy ty zawsze musisz znaleźć jakieś wyjaśnienie?
-Pewnie, że tak.
-Słuchaj, ja... jeżeli coś co powiedziałam...- Asia zorientowała się że Hermiona widziała jej łzę
-Daj spokój. Ja po prostu za długo nie miałam z kim pogadać i nie jestem przyzwyczajona do rozmów.- widząc zdziwioną minę brązowookiej, dodała- Niedługo ci wszystko wyjaśnię.
Po tych słowach Asia przebrała się w piżamę i weszła do łóżka.
***
Gdy wszystkie dziewczyny (oprócz Hermiony) już spały, Gryffindorówna szczelniej zasunęła zasłony i wyciągnęła Księgę Myśli.
Nie potrzebowała światła, ponieważ dzięki swoim umiejętnościom świetnie widziała w ciemnościach. 
Hermiona otworzyła książkę, a jej oczom ukazały się złote litery. Wyrazy najpierw były w innym języku lecz później zmieniły się w angielskie słowa i Hermiona mogła je przeczytać.
Wprawdzie Czarodziejki znają wiele języków, ale księga była napisana niezwykle starym, dzisiaj już nieużywanym językiem, o którym wiedziało niewiele osób, a jeszcze mniej umiało go odczytać. Niestety Hermiona nie znała go, więc księga musiała zamienić słowa na angielskie.
Dziewczyna kartkowała Księgę Myśli już od pół godziny i jeszcze nic nie znalazła.
,,Skoro księga pokazała mi ten temat to na pewno tam musi być rozwiązanie tej dziwnej zagadki."- pomyślała.
I faktycznie. Po kolejnych dziesięciu minutach znalazła odpowiedni fragment:

,,...Srebrne łzy są oznaką wielkich, starożytnych mocy posiadacza. Moce te nazywają się- Dimidium ad mortem*. Nieodłącznym partnerem srebrnych łez są złote oczy, ponieważ te dwa metale są symbolem nieśmiertelności, wieczności, wiedzy tajemnej, młodości, zaufania, honoru i eliksiru życia..."

Hermiona szybko zamknęła księgę i schowała ją z powrotem pod poduszką, ponieważ usłyszała jak na sąsiednim łóżku ktoś się obudził.
***
Aśka obudziła się w środku nocy zalana potem. Oddychała ciężko. Podniosła się do pozycji siedzącej, by się uspokoić. Podziałało dopiero po kilku minutach. Podeszła do okna i usiadła na parapecie. Gdy siedziała jej długie włosy, które były w tej chwili rozpuszczone, sięgały do ziemi. Podwinęła kolana pod brodę i zapatrzyła się w księżyc.
Znowu śniło jej się tamto wspomnienie.
Siedziała przez chwilę w bezruchu. Wiedziała, że nie tylko ona już nie śpi. Instynktownie wyczuwała rozbudzoną Hermionę. Po jej policzku znowu popłynęła samotna łza. Ale ta po zażyciu eliksiru nie była już srebrna.
Dziewczyna westchnęła. Wiedziała, że już nie prześpi tej nocy.
***
Zrezygnowana Hermiona po półgodzinie, przewróciła się na drugi bok i zasnęła, ponieważ nic nie wskazywało na to by Aśka tej nocy poszła spać.
Gdy obudziła się rano, na parapecie okna zobaczyła Aśkę, siedzącą z głową opartą o szybę.
-Już nie śpisz?- długowłosa zapytała Hermionę
-Jak to- już?
-Jest szósta rano.
-I co z tego?
Na to Aśka wymamrotała coś pod nosem, co zabrzmiało trochę jak- ,,Ach te Czarodziejki..." i ponownie utkwiła wzrok za oknem.
Hermiona nie zwróciła na to uwagi i poszła do łazienki. Wykonała poranne czynności i zeszła do Pokoju Wspólnego. Wychodząc popatrzyła jeszcze na współlokatorkę, która nie zmieniła swojej pozycji i wyglądała jakby była w jakimś transie.
Usiadła na fotelu przed kominkiem, w którym jeszcze dogasał ogień i zaczęła rozmyślać.
Ciekawiło ją to, dlaczego księga pokazała jej odpowiedź w książce o mocach starożytnych istot. Przecież Aśka nie mogła mieć kilkuset lat! Nic nie wskazywało też na to, że ma złote oczy. Co jak co, ale takiego szczegółu nie dałoby się pominąć. Chociaż, podczas Ceremonii Przydziału jej oczy wydały się być Hermionie złotawe przy źrenicach. Ale to nie to samo.
Czyjeś silne ręce złapały ją od tyłu i wyrwały z zamyślenia. Odwróciła głowę, a jej brązowe oczy spotkały inne- jadowicie zielone. Na chwilę zakochani pogrążyli się w namiętnym pocałunku, podczas którego Harry wziął Hermionę na ręce i usiadł z nią na swoich rękach na kanapie.
Dziewczyna przerwała na chwilę by złapać powietrze i po chwili dalej złączyli się w pocałunku. Chłopak wplótł jedną dłoń w jej brązowe włosy, a drugą wsadził pod jej bluzkę i zaczął błądzić po jej plecach. Ona zarzuciła mu ręce na szyję, a ich języki spotkały się w szalonym tańcu.
***
Dochodziła siódma rano, więc Aśka postanowiła zejść w końcu na ziemię.
Ubrała się, a włosy zaplotła w grubego francuza.
Popatrzyła jeszcze raz za okno. Tu było inaczej niż w Polsce, za którą tak bardzo tęskniła. Nie było tutaj też jej przyjaciół. Wprawdzie wiedziała, że niedługo zaprzyjaźni się z Hermioną, Harrym i Ronem, ale to nie było to samo.
Gdy była na końcu schodów zobaczyła Harrego i Hermionę, którzy całowali się na kanapie. Uśmiechnęła się na ich widok i cicho przeszła obok do dziury pod portretem. Byli tak zajęci, że nawet jej nie zauważyli.
***
Hermiona dyszała ciężko. Jeszcze nigdy nie całowała Harrego w taki sposób.
-Lepiej już chodźmy, bo nas ktoś zauważy.- powiedział swojej ukochanej do ucha Harry, a ta przytaknęła
Przed wyjściem Harry poprawił okulary i przygładził rozczochrane (bardziej niż zwykle) włosy. Natomiast Hermiona zapięła wszystkie guziki swojej bluzki i przeczesała palcami brązowe loki.
***
Do Wielkiej Sali zakochani weszli trzymając się za ręce. O tej porze na śniadaniu było mało osób. Hermiona jednak zobaczyła siedzącą samotnie Gryfonkę. Podeszła do niej i usiadła obok.
-Jak się tu znalazłaś?- zapytała zdziwiona 
-Normalnie.
-Byłam z Harrym w Pokoju Wspólnym i nikogo nie zauważyliśmy.
-Byliście tak zajęci, że nie zauważylibyście, gdyby Voldemort zaczął tańczyć walca w różowej sukience ze Snapem na fotelu obok was.
Hermiona się uśmiechnęła i spłonęła rumieńcem.
-,,Co ci tak do śmiechu siostra?"- w tym czasie do Wielkiej Sali wszedł Draco
-,,A co ci do tego?"
-,,Chodzi o Pottera, prawda?"
-,,A nawet jeśli to co?"
-,,Nic. Po prostu jesteś moją siostrą i martwię się o ciebie."
-,,To przestań się martwić."
-,,Ej co to za laska obok ciebie?"
-,,Draconie Godryku Gryffindorze ty tylko o jednym? I gdzie byłeś wczoraj podczas śniadania?"
-,,No wiesz... Oblewałem twój wygrany mecz i..."
-,,Znowu się upiłeś?!"
-,,Zmieniasz temat."
-,,Ech... Co ja z tobą mam...? To nowa uczennica, która przyjechała z Polski i uczy się na naszym roku."
-,,No to dzisiaj na łączonym OPCM-ie będzie na co popatrzeć..."
-,,Draco..."
-,,No co?!"
-,,Nico!"
Wprawdzie Hermiona siedziała plecami do brata, ale jednak telepatia potrafiła zdziałać cuda.
***
Gryfoni i Ślizogoni siedzieli cicho jak mysz pod miotłą, ponieważ Snape był w wyjątkowo złym humorze. Gryfoni wiedzieli co jest tego przyczyną. A mianowicie panna Joanna Rychlicka.
-Dzisiaj nie będziecie potrzebować ławek.- powiedział chłodno nauczyciel, a wszyscy wymienili zdziwione spojrzenia- Wstańcie.
Wszyscy wykonali jego polecenie, a ławki zniknęły.
-Ustawcie się w rzędzie. Dzisiaj powtórzymy wasze informacje o Boginach.
-Ale profesorze, uczyliśmy się na ich temat w trzeciej klasie.
-Tak panno Greanger, ale powiedziałem, że to sobie powtórzycie. Jak mniemam, zaklęcie znacie?- wszyscy pokiwali głowami
Pierwszy w kolejce stał Ron. Snape wypuścił Bogina z szafy, a oczom wszystkich ukazał się olbrzymi pająk, przypominający Aragoga.
-Riddiculus.- Ron wymamrotał zaklęcie, a po chwili pająk był różowy z wielką kokardą na grzbiecie
Snape zdębiał, gdy klasa wybuchła śmiechem. Nigdy by nie przypuszczał, że Wasleyowi zaklęcie może wyjść tak dobrze.
Za Ronem było dwóch Ślizogonów, a następnie Aśka.
Dziewczyna podeszła do Bogina, a ten wzleciał w górę i rozpłyną się w powietrzu.
Cała klasa- łącznie z nauczycielem- zdębiała.
-No to gdzie jest to czego się boję?- zapytała drwiąco Aśka
-To niemożliwe...
-Nic nie jest niemożliwe profesorze.
-Jak ty to zrobiłaś?!
-Nie rozumiem.
-Jakim cudem Bogin rozpłyną się w powietrzu?!- Snape był wściekły
-Pan jest nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią i pan to powinien wiedzieć.
-DOSYĆ TEGO!!! ZEJDŹCIE MI Z OCZU!!!
Wszyscy uczniowie ulotnili się w błyskawicznym tempie. Wszyscy oprócz Aśki. Ona nic sobie nie robiła ze słów nauczyciela i wyszła z klasy na samym końcu.
***
-Rety ona jest niesamowita!
-Ron, przecież wczoraj powiedziałeś, że jest dziwna.
-Och Hermiono. Ona niczego się nie boi.
-Mam na ten temat inne zdanie.
-Sugerujesz, że chciała wnerwić Snape i oszukała Bogina?- Harry odgadł myśli dziewczyny
-Dokładnie tak.
-To niemożliwe. Nie umiałaby tego zrobić. Przecież to najbardziej zaawansowana magia i nikt normalny nie potrafiłby tego zrobić!- rudowłosy upierał się przy swoim
-Masz racje Ron. Ale jestem pewna, że ona ma większą moc niż myślimy.
-Co masz na myśli?- Harry objął ramieniem swoją dziewczynę
-Niedługo się dowiecie.- dziewczyna uwolniła się od chłopaka i poszła w stronę portretu Grubej Damy
***
-Jak to zrobiłaś?- Hermiona zapytała Aśkę, gdy były same w dormitorium
-Nie rozumiem.
-To znaczy, że ty naprawdę niczego się nie boisz?
-A, o to ci chodzi. Oczywiście, że się boję.
-Więc co zrobiłaś?
-Nie chciałam, żeby Snape i cała klasa dowiedzieli się czego się boję i ukryłam się przed Boginem.
-Ale dlaczego?
-Już niedługo się dowiesz.
-No dobrze, a co to znaczy, że się ukryłaś?
-Boginy sprawiają, że w ludzkim umyśle pojawiają się ich najstraszniejsze koszmary. By one się nie ukazywały trzeba "wyłączyć" swój umysł i go "ukryć" w głębi siebie. W ten sposób Bogin będzie myślał, że nie żyjemy lub nas tam nie ma i po prostu zniknie.
-Wow, niesamowite.
-Jak chcesz to mogę cię tego nauczyć.
-Naprawdę? A mogłabyś jeszcze Harrego i Rona, bo jestem pewna, że też by chcieli to potrafić.
-Oczywiście.
-To kiedy zaczynamy.
-Może po kolacji w Pokoju Życzeń?
-Świetnie! Idę im powiedzieć!
***
Gdy brązowowłosa weszła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, natychmiast dostrzegła na kanapie przed kominkiem znajome sylwetki przyjaciół. Podeszła do nich i ucałowała w głowę swojego chłopaka na powitanie.
-A ja?!- zapytał oburzony Ron
Przyjaciele ryknęli śmiechem.
-Chcielibyście wiedzieć co zrobić, żeby Bogin zniknął?- zapytała Hermiona siadając obok
-Pewnie.- odpowiedzieli jednocześnie chłopcy
-Więc bądźcie w Pokoju Życzeń po kolacji.
-Po co? Ty będziesz nas tego uczyć?- dopytywał się Ron
-Nie ja tylko Aśka.
-A co jeżeli to podstęp?
-Przesadzasz Ron.- teraz Harry wziął stronę Hermiony
-Po prostu przyjdźcie. Dobrze?- brązowooka popatrzyła wymownie na rudowłosego, a ten westchnął i powiedział
-Dobra. Przyjdę.
***
Złota trójka Hogwartu szła w stronę Pokoju Życzeń. Zatrzymali się przed gobelinem, a Hermiona zaczęła się przechadzać, myśląc o Aśce.
Po chwili ich oczom ukazały się drzwi. Weszli i znaleźli się w dużym pomieszczeniu, podobnym do tego w którym zeszłego roku ćwiczyła Gwardia Dambledora, ale bez luster.
-Cześć.- usłyszeli głos z drugiej strony sali
-Cześć.- odpowiedzieli entuzjastycznie Harry i Hermiona, a Ron wymamrotał coś niezrozumiale, ale Aśka się tym nie przejęła
-Chodźcie, usiądźcie.- dopiero teraz zauważyli, że pokój jest podzielony na dwie części
Po jednej stronie stały cztery srebrne fotele, a po drugiej stara szafa.
Trójka przyjaciół podeszła do Aśki i usiedli na fotelach.
-Najpierw musicie nauczyć się kontrolować swój umysł.- zaczęła- Bogin nie może wiedzieć czego się boicie, więc musicie go ukryć.
-Co takiego?- zainteresował się Harry
-Boginy zaglądają w najdalsze zakamarki naszego mózgu i żeby nie zobaczyły tego, czego najbardziej się boimy, musimy po prostu ukryć umysł.
-Jak to zrobić?- Ron najwidoczniej przekonał się do Polki
-To bardzo proste, ale musicie się dobrze skupić.- gdy przytaknęli kontynuowała- Gdy już to zrobicie powtarzajcie w myślach: fundamenta montium conturbata sunt**. Ale muszę was ostrzec. Poczujecie się dziwnie, a zaklęcie bardzo osłabia. To kto chce spróbować pierwszy?
-Ja.
-Dobrze Hermiono. Chodź za mną.
Brązowowłose dziewczyny podeszły do szafy.
-Jesteś gotowa?
-Jak najbardziej.
Aśka cofnęła się trochę i wykonała ręką ruch, jakby chciała otworzyć niewidzialne drzwi. Chłopcy przyglądali się temu po drugiej stronie sali.
Drzwi szafy uchyliły się lekko, a ze środka wypłynęła dziwna postać. Wyglądała trochę jak jakiś czarny zarys człowieka, od którego biła szarawa poświata. 
,,Więc tak naprawdę wygląda bogin."- pomyślała Hermiona
-Hermiono skup się!
Dziewczyna posłuchała rady koleżanki i zaczęła usilnie powtarzać w myślach:
- ,,
Fundamenta montium conturbata sunt. Fundamenta montium conturbata sunt..."
Hermiona poczuła się dziwnie. Nagle obraz się jej lekko rozmył, a gdy znowu nabrał ostrości dziewczyna obserwowała salę ze swojego poprzedniego miejsca i jednocześnie- ku jej zdziwieniu- z góry. 
Bogin zaczął krążyć wokół niej, a po chwili zniknął. Zaraz po tym zdziwieniu Hermiona "wróciła" z góry i obraz na powrót stał się normalny.
-Brawo Hermiono!- krzyknęła Aśka i ją uścisnęła
-To było niesamowite!
Chłopcy podbiegli do dziewczyn.
-Teraz ty Ron.- oznajmiła długowłosa
Rudowłosemu zrzedła mina.
-J-ja?- zapytał
-A znasz innego Rona?
Harry objął Hermionę ramieniem i odsunęli się kawałek do tyłu.
-Gotów?- w odpowiedzi rudy przemknął nerwowo ślinę i pokiwał głową
Aśka znów wykonała ręką ruch- otwieranie drzwi, a z szafy wyleciał kolejny bogin. Niestety po chwili zmienił się w ogromnego pająka.
Aśka szybko odepchnęła Rona i sama stanęła przed okropnym stworem. Ten szybko się rozpłyną.
-Ron, nic ci nie jest?- przyjaciele szybko podeszli do rudego, który w tej chwili leżał na podłodze
Nagle spostrzegli, że trzeci bogin wydostał się z szafy i zmierzał w stronę Aśki.
-Uważaj!- zdążyła krzyknąć Hermiona
Gdy długowłosa się odwróciła, stanęła oko w oko ze stworem. Po chwili bogin dosłownie wszedł w Aśkę. Trójka przyjaciół przyglądała się temu z przerażeniem. Brązowowłosa skuliła się na podłodze, a jej oczy przybrały złotą barwę. Jej ubrania zmieniły się w długą do samej ziemi, szarą suknię, a szkolna szata w szarą pelerynę. Włosy miała spięte w koka, a kilka pasm swobodnie zwisało do przodu. We włosach nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie ich kolor. Były złote z kilkoma srebrnymi pasmami.
*****
*(łac.)- pół śmierci
**(łac.)- ukryj mnie
*****
Dzisiaj urodziny obchodzi Harry Potter, więc wszystkiego najlepszego!
Komentarze mile widziane:)

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 9: Nowa uczennica.

,,Zrozumiałem, że istnieją ludzie, w których towarzystwie człowiek czuje się lepiej, wszystko, co gorzkie przemija, a świat rozpromienia słońce."

Hans Chrystian Andersen- Baśń mojego życia

*****

Następnego dnia rano Wielka Sala wyglądała inaczej niż zwykle. I nie chodzi tu o wystrój, tylko o przedmiot stojący na stopniach przed stołem nauczycielskim. Uczniowie schodzący na śniadanie, patrzyli na stołek ze zdziwieniem, ponieważ nie spodziewali się nikogo nowego w Hogwarcie.
Pogrążona w myślach Hermiona dopiero po chwili zwróciła uwagę na przedmiot. Usiadła pomiędzy Harrym a Ronem i zapytała ich:
-O co chodzi?
-Nie wiemy.- odparł rudowłosy
-Może ktoś dojdzie do szkoły?- bardziej stwierdził, niż zapytał Harry
Jakby na potwierdzenie jego słów Dambledor powstał i zaczął mówić:
-Chyba jesteśmy już w komplecie. No może prawie- dodał rozglądając się po sali- Dzisiaj dołączy do nas nowa uczennica. Przyjechała z Polski i będzie się uczyła razem z szóstą klasą.
Po jego słowach McGonagall podeszła z Tiarą Przydziału do stołka i zawołała:
-Joanna Rychlicka*
Przez drzwi Wielkiej Sali weszła wysoka, szczupła dziewczyna. Wszyscy chłopcy patrzyli na nią jak na najpiękniejszy obraz. No, może z wyjątkiem Harrego i Rona.
Miała piękne, ciemno czekoladowe oczy, które przy samych źrenicach wydawały się być złote, a jej brązowe, sięgające do kolan włosy, były splecione w gruby warkocz. Wyróżniało ją także białe pasmo włosów po lewej stronie głowy.
Dziewczyna ledwo co usiadła na stołku i McGonagall nie zdążyła jej jeszcze nałożyć Tiary na głowę, gdy magiczny kapelusz zawołał głośniej niż zwykle:
-Gryffindor!!!
Wszyscy którzy byli w Wielkiej Sali, nie kryli zdziwienia. Jeszcze nikt nigdy nie został wybrany tak szybko, a Tiara zawsze oznajmiała wybór domu ciszej. A teraz jej głos dało się usłyszeć chyba w całym zamku.
Dziewczyna zaś podeszła do stołu Gryffindoru z uśmiechem na ustach (chociaż Hermionie ten uśmiech wydał się trochę dziwny) i usiadła niedaleko Złotej Trójki.
***
Pierwszą lekcją tego dnia była Obrona Przed Czarną Magią. Gryfonom nie uśmiechała się myśl o tym, że nietoperz z lochów będzie się nad nimi znowu pastwił.
Nowa uczennica usiadła w ławce z Hermioną.
Gdy Snape sprawdzał obecność, zatrzymał się na nowej i popatrzył w jej oczy z ironicznym uśmiechem na ustach. Po chwili spochmurniał i kontynuował sprawdzanie listy obecności.
Hermiona rozejrzała się po klasie, by zobaczyć co było przyczyną zachowania Snape. Po chwili napotkała złośliwy uśmiech na twarzy nowej dziewczyny, która wpatrywała się w nauczyciela zwycięskim spojrzeniem.
Hermiona wiedziała, że to niezwykła uczennica, która skrywa wiele tajemnic. I wcale się nie myliła.
-No dobrze. Może panna Rychlicka powie nam coś o Zaklęciach Niewybaczalnych?- Severus przyglądał się nowej z satysfakcją
-Są trzy Zaklęcia Niewybaczalne...- powiedziała wstając
-To wszystko czego cię uczyli w poprzedniej szkole?- zadrwił nietoperz
-Nie pozwolił mi pan dokończyć profesorze.- wszyscy zwrócili wzrok na Joannę, jeszcze nikt nie odważył się tak zwrócić do Snape
Sam nauczyciel zdębiał.
-Więc jak już mówiłam są trzy Zaklęcia Niewybaczalne. Imperius, Cruciatus i Avada Kedavra. Imperius służy do przejmowania kontroli nad innymi stworzeniami. Ofiara klątwy przestaje samodzielnie myśleć, pozostając posłuszna rozkazom czarodzieja, który rzucał klątwę. Cruciatus jest zaklęciem służącym do zadawania bólu. Ofiara zaklęcia przeżywa niewyobrażalne męki, jednak nie umiera – zaklęcie trwa tak długo, aż czarodziej rzucający je zdejmie klątwę. Czarodziej będący ofiarą klątwy myśli jedynie o tym, by umrzeć i nigdy już tak nie cierpieć. Avada Kedavra to najgroźniejsze z Zaklęć Niewybaczalnych, nieodwracalne, za jego sprawą uśmiercić można żywą istotę i nie ma na nie przeciwzaklęcia. Zaklęciu towarzyszy zielony błysk i świst. Od klątwy tej zginęła większość ofiar Voldemorta i śmierciożerców. Użycie go przeciw istocie ludzkiej karane jest dożywotnim pobytem w Azkabanie. Do jego rzucenia trzeba mocy większej od mocy niepełnoletniego ucznia. Jedyną osobą, której udało się je przeżyć, jest Harry Potter i osoba, którą znam osobiście, jednak nie będę wymieniać jej z nazwiska.
Wszyscy Gryfoni z szóstego roku wybałuszyli oczy, słysząc jej odpowiedź.
W Snapie aż się gotowało. Zdołał tylko wycedzić przez zaciśnięte zęby:
-Zejdźcie. Mi. Z oczu.
***
-Nie wydaje wam się, że ona jest dziwna?- zapytał Ron gdy dogonił dwójkę przyjaciół
-Ona jest bardzo dziwna.- odparł Harry
-Mnie się wydaje, że jest raczej tajemnicza, a nie dziwna.
-Jak dla mnie za dużo wie o Zaklęciach Niewybaczalnych, a co jeśli jest Śmierciożerczynią?- Ron jak zawsze nie ufał ludziom
-Nie byłaby w Gryffindorze.- Hermiona jak zwykle trzeźwo myślała
-Ron, ona ma rację. Ale zgadzam się z tobą na temat zaklęć.- poparł dwójkę przyjaciół Harry
***
W Pokoju Wspólnym Gryffindoru było tłoczno, więc Hermiona postanowiła pójść do swojego dormitorium. Obok swojego łóżka zobaczyła drugie. Domyśliła się że należy ono do nowej uczennicy i że będą razem mieszkać.
Chwilę później do dormitorium dziewczyn z szóstego roku weszła nowa.
-Hermiona Granger, tak?
-Tak, ale skąd ty...
-McGonagall powiedziała, że jesteś najlepszą uczennicą w historii Hogwartu i że mogę poprosić cię, żebyś mnie oprowadziła po zamku. To jak?
-Jasne. Jeżeli chcesz, możemy iść od razu.
-Dzięki.
-No, to chodźmy.
Hermiona postanowiła zacząć oprowadzać Polkę od błoni.
Szły skrajem Zakazanego Lasu, a Hermiona opowiadała nowej koleżance, jakie magiczne istoty tam mieszkają.
-Joanno, więc gdzie ty...
-O nie.- nowa stanowczo przerwała brązowookiej- Nie nazywaj mnie tak. To trochę dziwne i strasznie oficjalne.
-Więc jak mam do ciebie mówić?
-Wystarczy Asia, albo Aśka. Wszyscy tak na mnie mówią.
-Nawet nauczyciele?
-Nie. Ale oni nie mówią Joanna, tylko Joasia.- po chwili jednak dodała- Chociaż czasem zdarza się Asia.
-Nie podoba ci się to imię?
-Nie, wręcz przeciwnie.
-No, to dlaczego nie chcesz, by cię tak nazywano?
-Joanna to polski odpowiednik angielskiego Jane, lub Joanne i u nas to po prostu dziwnie brzmi jak ktoś mówi, np. ,,Joanno przynieś mi gazetę z kuchni". Bardziej normalnie brzmi ,,Aśka, przynieś mi gazetę z kuchni". Asia, Aśka i Joasia to zdrobnienia.
-Aha. Czyli coś takiego jak rodzice mówią do mnie Hermionko?
-Tak.
-No dobra. Więc Aśka.- zaczęła ponownie Hermiona- Gdzie mieszkasz?
-Mieszkałam w Polsce.
-Dlaczego mieszkałaś?
-To dość długa historia. Powiem na razie tylko tyle, że to jest z tym związane.- Aśka wskazała na swoje białe pasemko
-Jakie jest twoje drugie imię?
-Katarzyna.- Aśka widząc zdziwioną minę Hermiony dodała- Po angielsku Kathleen , albo Katharine.
-Mówiłaś, że Joanna to odpowiednik Jane?
-Tak, a co?
-Jane to moje drugie imię.
-Wiem.
-Skąd ty...
-A to już kolejna tajemnica.
-Jesteś strasznie tajemnicza Joanno Katarzyno Rychlicka.
-Tak jak ty Hermiono Jane Gryffindor.- Asia uśmiechnęła się szyderczo i puściła Hermionie oczko
Brązowooka stanęła jak wryta. Skąd ta Polka o tym wiedziała?
-No co tak stoisz jak słup soli?
Hermiona ocknęła się:
-Dambledor ci powiedział?
-Jeżeli chcesz, żeby nikt poza mną, Harrym, Dambledorem i Niną o tym nie wiedział, to przestań się wydzierać i chodźmy porozmawiać w Pokoju Życzeń, dobrze?- zaskoczona wypowiedzią koleżanki Hermiona po chwili przytaknęła
Jak się okazało Aśka doskonale znała zamek. Przez całą drogę to ona prowadziła do Pokoju Życzeń oniemiałą Hermionę, a nie na odwrót.
Na siódmym piętrze Asia przeszła trzy razy koło ściany i oczom dziewczyn, ukazały się drzwi.
Hermiona weszła do pokoju, pomalowanego na granatowo. Podłoga była wyłożona z jasnych paneli. Przy ścianie, dokładnie naprzeciwko okna stała duża, złota kanapa.
Asia usiadła na niej i dała znak Hermionie by się przysiadła. Dziewczyna wykonała polecenie i po chwili ponownie zapytała:
-Dambledor ci powiedział?
-Nie.
-Więc skąd to wiesz?
-Przecież to widać na pierwszy rzut oka.
-Jak to?!
-Spokojnie. Nie wszyscy są w stanie zobaczyć takie rzeczy.
-A ty to widzisz?
-Pewnie.
-A jeszcze ktoś umiałby to zobaczyć?
-Większość moich przyjaciół i nauczycieli z Polski, ale wątpię, że w Wielkiej Brytanii czarodzieje potrafiliby nauczyć się widzieć pewne rzeczy.
-Co to znaczy?
-My w naszej szkole uczymy się widzieć, a nie tylko patrzeć.- widząc zdziwioną minę Hermiony dodała- Gdy patrzysz to wiesz, że Ron jest zakochany w Lunie, ale gdybyś widziała,- ostatni wyraz szczególnie podkreśliła- to wiedziałabyś, że skoczyłby za nią w ogień, a nawet by poświęcił swoje życie.
-Ron?- nie dowierzała Hermiona
Asia przytaknęła.
-To niesamowite! Nie spodziewałabym się tego po nim. Jak ty to robisz?
-To proste. Wystarczy zwracać uwagę na różne szczegóły.
-Skąd wiesz, że Ron by to zrobił?
-Dzisiaj na zaklęciach z Krukonami było wyraźnie widać co do niej czuje. Gdy na nią patrzył, w jego oczach był strach, miłość i determinacja. 
-Rety! To niesamowite!
-Powtarzasz się.
Hermiona zlekceważyła złośliwa uwagę Aśki.
-Nauczysz mnie?
-Ty już potrafisz dostrzegać pewne rzeczy.
-Jak to?
-Przecież wiedziałaś, że Nina jest pół- Czarodziejką, prawda?
-No tak. Ale...
-Nie pytaj skąd to wiem. I tak ci nie powiem.- przerwała koleżance Aśka, a po chwili dodała- Ale zgoda. Pomogę ci się tego nauczyć.
Hermiona uśmiechnęła się. Nie wiedziała dlaczego, ale miała pełne zaufanie do Polki i dobrze się czuła w jej towarzystwie, chociaż znała ją niecały dzień. Wiedziała, że na pewno się zaprzyjaźnią.
Chwilę dziewczyny siedziały w milczeniu, aż w końcu cicho odezwała się Hermiona:
-Ty jesteś tą drugą osobą, która przeżyła, prawda?
Asia podwinęła nogi pod brodę i odpowiedziała:
-Tak.
-Czy mogę cię o coś zapytać?
-Pytać można zawsze.
-Dlaczego przyjechałaś do Hogwartu?- Hermiona wiedziała, że najlepiej będzie zmienić temat
-Dostałam misję, którą muszę wypełnić. Dopiero wtedy będę mogła wrócić do Polski.
-Dlaczego?
-Dowiesz się z biegiem czasu.
Po tych słowach Asia wstała i ruszyła w stronę drzwi. Gdy była już w progu, Hermionie zdawało się że po jej policzku spłynęła samotna łza. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że owa łza była srebrna.
Gryffindorówna pokręciła głową. ,,Przecież to niemożliwe."- pomyślała.
Jednak jedna, mała łza nie dawała jej już spokoju.
Każda choćby najmniejsza łza jest zawsze czymś spowodowana. Jedne łzy są łzami szczęścia, inne zaś zrodziły się z cierpienia lub smutku. Pojedyncze łzy są natomiast spowodowane impulsem.
Żeby przestać się zadręczać pytaniem,- jakim cudem łza mogła być srebrna- poszła do biblioteki. Pomimo tego, że znała każdy biblioteczny regał na pamięć, to nigdzie nie mogła znaleźć odpowiedniej książki. Nagle coś ją tknęło by pójść do Działu Ksiąg Zakazanych.
Szukała przez jakieś pięć minut, gdy nagle z regału obok spadła książka. Jej okładka była zwykła, szara bez żadnych napisów. Hermiona otworzyła książkę, ale ta ku jej zdziwieniu zawierała tylko czyste karty.
-Dziwne.- powiedziała sama do siebie i odłożyła książkę
Po chwili książka znowu sama wypadła.
-Co jest...
Tym razem gdy Hermiona wzięła tajemniczą książkę do ręki, na okładce pojawił się złoty, lekko pochylony w prawą stronę kwiat lilii, z którego spływały krople rosy. Natomiast na górze pojawił się również złoty napis:
,,Potestates antiqua reum"**
Hermiona wiedziała od razu, że to starożytna ,,Liber cogitationes"***, o której czytała na trzecim roku.
Księga ta ukazywała się bardzo rzadko. Gdy ktoś kto ją znalazł, dotykając jej pomyślał o tym co go dręczy, księga natychmiast dawała odpowiedź. Jednak było jedno ale. Po wybraniu "tematu", nie można go było zmienić, a gdy już się wiedziało wystarczająco dużo na ten temat, księga po prostu znikała.
Hermiona wzięła książkę i (uważając po drodze żeby jej nikt nie zauważył) szybko wyszła z biblioteki.
***
Gdy Asia wyszła z Pokoju Życzeń, szybko udała się do dormitorium.
Usiadła na łóżku i spostrzegła na szacie srebrną plamkę. W pierwszej chwili przestraszyła się że ktoś to widział, ale przypomniała sobie, że nie spotkała nikogo po drodze. ,,Ale Hermiona mogła to zauważyć."- odezwał się głosik w jej głowie. Aśka za wszelką cenę próbowała sobie przypomnieć kiedy łza spłynęła po jej policzku. Na marne.
Cicho westchnęła i wyjęła z szafki przy łóżku mały flakonik z błękitnym płynem. Wypiła trochę specyfiku i zajęła się czyszczeniem szkolnej szaty ze srebra.
Gdy skończyła, ruszyła w stronę wyjścia. Minęła Pokój Wspólny i przeszła przez dziurę pod portretem. Szła szkolnymi korytarzami aż do sowiarni. Na miejscu wyjęła kartkę i pióro i napisała na niej:

Panie profesorze.
Pierwsza lekcja skończona, przynajmniej dla Hermiony. Oczywiście cały czas będzie się tego uczyć. Harry też niedługo powinien się tego nauczyć, choćby od Hermiony.
PS. Potrzebuję więcej eliksiru.
J. K. R.

Zwinęła list w rulon i przyczepiła do nóżki jednej ze szkolnych sów. Wychodząc Aśka spojrzała jeszcze na zachód słońca. Promienie jakby tańczyły na- w tej chwili pomarańczowym nieboskłonie. Aśka zamknęła oczy. Jej twarz owiewał delikatny wiatr. W domu, gdy była mała zawsze podczas wschodów i zachodów słońca wychodziła na wzgórze niedaleko domu i podziwiała piękno natury. Ale później to wszystko się zmieniło.
Najpierw wypadek, później Voldemort. Jej świat jedenaście lata temu po prostu legł w gruzach, a gdy już prawie go odbudowała, zło znowu postanowiło stanąć jej na drodze.
*****
*- zbieżność nazwisk przypadkowa
**- ,,Moce starożytnych istot"
***- ,,Księga Myśli"
Mam nadzieję, że się podoba :)
(Komentujcie)

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 8: Mecz Quindicha

,,Ludzie są gotowi uwierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę" 

Carlos Ruiz Zafón- Cień wiatru

*****
-Draco Malfoy?!- krzyknęła Nina
-Ciszej. Jest już po północy.
-Sugerujesz, że ten tleniony blondyn jest twoim bratem bliźniakiem, moim kuzynem i potomkiem Godryka Gryffindora?!- kuzynka Hermiony wstała i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju
-Tak.- powiedziała spokojnie Hermiona
-To może wyjaśnisz mi jakim cudem on jest w Slytherinie?- powiedziała opadając na kanapę niebieskooka
-Mówiłam Ci, że do niedawna myślał, że jest synem Lucjusza Malfoya. Wpajano mu czarną magię do głowy od najmłodszych lat! Niby skąd miał wiedzieć kim tak naprawdę jest, skoro wszyscy myśleli, że zginął piętnaście lat temu?
-Masz rację. Po prostu nie mogę pogodzić się z myślą, że ktoś kto od lat drwił z Gryfonów może być potomkiem założyciela tego domu.
-Wiem jak się czujesz, ale on na prawdę się zmienił.
-Fakt. Od początku roku nie widziałam żeby się nad kimś znęcał, albo przynajmniej się wyśmiewał z młodszych uczniów innych domów.
-Od kiedy się dowiedział prawdy, szczerze znienawidził Malfoyów i Voldemorta.
-Czy ktoś jeszcze o tym wie?
-Tak. Ginny Wasley. Ale do niej mam pełne zaufanie.
-Ale o tym kim naprawdę jesteś na pewno wie więcej osób co? Na przykład niejaki Harry Potter, sławny Wybraniec.
-Tak, to prawda. Dowiedział się przez przypadek w pierwszej klasie. Ale ty też nie jesteś tylko potomkinią Gryffindora.
-O czym ty mówisz?- Nina się lekko speszyła
-Daj spokój. Myślisz, że naprawdę nie wiem, że jesteś pół- Czarodziejką?
-Ale skąd ty...
-To proste. Po pierwsze: masz większą moc niż rówieśnicy, po drugie: twoja mama nie jest mugolaczką, tylko czarownicą pół krwi i po trzecie: jestem Czarodziejką i potrafię widzieć takie rzeczy.
-Kiedyś nie wiedziałaś, że nią jestem.
-Bo kiedyś nie patrzyłam. Jaka jest twoja dodatkowa moc?
-Mam moc gwiazd.- gdy to mówiła, podeszła do okna, wyciągnęła rękę i przestawiła kilka gwiazd na nieboskłonie, oraz przywołała jedną do siebie
-Wow, a twoje siostry?
-Margaret potrafi rozmawiać ze wszystkimi zwierzętami na świecie, a Emilii przenosi różne przedmioty nie dotykając ich, ani nie używając różdżki.
Rozmawiały o różnych mocach jeszcze jakiś czas, gdy Hermiona trzeźwo zapytała:
-Która godzina?
Nina zerknęła na gwiazdy i odpowiedziała:
-W pół do czwartej.
-Rety, przegadałyśmy prawie pięć godzin!
-Lepiej już chodźmy, zanim zauważą nasze zniknięcie.
Dziewczyny szybko opuściły Pokój Życzeń i udały się w stronę wieży Gryffindoru. Jednak w połowie drogi ktoś stanął im na drodze. Była to profesor McGonagll.
-Czy możecie mi łaskawie wytłumaczyć gdzie wy się włóczycie o czwartej nad ranem?!
-Pani profesor my...- zaczęła Nina, ale nie mogła nic wymyślić
-My chciałyśmy...- tym razem Hermiona zabrała głos, ale zamilkła tak jak poprzedniczka
-Dość tego! Greanger, Grass ze mną do dyrektora i to już! I minus piętnaście punktów dla każdej z was!
Oburzone Gryfonki nie próbowały protestować, ponieważ wiedziały czym się takie protesty skończą. Bez zbędnych słów poszły więc za nauczycielką transmutacji.
-Cytrynowe dropsy.- powiedziała wicedyrektorka, gdy były już pod chimerą
Szybko weszły po schodach za McGonagall, a ta zapukała. Po usłyszeniu słowa ,,proszę", weszły do środka.
-Co was tu sprowadza o tak wczesnej porze?
-Włóczyły się po korytarzach, więc je przyprowadziłam.
-Rozumiem Minerwo. Możesz już odejść. Ja się nimi zajmę.
-Więc- zaczął, gdy nauczycielka zniknęła za drzwiami- ile odjęła wam punktów?
-Piętnaście od każdej.- powiedziała smętnie Nina
-No, to ja wam przyznaję trzydzieści punktów za szczerość.
-Ale jak to?- zdziwiła się Hermiona
-Gdyby McGonagall wiedziała kim jesteście, przymknęłaby na to oko.
-Ale profesorze...- tym razem odezwała się Nina
-Zmykajcie do łóżek, zanim się rozmyślę.
Zdziwione dziewczyny wyszły z gabinetu dyrektora i udały się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Musiały oczywiście obudzić Grubą Damę, która udzieliła im "krótkiego" kazania na temat spacerów po nocy i powrotów o tak późnej porze.
-Chyba wczesnej. Jest po czwartej rano.- Hermiona poprawiła Grubą Damę
-Już ty mnie dziecko nie denerwuj.
-Możemy w końcu wejść?
-Och, no dobrze.
W Pokoju Wspólnym panowała zupełna cisza. Do wschodu słońca zostało jeszcze trochę czasu.
,,Jak dobrze, że jutro jest niedziela. Wróć. Dzisiaj jest niedziela"- pomyślała senna Hermiona. Za to Nina wyglądała na wypoczętą.
-Jak ty to robisz?
-Ale co?
-No, że nie chce ci się spać. 
-Zawdzięczam to mojej mocy. Gdy gwiazdy są na niebie, nie muszę spać.
Gdy miały wchodzić już do swoich dormitoriów, Nina powiedziała do kuzynki:
-Myślę, że powinnaś powiedzieć Harremu.
-O czym?
-O Draconie.
-Pomyślę nad tym. Dobranoc.
-Dobranoc.
***
Gdy Hermiona zeszła na śniadanie, większość uczniów już je skończyło. Jednak przy stole Gryfonów zobaczyła rudą czuprynę Rona, oraz kruczoczarną swojego chłopaka.
-Gdzie byłaś? Martwiłem się o Ciebie.
-Później Ci opowiem. Teraz jestem strasznie głodna.
Po zjedzonym śniadaniu Złota Trójca Hogwartu, zdecydowała, że już dawno nie byli u Hagrida i poszli go odwiedzić.
-Holibka, gdybym wiedział, że przyjdziecie to bym coś przygotował.
-Naprawdę nie trzeba Hagridzie.- odpowiedziała Hermiona
-To prawda, wystarczy nam herbata- odparł Ron, gdy zobaczył wyraz twarzy pół- olbrzyma
-Jak tam przygotowania do meczu Harry?- zapytał Hagrid, gdy pili już gorący napój
-Całkiem dobrze.
-Całkiem dobrze?! Stary zamęczasz nas na treningach i mówisz, że ,,całkiem dobrze"?!- oburzył się rudowłosy przyjaciel
-Uważam, że stać was na coś więcej.
***
-Smoku, co się z tobą dzieje?
-Co masz na myśli Bleis?
-Ostatnio nie wyzywasz szlam, nie drażnisz pierwszorocznych, stary to nie w twoim stylu!
-Może kiedyś mnie zrozumiesz.
Zabbini z niedowierzaniem wysłuchał przyjaciela i po prostu zdębiał. Zmienił się od wakacji. To było pewne. Tylko co i dlaczego go tak zmieniło? A raczej kto?
***
Nadszedł dzień meczu. Było chłodno, ale nie wiał wiatr i była dobra widoczność.
Harry wstał z samego rana i poszedł na spacer po błoniach. Nie umknęło to uwadze Hermiony, która siedziała na parapecie i czytała- mimo wczesnej pory- książkę pt. ,,Czarno-magiczne przedmioty", którą wzięła z Działu Ksiąg Zakazanych.
Szybko ją odłożyła i nie zastanawiając się długo uchyliła okno. Po chwili nad zamkiem zaczęła latać duża orlica.
Harry chodził po błoniach Hogwartu bez celu, gdy nagle z zamyślenia wyrwały go odgłosy orła. A tak właściwie- orlicy.
Hermiona wylądowała miękko na ramieniu Harrego.
-Nie wiedziałem, że potrafisz zmieniać się w orlicę.
-Przecież umiem zmieniać się we WSZYSTKIE zwierzęta na świecie Harry.- powiedziała dziewczyna i zaczęła rozglądać się czy nikt przypadkiem ich nie obserwuje
-Nie martw się. Wszyscy jeszcze na pewno śpią.
Pewna słów ukochanego szybko wylądowała na ziemi i zmieniła się z powrotem w człowieka.
-Co tu robisz tak wcześnie?
-Mógłbym Cię zapytać o to samo.
-Harry, ja mówię poważnie.
-Ja też.- westchnął widząc spojrzenie Gryffindorówny i powiedział- Myślę o meczu.
-Przecież mamy najlepszą drużynę w szkole.
-Nie chodzi mi o to.
-Więc o co?
-Od wczoraj mam złe przeczucia.
-To znaczy?
-Mam wrażenie, że coś złego się stanie.
-Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- zaczęła pocieszać swojego chłopaka
W rzeczywistości panna Gryffindor też miała złe przeczucia dotyczące meczu. I miała nieodparte wrażenie, że będzie to dotyczyć Ślizogonów, z którymi będzie dzisiejszy mecz.
***
Gra toczyła się w najlepsze.
Było 50:90 dla Gryffindoru. Nagle Hermiona spostrzegła jak jacyś Ślizogoni z siódmego roku celują w Ginny różdżką.
Niestety nie zdążyła zareagować, bo po chwili potraktowana Crucio i Sectumsemprą Ginny, leciała w nieprzytomna w dół. Gdyby nie szybka reakcja Dambledora, pewnie by nie żyła.
Hermiona szybko zbiegła z trybun, by zobaczyć co z przyjaciółką. Na miejscu był już Dambledor z McGonagall i Snapem.
Hermiona z Harrym, Ronem i resztą drużyny stali niedaleko i obserwowali nieprzytomną dziewczynę ze strachem.
-Nie martwcie się. Pannie Wasley nic nie będzie, ale niestety nie będzie mogła dokończyć meczu.- odezwał się dyrektor, po czym wyczarował niewidzialne nosze i zaniósł Ginny do Skrzydła Szpitalnego
-Za pół godziny wznowienie gry.- krzyknęła pani Hooch z trybun
-I co teraz zrobimy?- zapytał swojej drużyny Harry- Nie mamy jednej ścigającej.
-A może ty zagrasz Hermiono.- Ron zwrócił się do przyjaciółki
-Ja? Ale...
-Przecież świetnie grasz!- rudowłosy nie dawał za wygraną
-Sama nie wiem.
-No zgódź się. Proszę...- Harry zrobił do niej maślane oczy
-Ech... No dobrze. Poddaję się. Zgoda.
-Szybko chodź się przebrać.- Harry dał jej strój i zaprowadził do szatni
***
-Drużyna Gryffindoru wraca na boisko.- krzyczał Colin Creevery- A to co? Gryfoni mają nową ścigającą!- wszyscy zwrócili wzrok na brązowowłosą dziewczynę, która kroczyła z innymi graczami ramię w ramię- O ile mnie wzrok nie myli to Hermiona Greanger!
Wszyscy Ślizogoni prychnęli na to nazwisko z wyjątkiem pewnego szukającego, który uśmiechnął się na widok swojej siostry na boisku. Na szczęście nikt tego nie zauważył. No może oprócz jednej, bystrej osoby.
-,, Nie szczerz się tak bo jeszcze ktoś zauważy"- Draco usłyszał głos siostry w swojej głowie.
-,, Mogłabyś mnie nie straszyć? I to jeszcze telepatycznie?"
-,, A jak mam cię ostrzec?"
-,, Normalnie!"
-,, Dobre sobie."
-Gracze wsiadają na miotły- kontynuował Colin- I już są w powietrzu. Kafla mają Ślizogoni. Vaisey do Urquharta i nie ma gola! Świetny obrona Rona Wasleya! Kafla przejmują Gryfoni. Katie do Hermiony, Hermiona i gol!!! 50: 100 dla Gryffindoru!
Dziewczyna była zdziwiona, że tak dobrze jej poszło. Gdy grała z Wasleyami i Harrym podczas wakacji, trudniej jej było strzelić gola. Może dlatego, że Ron był obrońcą Gryffindoru?
Hermiona podczas meczu strzeliła jeszcze osiem goli, a gdy Harry złapał znicza, było 60: 330.
***
-Hermiono byłaś wspaniała!- wszyscy Gryfoni gratulowali po kolei Gryffindorównie
-Harry chodźmy do Ginny.- poprosiła swojego chłopaka Hermiona, gdy tylko gratulacje się skończyły, a Gryfoni postanowili urządzić imprezę
Po drodze zabrali jeszcze ze sobą Rona.
-Jak się czujesz Ginny?- pierwsza zapytała brązowooka
-Już dobrze. Kto wygrał mecz?
-A jak myślisz? Oczywiście, że my.- odpowiedział siostrze Ron
-A kto grał za mnie?
-Ja.- odpowiedziała nieco speszona dziewczyna
-Hermiona była świetna! Strzeliła dziewięć goli i doprowadziła do wyniku 60: 180!- wychwalał swoją dziewczynę Harry
-Tak się cieszę Hermiono, że wreszcie grasz!- ucieszyła się Ginny
-Dosyć o mnie! Kiedy wychodzisz?
-Jutro.
-To świetnie! Więc wtedy sobie pogadamy. Chodźcie chłopaki. Ginny musi odpocząć.
*****
W następnym rozdziale nowa uczennica. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)
(Komentujcie)