W drugą sobotę września była wycieczka do Hogsmeade.
Harry
szedł z Hermioną za rękę, a jego fanki przyglądały się temu zazdrośnie.
Niektóre wskazywały Hermionę palcami i krzywiły się z niesmakiem.
Zakochanych to nie obchodziło. Liczyli się tylko oni.
-Dokąd idziemy Harry?
-Zaraz zobaczysz.
Wyszli
z wioski i udali się do pobliskiego lasu. Po kilku minutach oczom
dziewczyny ukazała się prześliczna polana. Na środku stała błękitna
ławka. Usiedli na niej, a Hermiona zauważyła wyskrobany napis na
drewnianej poręczy: ,,Na zawsze twój." Obok było J+L obtoczone
serduszkiem.
-Moi rodzice często tutaj przychodzili.
-Na randki?
-Nie tylko. To tutaj tato oświadczył się mamie.
-Jakie to romantyczne.
-Wiem. Dlatego cię tu przyprowadziłem.
Harry objął Hermionę ręką i mocno przytulił. Po chwili spojrzał jej prosto w oczy i wyszeptał:
-Na zawsze twój.- po czym namiętnie pocałował
Nie wiedzieli ile czasu minęło. Pięć minut, dziesięć, dwadzieścia, godzina? Nie liczyli czasu.
***
-Musimy już wracać Harry.
-Nie chcę.
-Ja też nie, ale musimy wracać.
-Nienawidzę wojen.- powiedział nagle Harry
-A kto je lubi?
***
Szli jedną z ulic. Wioska była prawie pusta. Nic dziwnego, przecież było już ciemno.
Nagle w bocznej uliczce zobaczyli Dracona.
-Mówię ci, że on coś knuje.
-Nie zawracajmy sobie tym teraz głowy.
-Może lepiej pójść za nim?
-Harry!
-No dobrze już dobrze, wracamy do zamku. No nie patrz tak na mnie!
Hermiona jednak nie słuchała Harrego. Telepatycznie rozmawiała z bratem, bo bardzo ją zmartwiło dokąd wybiera się tak późno.
Było
już bardzo późno kiedy dotarli do zamku. Starali się iść jak najciszej,
żeby Filch ich nie usłyszał. Gdy dotarli do pokoju wspólnego okazało
się że jest druga w nocy. Pożegnali się i poszli do swoich dormitoriów.
Harry
nie mógł zasnąć. Cały czas dręczyły go koszmary. Ale to nie były zwykłe
koszmary. Śniło mu się że Hermiona zamknięta jest w ciemnym pokoju i
była cała w krwi, a jej ubranie było poszarpane. Nagle dało się słyszeć
wręcz psychopatyczny śmiech. To śmiał się Voldemort.
Harry zszedł
do pokoju wspólnego. W kominku przygasał ogień. Chłopak zapomniał na
chwilę o złym śnie i usnął. Nie wiedział co go czeka.
***
Hermiona
obudziła się wcześniej. Jej współlokatorki jeszcze spały. Postanowiła
przejść się przed śniadaniem.W pokoju wspólnym ktoś był. Podeszła do
śpiącego chłopaka, delikatnie pocałowała go w policzek i odeszła.
Powietrze
było zimne, ale dla Hermiony było idealne. Podeszła na skraj lasu i
usiadła na korzeniu jednego z drzew. Przyglądała się wielkiemu zamkowi.
Odkąd pamięta zawsze czuła się tam bezpiecznie. Poczuła jak ktoś siada
obok niej, ale nikogo nie widziała.
-Gdzie wczoraj byłeś?
-Skąd wiesz, że to ja?
-Zapominasz, że jesteśmy bliźniakami.
-No tak.
-No to, gdzie wczoraj byłeś?
-Byłem na spotkaniu śmierciożerców.
-Znowu?
-Tak.
-I jakie mają plany?
-Chcą kogoś porwać, ale nie wiem kogo.
-Dlaczego nie wiesz?
-Spóźniłem się.
-Kiedy to wszystko się skończy?
-Oby jak najszybciej.
-A co będzie jeżeli Voldemort odkryje, że jesteś szpiegiem?
-Wtedy zmienię nazwisko i zostanę z tobą.
-Ale ja mówię serio.
-Ja też.
-Nie do wiary, że my się kiedyś nienawidziliśmy.
-Ludzie się zmieniają.
-Cicho ktoś idzie.
Zza chatki Hagrida wyłoniła się ognistoruda dziewczyna. Usiadła obok Hermiony.
-Ty też się wcześniej obudziłaś?- zapytała Hermiona przyjaciółkę
-Tak i postanowiłam się przejść. Ej co to jest?- Ginny podniosła z ziemi błyszczącą tkaninę
-Mi to wygląda na pelerynę- niewidkę.
-Ale co to tu robi?
-Nie wiem- brązowowłosa przypomniała sobie spotkanie z bratem. ,,Musiał ją mieć na sobie"- pomyślała
-Może to Harrego?
-Możliwe. Później go o to zapytam.
-Hermiono...
-Tak.
-Jakie to uczucie się zakochać?
-No, wiesz. Tego nie da się opisać. A czemu pytasz?
-Ja... ja się chyba zakochałam.
-W Zabbinim?
-Nie. To było tylko zauroczenie.
-Więc w kim?
-W Nevillu.- Ginny spłonęła rumieńcem
-To wspaniale.
-Naprawdę się cieszysz?
-Pewnie, przecież jesteś moją najlepszą przyjaciółką i cieszę się twoim szczęściem.
-Dzięki Hermiono.- przyjaciółki się przytuliły
-A co u Luny?
-To ty nie wiesz?
-O czym mam wiedzieć?
-Ron z nią chodzi.
-Co takiego?!
-Wczoraj ją poprosił żeby była jego dziewczyną. Nic wam nie powiedział?
-Nie.
Plotkowały
jeszcze jakiś czas i poszły na śniadanie. Hermiona cały czas myślała
kogo chcą porwać śmierciożercy. Draconowi też nie dawało to spokoju.
***
Po
południu Harry miał trening Quinditha. Hermiona siedziała na trybunach i
obserwowała grę. Wprawdzie Harry prosił by zgłosiła się do drużyny, ale
odmówiła.
Zaczął padać deszcz, więc postanowiła wrócić do zamku.
Gdy była w pobliżu zakazanego lasu zaczęły z niego wychodzić
zakapturzone postacie, ale zamyślona dziewczyna ich nie zauważyła.
-Crucio!- po błoniach rozszedł się krzyk, zagłuszony odgłosami deszczu
***
-Ron, nie widziałeś Hermiony?
-Ostatni raz na treningu.
-Dzięki.- mruknął Harry i poszedł dalej szukać ukochanej
Po dwóch godzinach postanowił pójść do dyrektora.
-Profesorze, nigdzie nie mogę znaleźć Hermiony.
-Jak to?
-Była z nami na treningu, ale jak zaczął padać deszcz, poszła do zamku, a teraz szukam jej od dwóch godzin i nigdzie jej nie ma.
-Przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu.
-Pytałem wszystkich i nikt jej nie widział.
-Dziwne, bardzo dziwne. A może jest w bibliotece?
-Byłem tam trzy razy.
-Idź teraz na kolację. Jeżeli jutro też jej nie będzie, przyjdź do mnie.
-Dobrze panie profesorze.
Draco
Malfoy przysłuchiwał się całej tej rozmowie przed drzwiami do gabinetu
dyrektora. Gdy Harry wychodził, ukrył się za starą rzeźbą.
-Jak to nie ma Hermiony?!- młody Gryffindor wpadł do gabinetu bez pukania
-Witam Draco.
-Profesorze o czym mówił Potter?
-Po prostu nie mógł znaleźć pańskiej siostry.
-I pan tak spokojnie o tym mówi?
-Posłuchaj Draco. Znasz Hermionę i wiesz jaka ona jest. Na pewno wróci.
-Ale
jak byłem na ostatnim spotkaniu Voldemort mówił o jakimś porwaniu. Nie
wiem kogo chcieli porwać, ale mieli to zrobić dzisiaj!
-Jesteś pewny?
-Oczywiście!
-Idź do wielkiej sali i udawaj, że nic nie wiesz. Ja się tym zajmę.
***
-Gadaj co planuje Dambledor i Potter!- Malfoy był już widocznie zmęczony zachowaniem dziewczyny
-Nie wiem.- wyszeptała dziewczyna
-Crucio!
Hermiona nie krzyczała. Po prostu po ponad godzinie tortur nie miała już sił.
-Na pewno wiesz! Przecież jesteś dziewczyną bliznowatego.
Zakrwawiona dziewczyna podniosła głowę i ponownie wyszeptała:
-Nie wiem.
-Crucio!- brązowooka poczuła nową ranę na brzuchu i metaliczny posmak w ustach
-Wystarczy! On chce żeby dziewczyna była żywa.- Belatrix wyrwała różdżkę z ręki Lucjusza
Malfoy
przeniósł Hermionę zaklęciem pod drewniane drzwi, otworzył je i kopną
ją z całej siły w brzuch, zrzucając ją tym samym w dół piwnicy. Hermiona
leżała przy schodach w piwnicy Malfoy Manor. Czuła, że na pewno ma coś
złamanego. Była cała we krwi. Wkońcu zemdlała z wycieńczenia.
***
Następnego
dnia zmartwiony Harry poszedł do dyrektora, ale go tam nie zastał.
McGonagall wyjaśniła mu, że jeszcze wczoraj wieczorem gdzieś wyjechał i
nie wiadomo kiedy wróci.
-Harry, dalej nie wiadomo gdzie jest Hermiona?- Ginny była tym tak samo przejęta jak jej przyjaciel
-Nie. Byłem przed chwilą u Dambledora, ale go nie ma.
-Jak to nie ma?
-Wyjechał wczoraj wieczorem i jeszcze nie wrócił.
-Ale dokąd wyjechał?
-Nie mam pojęcia. McGonagall też nie wie.
-Nie martw się. Przecież ją znasz. Na pewno się znajdzie.
Załamany
Harry postanowił przejść się po zamku. Rozmyślał o Hermionie. Ostatnio
przez treningi spędzał z nią mniej czasu. Miał nadzieję, że nic jej się
nie stało.
Gdy szedł jednym z bardzo starych korytarzy w którym
nigdy nie był, usłyszał płacz. Wychylił się zza ściany i na schodach
zobaczył Draco Malfoya! Nigdy by się nie spodziewał, że to on płacze.
Ale dlaczego? Draco zaczął coś mówić. Harry słyszał tylko niektóre
słowa: ,,To moja wina.", ,,Oby nic jej się nie stało." czy też ,,Gdzie
ona może być?". Harry nie miał pojęcia o kim mówi młody Malfoy.
Wrócił do dormitorium z mieszanymi uczuciami.
***
-Proszę, proszę. Szlama Potterka.-usłyszała kpiący syk obok siebie i otworzyła oczy. Niedaleko niej stał Voldemort.
-Co mamy z nią teraz zrobić panie?-Belatrix skłoniła się do ziemi
-Na razie ją tu trochę potrzymamy, a potem napadniemy na Hogwart. Słynny Harry Potter na pewno będzie chciał ją uratować.
-Świetny plan panie.- tym razem to Malfoy się ukłonił
-A teraz... Crucio!
Hermiona
była gotowa błagać już o śmierć, ponieważ na nią zaklęcie niewybaczalne
działało ze zdwojoną siłą, ale pomyślała o Harrym. O jego pięknych
zielonych oczach, silnych ramionach w których czuła się bezpiecznie. To
trzymało ją przy życiu. Myśl, że on ją na pewno uratuje i znów będą
razem.
-Sectussempra!- tortury zaczęły się na dobre.
Po
skończonym spotkaniu śmierciożerców na którym niestety nie było Dracona,
Malfoy znowu zamknął ja w piwnicy. Jednak tym razem nie przeniósł jej
zaklęciem, ale kopał ją aż pod drzwi tak mocno, że aż przesuwała się pod
wpływem uderzenia. Pod ścianą wziął ją za zakrwawione ręce i przystawił
do drzwi po czym kopnął ją z całej siły w brzuch, otwierając tym samym
drzwi. Bezwładne ciało Hermiony potoczyło się schodami w dół. Gdyby ją
ktoś teraz zobaczył to by jej nie poznał. Siniaki na całym ciele,
poszarpane ubranie, wiele ran i krew. Najcenniejsza krew Czarodziejki.
***
Tej
nocy Harry nie mógł zasnąć. Cały czas śniły mu się koszmary, w których
śmierciożercy torturowali Hermionę. Widział jej zakrwawioną twarz, oczy
pełne bólu. Myślał, że to tylko koszmary jednak były takie
rzeczywiste...
*****
Komentujcie plisss.
czwartek, 22 maja 2014
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 4: Hogwart
Dzisiaj moje urodziny więc zgodnie z obietnicą 4 rozdział
*****
-Szybciej, szybciej bo się spóźnicie!- ponaglała ich pani Weasley
-Spokojnie mamo, na pewno zdążymy- uspokajał ją Ron
Droga na dworzec King's Cross minęła przyjaciołom bardzo szybko. Gdy byli już w pociągu Harry i Hermiona poszli do przedziału dla prefektów, a Ron i Ginny poszli do przedziału, w którym byli już Nevill i Luna i zajęli miejsca również przyjaciołom.
-Hermiono, tak sobie myślałem...
-O kogo my tu mamy? Szlama i bliznowaty.- przerwał Harremu Bleis Zabbini
-Stul pysk Zabbini!- krzyknął Draco Malfoy i odeszli
-Czy on właśnie przerwał Zabbiniemu naśmiewanie się z nas?- Harry zdębiał
-Na to wygląda.- Hermiona nie była tym przejęta- Co mi chciałeś powiedzieć?
-No wiesz... podobasz mi się i- dziewczynie zawirowało w głowie- No... ja...
-Wydusisz to z siebie?
-Kocham cie! Zadowolona?!
Hermione zatkało, a Harry poczuł, że uginają się mu nogi. ,,Po co ja to powiedziałem?"- pomyślał. Po dłuższym milczeniu brązowooka zdobyła się na odwagę:
-Ja też cie kocham Harry- wyszeptała, a Harry rozpromienił się, objął ją w pasie i namiętnie pocałował.
Do przedziału wrócili trzymając się za ręce.
-Czy my o czymś nie wiemy?- zdziwiła się Luna
-Można tak powiedzieć.- uśmiechnęła się Hermiona, pocałowała Harrego w policzek i usiadła koło Luny przy oknie.
***
-Hermiono, obudź się. Za chwilę będziemy w Hogwarcie. Chłopcy wyszli, możemy się przebrać- szeptała do ucha przyjaciółki Luna
-Zaspałam?
-Tak. I spałaś jak suseł.- zaśmiała się Ginny
Po dwudziestu minutach, pociąg zaczął zwalniać i zatrzymał się. Przyjaciele wyszli na zatłoczony peron, a po chwili usłyszeli znajomy głos Hagrida, który wołał do siebie uczniów pierwszej klasy. Przywitali się i ruszyli do zamku.
Na wakacjach Hermiona nauczyła Harrego jak rozmawiać telepatycznie i od tamtego czasu często rozmawiali ze sobą w ten sposób. Dzięki temu Harry często pytał o zwyczaje i moce Czarodziejek i był pewny, że nikt go nie usłyszy.
,,Nareszcie w domu"- powiedziała Hermiona w myślach do Harrego, który to potwierdził.
Usiedli na swoich stałych miejscach przy stole i przyglądali się Ceremonii Przydziału. Gdy ostatni uczeń został przydzielony Ron szepnął- ,,Nareszcie"- na co przyjaciele parsknęli śmiechem.
-Chciałbym coś ogłosić- powiedział donośnym głosem Dambledor i uciszył uczniów gestem ręki- W tym roku nauczycielem eliksirów zostanie Horacy Slughorn, a obrony przed czarną magią Severus Snape- Ślizogoni zaczęli wiwatować, a odpowiedziało im buczenie Gryfonów- Mam też inne wieści. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia odbędzie się bal dla uczniów klas 5-7. To tyle, pałaszujcie.- na stołach pojawiły się różnorodne potrawy, a dziewczyny zaczęły gorączkowo rozmawiać o balu.
***
Zmęczona i najedzona do syta Hermiona położyła się do łóżka. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że chodzi z Harrym. To było spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Ale wciąż pamiętała o wojnie i o tym, że jej ukochany będzie musiał zabić Voldemorta. ,,Jeżeli on tego nie zrobi to ja go zabije. Zaraz, przecież Harry na pewno sprosta zadaniu"- pomyślała i natychmiast zasnęła.
Rano obudziło ją stukanie do okna. Otworzyła je i odwiązała list od nóżki sowy, która natychmiast odleciała. Zaskoczona dziewczyna zaczęła czytać:
U mnie w gabinecie po śniadaniu.
Albus Dambledor
PS. Fasolki są we wszystkich smakach.
Brązowowłosa ubrała się i zeszła do pokoju wspólnego.
-Cześć kochanie. Dobrze spałaś?- powitał ją Harry
-Oczywiście, że tak.- pocałowała go w policzek i razem z Ronem zeszli na śniadanie
-O nie! Na pierwszej OPCM.- zmarkotniał Ron
-Może nie będzie tak źle?
-Optymistka się znalazła! Od kiedy lubisz lekcje ze Snapem?
-Przestań Ron, przecież wiesz, że ich nie cierpię.
Gdy zjadła śniadanie wyjaśniła chłopakom, że Dambledor ją wezwał i poszła w kierunku gabinetu dyrektora.
-Fasolki wszystkich smaków.- powiedziała przed gargulcem, a ten się odsunął
Zapukała do drzwi i kiedy usłyszała krótkie ,,Proszę" weszła do środka
-Wzywał mnie pan?
-Tak. Usiądź proszę. Cytrynowego dropsa?
-Nie, dziękuję.
-Jak wiesz przepowiednia Harrego stłukła się podczas waszej ostatniej przygody w Ministerstwie.- Hermiona pokiwała głową- Otóż, była tam jeszcze jedna przepowiednia. Niezwykle ważna. Ona tez się stłukła.
-O kim była?
-O tobie.
-Nie rozumiem.
-Pytałaś kiedyś co może oznaczać twoja blizna. Teraz już wiem. W dniu kiedy Harry pokonał Toma powstała nowa przepowiednia: ,, W maju narodziła się najpotężniejsza dziewczynka jaką świat widział do tej pory. Potomkini wielkiego rodu. Pomoże Wybrańcowi w wykonaniu zadania, ponieważ zło zawsze znajduje powrotną drogę. Będzie miała znak jak Wybraniec. Jej moc będzie rosnąć z każdym dniem, a mądrość przewyższy wszystkich. Wybraniec pokocha ją na całe życie. Nic nie stanie im na drodze do zwycięstwa. Ostatecznego dnia pomoże mu wyzwolić świat ze zła ujawniając moc wszystkim i już na zawsze będą razem."
-Czemu pan mi wcześniej nie powiedział?
-Bo nie chciałem nikogo zmuszać do miłości, no a teraz...
-Skąd pan wie?
-Wieści szybko się roznoszą. Zmykaj na zajęcia.
-Do widzenia profesorze.
***
-Spisałem ci notatki z lekcji.
-Dziękuję jesteś kochany.- dziewczyna pocałowała chłopaka na korytarzu
-Nie przy ludziach- roześmiał się Ron
-Co teraz mamy?- Hermiona oderwała się od Wybrańca
-Opieka nad magicznymi stworzeniami ze Ślizogonami- popatrzył na plan Harry
-No to chodźmy.
Na błoniach grzało jeszcze słońce. W końcu był dopiero 2 września. Trójka przyjaciół szła w stronę chatki Hagrida. W połowie drogi minął ich Draco Malfoy nie mówiąc ani słowa chociaż Hermiona w swoich myślach usłyszała: ,,Cześć siostra" i odpowiedziała bratu również telepatycznie.
-On coś knuje.- stwierdził Ron
-Czemu tak myślisz?- spytała Hermiona
-Malfoy nie byłby sobą gdyby czegoś nie knuł. Zresztą dziwnie się zachowuje.
-To prawda. Nie docina nam już, a w pociągu gdy Zabbini chciał się z nas powyśmiewać uciszył go.-Harry był tego samego zdania co przyjaciel
-Może się zmienił.
-Tacy ludzie nigdy się nie zmieniają. Zaraz. Ty go bronisz?!
-Nie skąd. Tak tylko sobie gadam. Pewnie to od tego słońca. Mówię co mi ślina na język przyniesie.- Harry i Ron wymienili zdziwione spojrzenia.
Lekcja minęła dość spokojnie pomijając fakt, że Hagrid znowu pokazał im jakieś niezwykle niebezpieczne stworzenie o trudnej nazwie które prawie spaliło kwasem jego dom.
Podczas lunchu Harry zapytał:
-A tak właściwie to po co Dambledor cię wezwał?
-Nie ważne. Tak sobie gadał.
Harry wiedział, że Hermiona coś przed nim ukrywa, za dobrze ją znał. Tylko co?
***
Wieczorem Hermiona położyła się wcześniej, ale pomimo tego nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o przepowiedni: ,,...I już na zawsze będą razem.", oraz o słowach Harrygo: ,,Tacy ludzie się nie zmieniają". Przecież to nie prawda. Draco się zmienił i to bardzo.
Około północy zasnęła. Śniło jej się że biegnie przez las za świetlistym jeleniem.
***
Pierwszy tydzień nauki minął jej dość spokojnie, chociaż co noc śniło jej się że biegnie za świetlistym jeleniem. Było to bardzo dziwne biorąc pod uwagę to, że jeleń to patronus Harrego, a zaczęła o tym śnić w dniu kiedy dowiedziała się o przepowiedni.
Szukając odpowiedzi na pytanie dlaczego śni jej się cudzy patronus, poszła do biblioteki. Nie znalazła odpowiedniej książki, więc udała się do działu ksiąg zakazanych. Na szczęście miała na to pozwolenie dyrektora, ponieważ zaklęcia Czarodziejek było można znaleźć tylko tam. Znalazła książkę o którą jej chodziło, schowała ją do torby i wróciła do dormitorium.
Harry miał dzisiaj trening, a na zewnątrz lało jak z cebra, więc mogła spokojnie pogrążyć się w lekturze. Po godzinie znalazła odpowiedź. ,,Jeżeli komuś śnią się cudze patronusy oznacza to, że te osoby są bardzo ze sobą zżyte i nie potrafią żyć bez siebie." Hermiona przetarła oczy. Czy to możliwe? To byłoby spełnieniem jej marzeń, lecz jedno ją martwiło. Wojna. Nie dawała jej spokoju. Od pewnego czasu stale o tym myślała. Postanowiła odnieść książkę zanim ktoś zauważy że jednej brakuje.
Idąc korytarzem była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła nadchodzącej osoby i w nią wpadła.
-Uważaj jak chodzisz!
-Przepraszam profesorze.
-A co ty tam chowasz?
-Nic takiego. To tylko książka.
-Pokaż mi ją.
-Nie.
-Pokazuj!- wyrwał z rąk dziewczyny książkę i uśmiechnął się tryumfalnie- Proszę, proszę. Dział Ksiąg Zakazanych. Teraz to ci się dostanie. Do dyrektora!
-Tak profesorze.- zgodziła się pokornie, ale i tak wiedziała, że dyrektor nic jej nie powie. Przecież ma jego pozwolenie.
Złapał ją za rękę i prowadził wprost do gargulca.
-Fasolki wszystkich smaków.- wypowiedział sucho hasło i weszli na górę
-Dyrektorze, przyłapałem ją z książką z działu ksiąg zakazanych.
-Spokojnie Severusie. Na pewno to wyjaśnimy.
-Ale jak to? Nie będzie żadnej kary?
-Skoro nalegasz.- zdziwiona Hermiona popatrzyła na Dambledora- minus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
-Ale profesorze...
-Severusie, zostawisz nas samych? Chciałbym porozmawiać z nią w cztery oczy.
-Ależ oczywiście.- Snape był widocznie zadowolony
-I plus dwadzieścia za wyniesienie jej tak że nikt nie zauważył- dyrektor puścił uśmiechniętej dziewczynie oczko- No zmykaj.
Hermiona miała rację. Dambledor nic jej nie powiedział, a Gryffindor nie stracił przez nią punktów. Uśmiechnięta wróciła do Pokoju Wspólnego, w którym zastała Harrego. Podeszła do niego i pocałowała go delikatnie w głowę.
-Gdzie byłaś?
-U dyrektora.
-Po co?
-Snape przyłapał mnie z książką.
-Dział Ksiąg Zakazanych?
-Tak. Przecież wiesz, że ja też muszę się uczyć różnych zaklęć.
-I co powiedział Dambledor?
-Nic.
-Jak zwykle. Ale powinnaś bardziej uważać na Snapa.
-Zamyśliłam się, nie zauważyłam go.
-Można się było tego po tobie spodziewać.
***
- Dzisiaj porozmawiamy o historii Gryffindoru.- oznajmił Binns- Na pewno wiecie kto był założycielem waszego domu, ale czy wiecie o Czarodziejkach?
-Profesor McGonagall kiedyś nam coś wspominała.- powiedział Nevill
-Otóż Czarodziejki są bardzo potężne i mądre. Czarodziejki zrodziły się w czterech domach Hogwartu. Dwie były córkami Haffelpuf i Ravenclaw, a dwie żonami Slytherina i Gryffindora. Najpotężniejsza była Mary Gryffindor, dlatego Slytherin rzucił urok przez który Czarodziejki w rodzinie Godryka rodziły się rzadko, bo Czarodziejki z pełną mocą są czysto krwiste, a półkrwi nie mają pełnych mocy. Do tej pory były tylko Dwie Czarodziejki Gryffindoru- Mary Gryffindor i jej praprawnuczka Sara Gryffindor. Przez usta prawdziwej Czarodziejki nie może przejść żadne zaklęcie niewybaczalne, a klątwa tortur działa na nie ze zdwojoną mocą. Jednak Czarodziejki Gryffindoru nie da się zabić zwykłym zaklęciem śmierci. Nie zadziała na nie. Można je zabić tylko starożytnym zaklęciem przy pomocy swoich dwudziestu sług, którzy dobrowolnie oddadzą nam swoje moce, by można było je zabić.- pierwszy raz na historii magii nikt nie spał i wszyscy słuchali uważnie
Harry podniósł rękę.
-Tak Harry?
-Profesorze, a co z Daphne i Williamem Gryffindor? Przecież mieli bliźniaki- chłopca i dziewczynkę, a z tego co wiem Daphne była czystej krwi.- Hermiona skarciła Harrego w myślach
-To dobre pytanie. Jednak mieli oni wypadek 15 lat temu i zginęli.
-A gdyby jednak żyli?
-No cóż, gdyby żyli to kto wie?
-Ale przecież to możliwe, że ich córka była Czarodziejką.
-To fakt. Zwłaszcza, że od poprzedniej Czarodziejki minęło już kilkaset lat. Myślę, że córka Daphne i Williama mogła być Czarodziejką.
-Pomyślcie co by było gdyby Czarodziejka Gryffindoru chodziła do naszej klasy.- rozmarzyła się Lawender
-To mogło by być możliwe. Przecież miała by tyle lat co i my.- powiedziała bez przekonania Hermiona
Dyskusja o Trzeciej Czarodziejce trwała całą lekcję. Nikt w klasie(oprócz Harrego) nie wiedział, że Czarodziejka żyje i była z nimi od pierwszej klasy.
***
-Musiałeś pytać co by było gdyby?
-Kochanie, nie złość się.
-Wiesz jak trudno było mi nie wykrzyczeć na całą klasę, że to ja jestem Trzecią Czarodziejką, a moich rodziców zabił Voldemort? Mam już dość ciągłego poniżania. Nie zamierzam też milczeć gdy ktoś mówi o moich rodzicach z lekceważeniem.
-Proszę cię, uspokój się.
-Jak mam się uspokoić?!- w odpowiedzi Harry przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
Stali przylepieni do siebie dopóki do Pokoju Wspólnego nie wkroczył Ron.
-O widzę, że przeszkadzam.- przyjaciele popatrzyli po sobie i wybuchnęli śmiechem.
*****
Nowy rozdział postaram się dodać 22 lub 23 maja.
*****
-Szybciej, szybciej bo się spóźnicie!- ponaglała ich pani Weasley
-Spokojnie mamo, na pewno zdążymy- uspokajał ją Ron
Droga na dworzec King's Cross minęła przyjaciołom bardzo szybko. Gdy byli już w pociągu Harry i Hermiona poszli do przedziału dla prefektów, a Ron i Ginny poszli do przedziału, w którym byli już Nevill i Luna i zajęli miejsca również przyjaciołom.
-Hermiono, tak sobie myślałem...
-O kogo my tu mamy? Szlama i bliznowaty.- przerwał Harremu Bleis Zabbini
-Stul pysk Zabbini!- krzyknął Draco Malfoy i odeszli
-Czy on właśnie przerwał Zabbiniemu naśmiewanie się z nas?- Harry zdębiał
-Na to wygląda.- Hermiona nie była tym przejęta- Co mi chciałeś powiedzieć?
-No wiesz... podobasz mi się i- dziewczynie zawirowało w głowie- No... ja...
-Wydusisz to z siebie?
-Kocham cie! Zadowolona?!
Hermione zatkało, a Harry poczuł, że uginają się mu nogi. ,,Po co ja to powiedziałem?"- pomyślał. Po dłuższym milczeniu brązowooka zdobyła się na odwagę:
-Ja też cie kocham Harry- wyszeptała, a Harry rozpromienił się, objął ją w pasie i namiętnie pocałował.
Do przedziału wrócili trzymając się za ręce.
-Czy my o czymś nie wiemy?- zdziwiła się Luna
-Można tak powiedzieć.- uśmiechnęła się Hermiona, pocałowała Harrego w policzek i usiadła koło Luny przy oknie.
***
-Hermiono, obudź się. Za chwilę będziemy w Hogwarcie. Chłopcy wyszli, możemy się przebrać- szeptała do ucha przyjaciółki Luna
-Zaspałam?
-Tak. I spałaś jak suseł.- zaśmiała się Ginny
Po dwudziestu minutach, pociąg zaczął zwalniać i zatrzymał się. Przyjaciele wyszli na zatłoczony peron, a po chwili usłyszeli znajomy głos Hagrida, który wołał do siebie uczniów pierwszej klasy. Przywitali się i ruszyli do zamku.
Na wakacjach Hermiona nauczyła Harrego jak rozmawiać telepatycznie i od tamtego czasu często rozmawiali ze sobą w ten sposób. Dzięki temu Harry często pytał o zwyczaje i moce Czarodziejek i był pewny, że nikt go nie usłyszy.
,,Nareszcie w domu"- powiedziała Hermiona w myślach do Harrego, który to potwierdził.
Usiedli na swoich stałych miejscach przy stole i przyglądali się Ceremonii Przydziału. Gdy ostatni uczeń został przydzielony Ron szepnął- ,,Nareszcie"- na co przyjaciele parsknęli śmiechem.
-Chciałbym coś ogłosić- powiedział donośnym głosem Dambledor i uciszył uczniów gestem ręki- W tym roku nauczycielem eliksirów zostanie Horacy Slughorn, a obrony przed czarną magią Severus Snape- Ślizogoni zaczęli wiwatować, a odpowiedziało im buczenie Gryfonów- Mam też inne wieści. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia odbędzie się bal dla uczniów klas 5-7. To tyle, pałaszujcie.- na stołach pojawiły się różnorodne potrawy, a dziewczyny zaczęły gorączkowo rozmawiać o balu.
***
Zmęczona i najedzona do syta Hermiona położyła się do łóżka. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że chodzi z Harrym. To było spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Ale wciąż pamiętała o wojnie i o tym, że jej ukochany będzie musiał zabić Voldemorta. ,,Jeżeli on tego nie zrobi to ja go zabije. Zaraz, przecież Harry na pewno sprosta zadaniu"- pomyślała i natychmiast zasnęła.
Rano obudziło ją stukanie do okna. Otworzyła je i odwiązała list od nóżki sowy, która natychmiast odleciała. Zaskoczona dziewczyna zaczęła czytać:
U mnie w gabinecie po śniadaniu.
Albus Dambledor
PS. Fasolki są we wszystkich smakach.
Brązowowłosa ubrała się i zeszła do pokoju wspólnego.
-Cześć kochanie. Dobrze spałaś?- powitał ją Harry
-Oczywiście, że tak.- pocałowała go w policzek i razem z Ronem zeszli na śniadanie
-O nie! Na pierwszej OPCM.- zmarkotniał Ron
-Może nie będzie tak źle?
-Optymistka się znalazła! Od kiedy lubisz lekcje ze Snapem?
-Przestań Ron, przecież wiesz, że ich nie cierpię.
Gdy zjadła śniadanie wyjaśniła chłopakom, że Dambledor ją wezwał i poszła w kierunku gabinetu dyrektora.
-Fasolki wszystkich smaków.- powiedziała przed gargulcem, a ten się odsunął
Zapukała do drzwi i kiedy usłyszała krótkie ,,Proszę" weszła do środka
-Wzywał mnie pan?
-Tak. Usiądź proszę. Cytrynowego dropsa?
-Nie, dziękuję.
-Jak wiesz przepowiednia Harrego stłukła się podczas waszej ostatniej przygody w Ministerstwie.- Hermiona pokiwała głową- Otóż, była tam jeszcze jedna przepowiednia. Niezwykle ważna. Ona tez się stłukła.
-O kim była?
-O tobie.
-Nie rozumiem.
-Pytałaś kiedyś co może oznaczać twoja blizna. Teraz już wiem. W dniu kiedy Harry pokonał Toma powstała nowa przepowiednia: ,, W maju narodziła się najpotężniejsza dziewczynka jaką świat widział do tej pory. Potomkini wielkiego rodu. Pomoże Wybrańcowi w wykonaniu zadania, ponieważ zło zawsze znajduje powrotną drogę. Będzie miała znak jak Wybraniec. Jej moc będzie rosnąć z każdym dniem, a mądrość przewyższy wszystkich. Wybraniec pokocha ją na całe życie. Nic nie stanie im na drodze do zwycięstwa. Ostatecznego dnia pomoże mu wyzwolić świat ze zła ujawniając moc wszystkim i już na zawsze będą razem."
-Czemu pan mi wcześniej nie powiedział?
-Bo nie chciałem nikogo zmuszać do miłości, no a teraz...
-Skąd pan wie?
-Wieści szybko się roznoszą. Zmykaj na zajęcia.
-Do widzenia profesorze.
***
-Spisałem ci notatki z lekcji.
-Dziękuję jesteś kochany.- dziewczyna pocałowała chłopaka na korytarzu
-Nie przy ludziach- roześmiał się Ron
-Co teraz mamy?- Hermiona oderwała się od Wybrańca
-Opieka nad magicznymi stworzeniami ze Ślizogonami- popatrzył na plan Harry
-No to chodźmy.
Na błoniach grzało jeszcze słońce. W końcu był dopiero 2 września. Trójka przyjaciół szła w stronę chatki Hagrida. W połowie drogi minął ich Draco Malfoy nie mówiąc ani słowa chociaż Hermiona w swoich myślach usłyszała: ,,Cześć siostra" i odpowiedziała bratu również telepatycznie.
-On coś knuje.- stwierdził Ron
-Czemu tak myślisz?- spytała Hermiona
-Malfoy nie byłby sobą gdyby czegoś nie knuł. Zresztą dziwnie się zachowuje.
-To prawda. Nie docina nam już, a w pociągu gdy Zabbini chciał się z nas powyśmiewać uciszył go.-Harry był tego samego zdania co przyjaciel
-Może się zmienił.
-Tacy ludzie nigdy się nie zmieniają. Zaraz. Ty go bronisz?!
-Nie skąd. Tak tylko sobie gadam. Pewnie to od tego słońca. Mówię co mi ślina na język przyniesie.- Harry i Ron wymienili zdziwione spojrzenia.
Lekcja minęła dość spokojnie pomijając fakt, że Hagrid znowu pokazał im jakieś niezwykle niebezpieczne stworzenie o trudnej nazwie które prawie spaliło kwasem jego dom.
Podczas lunchu Harry zapytał:
-A tak właściwie to po co Dambledor cię wezwał?
-Nie ważne. Tak sobie gadał.
Harry wiedział, że Hermiona coś przed nim ukrywa, za dobrze ją znał. Tylko co?
***
Wieczorem Hermiona położyła się wcześniej, ale pomimo tego nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o przepowiedni: ,,...I już na zawsze będą razem.", oraz o słowach Harrygo: ,,Tacy ludzie się nie zmieniają". Przecież to nie prawda. Draco się zmienił i to bardzo.
Około północy zasnęła. Śniło jej się że biegnie przez las za świetlistym jeleniem.
***
Pierwszy tydzień nauki minął jej dość spokojnie, chociaż co noc śniło jej się że biegnie za świetlistym jeleniem. Było to bardzo dziwne biorąc pod uwagę to, że jeleń to patronus Harrego, a zaczęła o tym śnić w dniu kiedy dowiedziała się o przepowiedni.
Szukając odpowiedzi na pytanie dlaczego śni jej się cudzy patronus, poszła do biblioteki. Nie znalazła odpowiedniej książki, więc udała się do działu ksiąg zakazanych. Na szczęście miała na to pozwolenie dyrektora, ponieważ zaklęcia Czarodziejek było można znaleźć tylko tam. Znalazła książkę o którą jej chodziło, schowała ją do torby i wróciła do dormitorium.
Harry miał dzisiaj trening, a na zewnątrz lało jak z cebra, więc mogła spokojnie pogrążyć się w lekturze. Po godzinie znalazła odpowiedź. ,,Jeżeli komuś śnią się cudze patronusy oznacza to, że te osoby są bardzo ze sobą zżyte i nie potrafią żyć bez siebie." Hermiona przetarła oczy. Czy to możliwe? To byłoby spełnieniem jej marzeń, lecz jedno ją martwiło. Wojna. Nie dawała jej spokoju. Od pewnego czasu stale o tym myślała. Postanowiła odnieść książkę zanim ktoś zauważy że jednej brakuje.
Idąc korytarzem była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła nadchodzącej osoby i w nią wpadła.
-Uważaj jak chodzisz!
-Przepraszam profesorze.
-A co ty tam chowasz?
-Nic takiego. To tylko książka.
-Pokaż mi ją.
-Nie.
-Pokazuj!- wyrwał z rąk dziewczyny książkę i uśmiechnął się tryumfalnie- Proszę, proszę. Dział Ksiąg Zakazanych. Teraz to ci się dostanie. Do dyrektora!
-Tak profesorze.- zgodziła się pokornie, ale i tak wiedziała, że dyrektor nic jej nie powie. Przecież ma jego pozwolenie.
Złapał ją za rękę i prowadził wprost do gargulca.
-Fasolki wszystkich smaków.- wypowiedział sucho hasło i weszli na górę
-Dyrektorze, przyłapałem ją z książką z działu ksiąg zakazanych.
-Spokojnie Severusie. Na pewno to wyjaśnimy.
-Ale jak to? Nie będzie żadnej kary?
-Skoro nalegasz.- zdziwiona Hermiona popatrzyła na Dambledora- minus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
-Ale profesorze...
-Severusie, zostawisz nas samych? Chciałbym porozmawiać z nią w cztery oczy.
-Ależ oczywiście.- Snape był widocznie zadowolony
-I plus dwadzieścia za wyniesienie jej tak że nikt nie zauważył- dyrektor puścił uśmiechniętej dziewczynie oczko- No zmykaj.
Hermiona miała rację. Dambledor nic jej nie powiedział, a Gryffindor nie stracił przez nią punktów. Uśmiechnięta wróciła do Pokoju Wspólnego, w którym zastała Harrego. Podeszła do niego i pocałowała go delikatnie w głowę.
-Gdzie byłaś?
-U dyrektora.
-Po co?
-Snape przyłapał mnie z książką.
-Dział Ksiąg Zakazanych?
-Tak. Przecież wiesz, że ja też muszę się uczyć różnych zaklęć.
-I co powiedział Dambledor?
-Nic.
-Jak zwykle. Ale powinnaś bardziej uważać na Snapa.
-Zamyśliłam się, nie zauważyłam go.
-Można się było tego po tobie spodziewać.
***
- Dzisiaj porozmawiamy o historii Gryffindoru.- oznajmił Binns- Na pewno wiecie kto był założycielem waszego domu, ale czy wiecie o Czarodziejkach?
-Profesor McGonagall kiedyś nam coś wspominała.- powiedział Nevill
-Otóż Czarodziejki są bardzo potężne i mądre. Czarodziejki zrodziły się w czterech domach Hogwartu. Dwie były córkami Haffelpuf i Ravenclaw, a dwie żonami Slytherina i Gryffindora. Najpotężniejsza była Mary Gryffindor, dlatego Slytherin rzucił urok przez który Czarodziejki w rodzinie Godryka rodziły się rzadko, bo Czarodziejki z pełną mocą są czysto krwiste, a półkrwi nie mają pełnych mocy. Do tej pory były tylko Dwie Czarodziejki Gryffindoru- Mary Gryffindor i jej praprawnuczka Sara Gryffindor. Przez usta prawdziwej Czarodziejki nie może przejść żadne zaklęcie niewybaczalne, a klątwa tortur działa na nie ze zdwojoną mocą. Jednak Czarodziejki Gryffindoru nie da się zabić zwykłym zaklęciem śmierci. Nie zadziała na nie. Można je zabić tylko starożytnym zaklęciem przy pomocy swoich dwudziestu sług, którzy dobrowolnie oddadzą nam swoje moce, by można było je zabić.- pierwszy raz na historii magii nikt nie spał i wszyscy słuchali uważnie
Harry podniósł rękę.
-Tak Harry?
-Profesorze, a co z Daphne i Williamem Gryffindor? Przecież mieli bliźniaki- chłopca i dziewczynkę, a z tego co wiem Daphne była czystej krwi.- Hermiona skarciła Harrego w myślach
-To dobre pytanie. Jednak mieli oni wypadek 15 lat temu i zginęli.
-A gdyby jednak żyli?
-No cóż, gdyby żyli to kto wie?
-Ale przecież to możliwe, że ich córka była Czarodziejką.
-To fakt. Zwłaszcza, że od poprzedniej Czarodziejki minęło już kilkaset lat. Myślę, że córka Daphne i Williama mogła być Czarodziejką.
-Pomyślcie co by było gdyby Czarodziejka Gryffindoru chodziła do naszej klasy.- rozmarzyła się Lawender
-To mogło by być możliwe. Przecież miała by tyle lat co i my.- powiedziała bez przekonania Hermiona
Dyskusja o Trzeciej Czarodziejce trwała całą lekcję. Nikt w klasie(oprócz Harrego) nie wiedział, że Czarodziejka żyje i była z nimi od pierwszej klasy.
***
-Musiałeś pytać co by było gdyby?
-Kochanie, nie złość się.
-Wiesz jak trudno było mi nie wykrzyczeć na całą klasę, że to ja jestem Trzecią Czarodziejką, a moich rodziców zabił Voldemort? Mam już dość ciągłego poniżania. Nie zamierzam też milczeć gdy ktoś mówi o moich rodzicach z lekceważeniem.
-Proszę cię, uspokój się.
-Jak mam się uspokoić?!- w odpowiedzi Harry przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował.
Stali przylepieni do siebie dopóki do Pokoju Wspólnego nie wkroczył Ron.
-O widzę, że przeszkadzam.- przyjaciele popatrzyli po sobie i wybuchnęli śmiechem.
*****
Nowy rozdział postaram się dodać 22 lub 23 maja.
wtorek, 6 maja 2014
Rozdział 3: Wakacje
Akcja zaczyna się już toczyć tak jak na początku chciałam to napisać( szósty rok nauki w Hogwarcie).
Zapraszam do czytania.
*****
Dziewczyna z długimi, brązowymi lokami zapukała do drzwi i czekała, aż ktoś jej otworzy.Gdy drzwi się uchyliły jej oczom ukazała się masywna sylwetka kuzyna Harrego- Dudleya.
Chłopak patrzył na dziewczynę jak ciele w malowane wrota. Z transu obudziła go Hermiona.
-Czy jest Harry i profesor Dambledor?- spytała
-C...co?
-Pytałam czy jest tu Harry i profesor Dambledor.- powiedziała zirytowana
Dudley zmarudniał. Popatrzył na jaj kieszeń i zobaczył wystającą z niej różdżkę.
-M-mamo! Jest z tymi wariatami jeszcze jedna!- krzyknął wystraszony i pobiegł korytarzem do salonu
-Dziękuję za zaproszenie...- wymamrotała pod nosem Hermiona i weszła ciągnąc za sobą swój kufer. Zapukała do drzwi za którymi zniknął Dudley, a gdy usłyszała ,,Proszę" powoli weszła.
-Dobry wieczór. Cześć Harry.- powiedziała i nie wiedzieć czemu na widok Harrego poczuła zakłopotanie, a na jej policzki wstąpił niezauważalny rumieniec.
-Witam Hermiono. Właśnie mieliśmy z Harrym pożegnać się z niezwykle uprzejmymi gospodarzami- przywitał ją Dambledor, a po następnych słowach razem z Harrym parsknęła śmiechem.
***
-Witajcie kochani!-krzyknęła pani Weasley na ich widok- A gdzie Dambledor?
-Musiał wracać do szkoły- powiedział Harry ,gdy uwolnił się z uścisku starszej pani
-Ach ten Dambledor. Wchodźcie, wchodźcie. Na pewno jesteście głodni.
-Nie, dziękujemy pani.
- Hermiono, co ty wygadujesz, no chodźcie.
-Pana Weasleya nie ma w domu?- zapytał Harry patrząc na rodzinny zegar Weasleyów.
- Odkąd świat dowiedział się o powrocie Sami-Wiecie-Kogo pracuje od świtu do nocy.
-Harry! Hermiona!- rudowłosa dziewczyna pojawiła się znikąd na schodach
-Ginny! Czy ty przypadkiem nie powinnaś być teraz w łóżku?
-Powinnam. Ale usłyszałam głosy z dołu i postanowiłam, że sprawdzę kto to.
***
-No, to opowiadaj co u ciebie. Myślałam, że przyjedziesz dopiero w sierpniu.
-Taki miałam zamiar, ale się rozmyśliłam.
-A co z Harrym?- Ginny uśmiechnęła się tajemniczo
-Nie rozumiem.- Hermiona zakłopotała się
-Przecież widzę jak na niego patrzysz. On zresztą też.
-Naprawdę aż tak to widać?
-Nie, ja po prostu za dobrze cię znam i dlatego wiem, że się w nim podkochujesz.
-Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
-Nawet Ronowi?- Hermiona popatrzyła na przyjaciółkę ze złością- No dobrze, jemu też nic nie powiem. Obiecuję.
-No a ty?
-Co ja?
-Kto ci się podoba?
-Nikt.
-Za dobrze cię znam i wiem, że się w kimś podkochujesz.- powiedziała z przekąsem brązowowłosa
-Daj spokój. Naprawdę nikt.-upierała się ruda
-Przecież nie jestem głupia.
-Nie będziesz się śmiać?
-Nie.
-I nikomu nie powiesz?
-Absolutnie.
-Obiecaj!
-Dobrze. Obiecuję. Powiesz wreszcie kto to?
-Blfls.-wymamrotała pod nosem Ginny
-Kto? Głośniej.
-Blaise Zabini! Zadowolona?!
Hermionę zatkało. Jak to? Ślizogon, którego nigdy nie lubiła się jej podoba?
-Ten Blaise Zabini?- nie mogła uwieżyć Hermiona
-Zamknij buzię bo ci mucha wleci. Tak Blaise Zabini- Ślizogon. Znasz innego?
-Od kiedy ci się podoba?
-Od zeszłego roku.
-Nie wiem co powiedzieć.
-To nic nie mów. Po prostu się z tym pogódź.
-Chyba muszę się z tym przespać. Dobranoc Ginny.- położyła się i od razu zasnęła.
Następnego dnia dalej nie mogła uwierzyć w to, że jej najlepsza przyjaciółka kocha Ślizogona. To był dla niej za duży szok, ale w końcu po kilku dniach się z tym pogodziła.
-Hermiono, chodź z nami pograć!- krzyknął Ron
-Nie mam ochoty.
-No chodź.-usłyszała czyjś głos przy uchu i poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i powoli podnosi z trawy, a drugą ręką zamyka i odkłada jej książkę na bok.
-Nie, proszę cię Harry! Ja nie chcę!
-Daj spokój. Przecież wiem, że świetnie latasz.- po tych słowach puścił do niej oczko- Czarodziejko Gryffindoru- to powiedział szeptem do jej ucha.
Hermiona posłusznie wsiadła na miotłę i zaczęła grać z przyjaciółmi.
-Wow, Hermiono nie wiedziałem, że potrafisz tak grać!- Ron nie mógł wyjść z podziwu.
-Gdzie nauczyłaś się tak grać?- dopytywała się Ginny
-Ćwiczyłam kiedyś z Harrym.
-No stary jesteś świetnym nauczycielem.
-Dzięki, ale gdy pierwszy raz z nią grałem to, już wtedy była świetna.- Harry się zarumienił
-Kolacja!- krzyknęła pani Weasley z kuchni, a jej głos było słychać aż na wzgórzu.
-Chodźcie, jestem głodny jak wilk.
-Chyba chciałeś powiedzieć ,,jak zawsze" Ron.-po słowach Harrego przyjaciele wybuchnęli śmiechem i razem poszli na kolację.
***
Hermiona i Ginny plotkowały w pokoju Ginny, gdy ich rozmowę przerwało stukanie do okna. Rudowłosa podeszła do okna i je otworzyła, a szara sowa szybko przez nie wleciała i usiadła Hermionie na kolanach.
-Widziałam już gdzieś tę sowę.- powiedziała Ginny przyglądając się jak jej przyjaciółka odwiązuje list od nóżki sowy- Czy to nie jest przypadkiem jedna z szkolnych płomykówek?
-Tak- odpowiedziała drżącym głosem Hermiona i położyła na łóżku szarawą kopertę, a ją natychmiast pochwyciła rudowłosa.
-Draco Malfoy?! Czego on od ciebie chce? I dlaczego użył szkolnej sowy?
Hermiona nie zwracała uwagi na słowa przyjaciółki. Jej oczy szybko śledziły linijki tekstu napisane dobrze znanym jej pismem. Po przeczytaniu łzy naszły jej do oczu. Nie chciała uwierzyć w to co napisał chłopak. To było po prostu niemożliwe.
-Hermiono, co się z tobą dzieje? Co on ci napisał? Dlaczego płaczesz?- Ginny zadawała pytania, które i tak nie docierały do brązowowłosej.
-Jak oni mogli kazać mu zrobić coś tak okrutnego?- wyszeptała po chwili przez łzy
-Jacy ,,oni"? O co chodzi? Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć.- Ginny przytuliła przyjaciółkę.
-Greangerowie nie są moimi biologicznymi rodzicami.
-Jak to?
-Gdy byłam mała miałam wypadek. Moi rodzice zginęli na miejscu. Miałam także brata bliźniaka, ale nie odnaleziono jego ciała, a ja cudem się uratowałam. Pod koniec piątej klasy Draco Malfoy zaczął się dziwnie zachowywać. Nie docinał mi i mnie unikał. Zastanowiło to mnie, więc kiedyś w bibliotece powiedziałam mu wprost, że dziwnie się zachowuje i wtedy on zaprowadził mnie do pokoju życzeń i powiedział, że podczas przerwy Wielkanocnej znalazł w domu dokument adopcji. Był zdesperowany, więc zapytał Dambledora kim są jego prawdziwi rodzice i dowiedział się że jesteśmy rodzeństwem.- powiedziała zapłakana Hermiona
-To znaczy, że Hermiona Greanger- Gryfonka i Draco Malfoy- Ślizogon to bliźniaki?! Ale nie rozumiem dlaczego płaczesz?
-Draco napisał, że Sama-Wiesz-Kto kazał mu zabić Dambledora i jeżeli tego nie zrobi to go zabije.-Hermiona rozpłakała się na dobre.
-Ale skoro ty jesteś w Gryffindorze, to dlaczego on jest w Slytherynie?
-Jego wychowywano na Malfoya. Myślał, że jest synem Lucjusza i brał z niego przykład. Dlatego Tiara przydzieliła go do Slytherinu.
-A czy ktoś jeszcze o tym wie?
-Tylko Dambledor i teraz też ty.
-No już, nie płacz. Wszystko się jakoś ułoży. Pomogę ci.
-Naprawdę?
-A od czego są przyjaciele?
-Dziękuje ci.
***
-Hermiono, jedziesz z nami na Pokątną?
-Jasne. Tylko się przebiorę.
Gdy dziewczyna zeszła na dół, zobaczyła swoich przyjaciół, czekających na nią.
-To co, idziemy?
Wszyscy złapali ramię pana Weasleya lub pani Weasley i po chwili stali przed ,,Dziurawym Kotłem".
Hermiona i Ginny poszły razem z Molly kupić podręczniki, a chłopcy po nowe szaty bo ze starych już wyrośli. Spotkali się później w kawiarni i dziewczyny zdecydowały, że muszą jeszcze kupić sobie kilka nowych ubrań, więc chłopcy poszli pooglądać wystawy z miotłami.
-Co się z tobą dzieje Harry?- zapytał Ron, gdy dziewczyny się oddaliły
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-O Hermionę. W kawiarni nikogo nie słuchałeś tylko gapiłeś się na nią przez cały czas!
-Wcale, że nie!
-Tak? Więc o czym mówiłem?
-O Quindithu?
-Nie. Zastanawiałem się kto będzie nowym nauczycielem OPCM.
-Więc twoim zdaniem kto?
-Nie zmieniaj tematu! Aaa już wiem o co chodzi!
-O co?
-Ty się w niej zakochałeś!
-Wcale, że nie!
-Widzę jak na nią patrzysz. Mnie nie oszukasz. Harry się zakochał! Harry się zakochał! Harry się zakochał!
-Możesz się zamknąć?!
-No co? Ona przecież też cie kocha.
-Ta jasne- zadrwił Harry- po prostu sobie ze mnie żartujesz.
-Daj spokój. Naprawdę. Słyszałem na własne uszy!
-Jak to?
-W nocy, gdy do nas przyjechaliście, zszedłem na dół napić się wody, a gdy wracałem, usłyszałem rozmowę dziewczyn i Hermiona przyznała się Ginny, że cie kocha!
-Naprawdę?!- nie dowierzał Harry
-No przecież mówię.
Harry poczuł jak jakieś ciepło wypełnia go od środka. Nie słuchał dalszych słów przyjaciela. Nie mógł uwierzyć, że jego marzenie się spełniło. Hermiona go kocha!
*****
Cieszę się że wam się podoba. Następny rozdział postaram się dodać w moje urodziny(17 maja).
PS. Komentujcie.
Zapraszam do czytania.
*****
Dziewczyna z długimi, brązowymi lokami zapukała do drzwi i czekała, aż ktoś jej otworzy.Gdy drzwi się uchyliły jej oczom ukazała się masywna sylwetka kuzyna Harrego- Dudleya.
Chłopak patrzył na dziewczynę jak ciele w malowane wrota. Z transu obudziła go Hermiona.
-Czy jest Harry i profesor Dambledor?- spytała
-C...co?
-Pytałam czy jest tu Harry i profesor Dambledor.- powiedziała zirytowana
Dudley zmarudniał. Popatrzył na jaj kieszeń i zobaczył wystającą z niej różdżkę.
-M-mamo! Jest z tymi wariatami jeszcze jedna!- krzyknął wystraszony i pobiegł korytarzem do salonu
-Dziękuję za zaproszenie...- wymamrotała pod nosem Hermiona i weszła ciągnąc za sobą swój kufer. Zapukała do drzwi za którymi zniknął Dudley, a gdy usłyszała ,,Proszę" powoli weszła.
-Dobry wieczór. Cześć Harry.- powiedziała i nie wiedzieć czemu na widok Harrego poczuła zakłopotanie, a na jej policzki wstąpił niezauważalny rumieniec.
-Witam Hermiono. Właśnie mieliśmy z Harrym pożegnać się z niezwykle uprzejmymi gospodarzami- przywitał ją Dambledor, a po następnych słowach razem z Harrym parsknęła śmiechem.
***
-Witajcie kochani!-krzyknęła pani Weasley na ich widok- A gdzie Dambledor?
-Musiał wracać do szkoły- powiedział Harry ,gdy uwolnił się z uścisku starszej pani
-Ach ten Dambledor. Wchodźcie, wchodźcie. Na pewno jesteście głodni.
-Nie, dziękujemy pani.
- Hermiono, co ty wygadujesz, no chodźcie.
-Pana Weasleya nie ma w domu?- zapytał Harry patrząc na rodzinny zegar Weasleyów.
- Odkąd świat dowiedział się o powrocie Sami-Wiecie-Kogo pracuje od świtu do nocy.
-Harry! Hermiona!- rudowłosa dziewczyna pojawiła się znikąd na schodach
-Ginny! Czy ty przypadkiem nie powinnaś być teraz w łóżku?
-Powinnam. Ale usłyszałam głosy z dołu i postanowiłam, że sprawdzę kto to.
***
-No, to opowiadaj co u ciebie. Myślałam, że przyjedziesz dopiero w sierpniu.
-Taki miałam zamiar, ale się rozmyśliłam.
-A co z Harrym?- Ginny uśmiechnęła się tajemniczo
-Nie rozumiem.- Hermiona zakłopotała się
-Przecież widzę jak na niego patrzysz. On zresztą też.
-Naprawdę aż tak to widać?
-Nie, ja po prostu za dobrze cię znam i dlatego wiem, że się w nim podkochujesz.
-Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
-Nawet Ronowi?- Hermiona popatrzyła na przyjaciółkę ze złością- No dobrze, jemu też nic nie powiem. Obiecuję.
-No a ty?
-Co ja?
-Kto ci się podoba?
-Nikt.
-Za dobrze cię znam i wiem, że się w kimś podkochujesz.- powiedziała z przekąsem brązowowłosa
-Daj spokój. Naprawdę nikt.-upierała się ruda
-Przecież nie jestem głupia.
-Nie będziesz się śmiać?
-Nie.
-I nikomu nie powiesz?
-Absolutnie.
-Obiecaj!
-Dobrze. Obiecuję. Powiesz wreszcie kto to?
-Blfls.-wymamrotała pod nosem Ginny
-Kto? Głośniej.
-Blaise Zabini! Zadowolona?!
Hermionę zatkało. Jak to? Ślizogon, którego nigdy nie lubiła się jej podoba?
-Ten Blaise Zabini?- nie mogła uwieżyć Hermiona
-Zamknij buzię bo ci mucha wleci. Tak Blaise Zabini- Ślizogon. Znasz innego?
-Od kiedy ci się podoba?
-Od zeszłego roku.
-Nie wiem co powiedzieć.
-To nic nie mów. Po prostu się z tym pogódź.
-Chyba muszę się z tym przespać. Dobranoc Ginny.- położyła się i od razu zasnęła.
Następnego dnia dalej nie mogła uwierzyć w to, że jej najlepsza przyjaciółka kocha Ślizogona. To był dla niej za duży szok, ale w końcu po kilku dniach się z tym pogodziła.
-Hermiono, chodź z nami pograć!- krzyknął Ron
-Nie mam ochoty.
-No chodź.-usłyszała czyjś głos przy uchu i poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i powoli podnosi z trawy, a drugą ręką zamyka i odkłada jej książkę na bok.
-Nie, proszę cię Harry! Ja nie chcę!
-Daj spokój. Przecież wiem, że świetnie latasz.- po tych słowach puścił do niej oczko- Czarodziejko Gryffindoru- to powiedział szeptem do jej ucha.
Hermiona posłusznie wsiadła na miotłę i zaczęła grać z przyjaciółmi.
-Wow, Hermiono nie wiedziałem, że potrafisz tak grać!- Ron nie mógł wyjść z podziwu.
-Gdzie nauczyłaś się tak grać?- dopytywała się Ginny
-Ćwiczyłam kiedyś z Harrym.
-No stary jesteś świetnym nauczycielem.
-Dzięki, ale gdy pierwszy raz z nią grałem to, już wtedy była świetna.- Harry się zarumienił
-Kolacja!- krzyknęła pani Weasley z kuchni, a jej głos było słychać aż na wzgórzu.
-Chodźcie, jestem głodny jak wilk.
-Chyba chciałeś powiedzieć ,,jak zawsze" Ron.-po słowach Harrego przyjaciele wybuchnęli śmiechem i razem poszli na kolację.
***
Hermiona i Ginny plotkowały w pokoju Ginny, gdy ich rozmowę przerwało stukanie do okna. Rudowłosa podeszła do okna i je otworzyła, a szara sowa szybko przez nie wleciała i usiadła Hermionie na kolanach.
-Widziałam już gdzieś tę sowę.- powiedziała Ginny przyglądając się jak jej przyjaciółka odwiązuje list od nóżki sowy- Czy to nie jest przypadkiem jedna z szkolnych płomykówek?
-Tak- odpowiedziała drżącym głosem Hermiona i położyła na łóżku szarawą kopertę, a ją natychmiast pochwyciła rudowłosa.
-Draco Malfoy?! Czego on od ciebie chce? I dlaczego użył szkolnej sowy?
Hermiona nie zwracała uwagi na słowa przyjaciółki. Jej oczy szybko śledziły linijki tekstu napisane dobrze znanym jej pismem. Po przeczytaniu łzy naszły jej do oczu. Nie chciała uwierzyć w to co napisał chłopak. To było po prostu niemożliwe.
-Hermiono, co się z tobą dzieje? Co on ci napisał? Dlaczego płaczesz?- Ginny zadawała pytania, które i tak nie docierały do brązowowłosej.
-Jak oni mogli kazać mu zrobić coś tak okrutnego?- wyszeptała po chwili przez łzy
-Jacy ,,oni"? O co chodzi? Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć.- Ginny przytuliła przyjaciółkę.
-Greangerowie nie są moimi biologicznymi rodzicami.
-Jak to?
-Gdy byłam mała miałam wypadek. Moi rodzice zginęli na miejscu. Miałam także brata bliźniaka, ale nie odnaleziono jego ciała, a ja cudem się uratowałam. Pod koniec piątej klasy Draco Malfoy zaczął się dziwnie zachowywać. Nie docinał mi i mnie unikał. Zastanowiło to mnie, więc kiedyś w bibliotece powiedziałam mu wprost, że dziwnie się zachowuje i wtedy on zaprowadził mnie do pokoju życzeń i powiedział, że podczas przerwy Wielkanocnej znalazł w domu dokument adopcji. Był zdesperowany, więc zapytał Dambledora kim są jego prawdziwi rodzice i dowiedział się że jesteśmy rodzeństwem.- powiedziała zapłakana Hermiona
-To znaczy, że Hermiona Greanger- Gryfonka i Draco Malfoy- Ślizogon to bliźniaki?! Ale nie rozumiem dlaczego płaczesz?
-Draco napisał, że Sama-Wiesz-Kto kazał mu zabić Dambledora i jeżeli tego nie zrobi to go zabije.-Hermiona rozpłakała się na dobre.
-Ale skoro ty jesteś w Gryffindorze, to dlaczego on jest w Slytherynie?
-Jego wychowywano na Malfoya. Myślał, że jest synem Lucjusza i brał z niego przykład. Dlatego Tiara przydzieliła go do Slytherinu.
-A czy ktoś jeszcze o tym wie?
-Tylko Dambledor i teraz też ty.
-No już, nie płacz. Wszystko się jakoś ułoży. Pomogę ci.
-Naprawdę?
-A od czego są przyjaciele?
-Dziękuje ci.
***
-Hermiono, jedziesz z nami na Pokątną?
-Jasne. Tylko się przebiorę.
Gdy dziewczyna zeszła na dół, zobaczyła swoich przyjaciół, czekających na nią.
-To co, idziemy?
Wszyscy złapali ramię pana Weasleya lub pani Weasley i po chwili stali przed ,,Dziurawym Kotłem".
Hermiona i Ginny poszły razem z Molly kupić podręczniki, a chłopcy po nowe szaty bo ze starych już wyrośli. Spotkali się później w kawiarni i dziewczyny zdecydowały, że muszą jeszcze kupić sobie kilka nowych ubrań, więc chłopcy poszli pooglądać wystawy z miotłami.
-Co się z tobą dzieje Harry?- zapytał Ron, gdy dziewczyny się oddaliły
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-O Hermionę. W kawiarni nikogo nie słuchałeś tylko gapiłeś się na nią przez cały czas!
-Wcale, że nie!
-Tak? Więc o czym mówiłem?
-O Quindithu?
-Nie. Zastanawiałem się kto będzie nowym nauczycielem OPCM.
-Więc twoim zdaniem kto?
-Nie zmieniaj tematu! Aaa już wiem o co chodzi!
-O co?
-Ty się w niej zakochałeś!
-Wcale, że nie!
-Widzę jak na nią patrzysz. Mnie nie oszukasz. Harry się zakochał! Harry się zakochał! Harry się zakochał!
-Możesz się zamknąć?!
-No co? Ona przecież też cie kocha.
-Ta jasne- zadrwił Harry- po prostu sobie ze mnie żartujesz.
-Daj spokój. Naprawdę. Słyszałem na własne uszy!
-Jak to?
-W nocy, gdy do nas przyjechaliście, zszedłem na dół napić się wody, a gdy wracałem, usłyszałem rozmowę dziewczyn i Hermiona przyznała się Ginny, że cie kocha!
-Naprawdę?!- nie dowierzał Harry
-No przecież mówię.
Harry poczuł jak jakieś ciepło wypełnia go od środka. Nie słuchał dalszych słów przyjaciela. Nie mógł uwierzyć, że jego marzenie się spełniło. Hermiona go kocha!
*****
Cieszę się że wam się podoba. Następny rozdział postaram się dodać w moje urodziny(17 maja).
PS. Komentujcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)