środa, 4 marca 2015

Rozdział 18: Inny wymiar.

                  ,,Nie jest to rana śmiertelna, bo nie można zadać rany śmiertelnej czemuś, co jest nieśmiertelne. Nie można uśmiercić nadziei."

                                           Ks. Jerzy Popiełuszko

*****

Aśka uśmiechnęła się na słowa przyjaciółki.
Miłość. Ona miała tego już nigdy nie doświadczyć. A wszystko przez ten piekielny sztylet!
-Przeżyłaś kiedyś to samo co ja. Prawda?- zapytała po jakimś czasie Hermiona
Polka pokiwała twierdząco głową.
-Co widziałaś?- spytała złotooka dziewczynę
-Śmierć rodziców, Dambledora czytającego "Proroka", w którym piszą o kolejnych masowych zabójstwach i Mroczny Znak nad Hogwartem.
-Więc tam będzie ostateczna walka.
-Jak to?
-Eliksir Destination* pokazuje trzy obrazy: to co było, jest i będzie.
-A ty... Co widziałaś?
-Na początku tak jak ty śmierć rodziców, później mieszkańców Miasta uciekających do innych wymiarów i światło. Nie mam pojęcia co to znaczy.
Zapadła cisza, którą przerwała Hermiona.:
-Jak się tu znaleźliśmy?
-Gdy wybiegliśmy poza granice dworku, przeniosłam nas tutaj.
-To znaczy, że jesteśmy w innym wymiarze?
Aśka pokiwała twierdząco głową.
-Ale przecież nie chciałaś, żeby ktoś z Miasta wiedział, że żyjesz.
-Dlatego przeniosłam nas do miejsca, o którym wie niewiele osób. Gdy byłam mała pokazała mi je moja babcia. Często razem z przyjaciółmi się tu zaszywaliśmy na długie godziny. Czasami przychodziłam tu sama. Spędziłam tu tyle czasu, że znam już na pamięć wszystkie górskie szlaki Tatr, Bieszczad i Sudetów. W okolice morza się nie zapuszczałam, wolę góry.-złotooka westchnęła- A wiesz co jest najlepsze? Tutaj czas płynie inaczej niż gdziekolwiek indziej. W Hogwarcie może upłynąć kilka godzin, a my będziemy tu już kilka lat. Dlatego o tym miejscu wie tak niewielu. Jesteśmy w najstarszej i od dawna zapomnianej części Miasta.
-Czytałam gdzieś o tym. Chyba w jakiejś księdze legend.
-W tym wypadku z legend wiele się nie dowiesz.
-Jak to?
-Tylko kilka osób powróciło do domu po swoim pobycie tutaj i nikt z nich nie wiedział gdzie się naprawdę znajdowali.
-Więc we wszystkich księgach są błędne informacje?
-Nie. Niektórzy opisywali swój pobyt tutaj, ale oni inaczej nazywali Zaginione Miasto.
-Znasz tytuł jednej z tych książek?
-Pewnie. Ale ty też na pewno słyszałaś o niektórych, kto wie, może nawet je czytałaś.
Hermiona dziwnie spojrzała na Aśkę, a ta westchnęła i kontynuowała:
-Najsłynniejszy z nich był C.S. Lewis. "Opowieści z Narnii" tak naprawdę powinny nazywać się "Opowieści z Zaginionego Miasta".
-To znaczy, że wszystko co on opisał to prawda?
-Słowo w słowo. No, może z wyjątkiem śmierci Piotra Pevensie. W katastrofie zginęli Łucja i Edmund, a Zuzanna i Piotr przeżyli. Ale on nigdy nie przestał wierzyć w Narnię, tak jak jego młodsza siostra i opowiedział o niej swojej córce, której zawdzięczam swoje imię.
-Jesteś z nią spokrewniona?
-Tak. To moja prababcia.
-Rety. Mam tyle pytań.
-Może nie dzisiaj, co? Jesteś zmęczona, Harry się martwi, a my musimy niedługo wracać. Na wszystkie twoje pytania odpowiem w Hogwarcie. Zgoda?
Mimo ciekawości, która zżerała Gryffindorównę, Hermiona zgodziła się.
Aśka natomiast weszła po stromych schodach na górę, a po chwili wróciła przebrana w luźny strój i skierowała się do wyjścia.
-Gdzie idziesz?- zapytała Hermiona.
-Przejść się. Dawno tu nie byłam.
***

 

***
Harry i Ron rozmawiali przed chatką o tym, gdzie mogą znajdować się pozostałe horkruksy.
Jednak myśli czarnowłosego ciągle uciekały do młodej Gryffindorówny, która leżała w środku chaty, a także do dziwnego, białego światła, przez które dostali się do tego wspaniałego miejsca.
Jego przemyślenia i słowa rudowłosego przerwała Aśka, która właśnie wyszła z góralskiego domku.
Harry natychmiast ją zatrzymał:
-Co z Hermioną?
-Wszystko w porządku. Idź do niej.
Po tych słowach, długowłosa odeszła w stronę ośnieżonych szczytów.
***



***
-Jak się czujesz?- zapytał Harry
-Już lepiej.- odpowiedziała jego ukochana
-Nie strasz mnie tak więcej. Proszę...
-Postaram się.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł rudowłosy chłopak i zapytał:
-Wiecie może, gdzie ona poszła?
-Nieważne. Musi być teraz sama.- powiedziała Hermiona
Ron usiadł przy stole i w trójkę zaczęli zastanawiać się nad sposobem by zniszczyć diadem i znaleźć pozostałe horkruksy.
***
Aśka szła jednym z górskich szlaków i podziwiała widoki.
To już za trzy dni. Za trzy dni do Hogwartu mieli przyjechać jej przyjaciele. 
Jak zareagują na wieść, o tym, że ktoś, kto nie powinien być już na tym świecie żyje? Jak ją przyjmą? Co zrobią?- Takie myśli nie odstępowały Polki ani na krok od momentu wejścia na jeden z zapomnianych, lecz najpiękniejszych szlaków.
Lubiła chodzić po górach jak mało kto. Odprężało ją to, przypominało o babci, która tak wiele dla niej zrobiła i tyle ją nauczyła.
To ona nauczyła ją wsłuchiwać się w głos natury i odczytywać z różnych zjawisk i ruchów zwierząt pogodę na najbliższy miesiąc.
One były kimś więcej niż tylko rodziną. Były przyjaciółkami.
***



***
-Harry, daj spokój.
-Nie, nie dam. Siadaj.
Już od kilku minut Hermiona próbowała namówić młodego Pottera na wyjście z chaty.
-Nic mi nie będzie. Jestem już duża.
-Ale czasami zachowujesz się gorzej niż dziecko. Powiedziałem siadaj.
Gryffindorówna usiadła na łóżku jednak dalej usilnie próbowała postawić na swoim:
-A jeśli pójdziesz ze mną?
-Sama mówiłaś, że ona musi być przez jakiś czas sama.
-Och, no błagam cię. To było pięć godzin temu!
-Naprawdę?- nie dowierzał Harry
-Naprawdę. Zobacz.- tym razem odpowiedział Ron i wskazał dłonią na zegar
Czarnowłosy chłopak westchnął i dał za wygraną.
***
Polka zatrzymała się na jednym z górskich szczytów, ponieważ to właśnie z niego chciała pooglądać malowniczy zachód słońca.
Tymczasem Harry, Ron i Hermiona chodzili po górach, szukając przyjaciółki.
-Słyszycie?- zapytała Hermiona
-Niby co?- zdziwił się Ron
-Posłuchajcie dobrze. Ktoś śpiewa.
Faktycznie. Z każdym krokiem przyjaciele słyszeli coraz wyraźniejsze słowa piosenki.

It started out as a feeling
Which then grew into a hope
Which then turned into a quiet thought
Which then turned into a quiet word

-Faktycznie, ktoś śpiewa.- przyznał Harry
-Ja nadal nic nie słyszę.- westchnął Ron

And then that word grew louder and louder
Till it was a battle cry

Śpiew był coraz głośniejszy i Ron w końcu musiał go usłyszeć.
-Mieliście rację.- powiedział cicho

I'll come back 
When you call me
No need to say goodbye

Gdy przyjaciele weszli na szczyt, zobaczyli śpiewającą Aśkę.

Just because everything's changing
Doesn't mean it's never 
Been this way before

All you can do is try to know
Who your friends are
As you head of the war

Pick a star on the dark horizon
And follow the light

You'll come back
When it's over 
No need to say goodbye

Now we're back to the beginning
It's just a feeling and no one knows yet
But just because they can't feel in too
Doesn't mean that you have to forget

Let your memories grow stronger and stronger
Till they're before you eyes

You'll come back
When they call you 
No need to say goodbye

You'll come back
When they call you 
No need to say goodbye

Gdy Słowianka przestała śpiewać zwróciła się do przyjaciół, lecz nawet się nie odwróciła:
-Jak mnie znaleźliście?
-Na początku to Hermiona nas prowadziła, a później po twoim głosie...- odpowiedział Harry


*****
*eliksir przeznaczenia

*****
Rozdział miał pojawić się wcześniej, ale na feriach musiałam przygotowywać się do olimpiady, przeczytać "Zemstę"- a teraz przerabiamy już "Romeo i Julia"- i pomimo tego, że były ferie, ja nie mogłam znaleźć wolnego czasu. Ale mam nadzieję, że teraz będę miała go więcej.
***
Mój blog o "Opowieściach z Narnii" http://never-been-this-way-before.blogspot.com/