Dambledor wrócił do zamku roztrzęsiony. ,,Więc to jednak prawda"-pomyślał- ,,Naprawdę ją porwali."
Dyrektor Hogwartu nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą widział pod peleryną niewidką. Chcieli ją porwać by zamanipulować Harrym.
Następnego dnia zaraz po śniadaniu wezwał do siebie Dracona.
-Dzień dobry. Dowiedział się pan czegoś?
-Usiądź Draco. Byłem wczoraj na zebraniu śmierciożerców.- zebranie, chłopak całkiem o nim zapomniał- Może to nawet lepiej, że cię tam nie było.
-A jak pan się tam w ogóle dostał?
-Byłem pod peleryną niewidką.
-Ale dlaczego dobrze, że mnie tam nie było?
-Posłuchaj chłopcze. Znalazłem Hermionę.
-Naprawdę? Gdzie?
-Ona jest w Malfoy Manoor.
-Jak to?
-Porwali ją.
-Więc to jednak prawda...
-Niestety tak, ale to jeszcze nie wszystko. Cały czas jest torturowana. Jeśli szybko czegoś nie wymyślimy to tam na pewno umrze.- Draco zbladł
-Co mogę zrobić?- zapytał dziwnie z nieobecnym wzrokiem
-Musisz udawać, że cię to nie obchodzi.
-Ale jak mam to zrobić?
-Ty naprawdę się zmieniłeś. Wiem, że będzie ci ciężko, ale musisz to zrobić dla dobra twojej siostry.
-Rozumiem. Ja już pójdę.
-Poczekaj. Zawołaj do mnie Harrego.
***
Harry miał teraz transmutację ze ślizogonami, a przez Hermionę nie mógł się skupić.
Nagle do klasy wszedł Malfoy. Miał dziwny wzrok i wyglądał jak żywy trup.
-Potter, dyrektor cię woła.
Harry popatrzył na McGonagall, a ta kiwnęła głową na znak zgody i kazała Malfoyowi usiąść. Zdenerwowany chłopak wszedł po krętych schodach i zapukał do drzwi. Gdy usłyszał ,,Proszę", powoli wszedł do środka.
-Chciał mnie pan widzieć?
-Tak Harry, usiądź.
-Wie pan coś na temat Hermiony?
-Niestety tak.
-Dlaczego ,,niestety tak"?
-Harry. Porwali ją śmierciożercy.- Harry momentalnie pobladł
-A czy ona żyje?- zapytał wreszcie
-Tak, ale jest torturowana.- ,,Więc to jednak prawda co widziałem w tych snach"- pomyślał
-Skąd pan to wie?
-Byłem tam wczoraj.
-I nic pan nie zrobił?!
-Nie mogłem. Poza tym sam nie dałbym rady.
Harry ukrył twarz w dłoniach.
-Nie musisz dzisiaj już wracać na zajęcia.
-Dziękuję dyrektorze.
Zrozpaczony chłopak wyszedł z gabinetu dyrektora i udał się do dormitorium. Rzucił się na łóżko i zaczął płakać. Tak chłopiec-który-przeżył płakał. Łzy same mu się cisnęły do oczu. Nie mógł uwierzyć w to co powiedział Dambledor.
***
Gdy Hermiona obudziła się rano poczuła, że leży na czymś miękkim, ale tego nie widziała. Potem przypomniała sobie co Draco mówił o Narcyzie Malfoy. ,,Nigdy nie lubiła zabijać ludzi i ich krzywdzić" to na pewno ona zrobiła coś by ulżyć trochę Hermionie.
Następne spotkanie odbyło się w mniejszym gronie śmierciożerców lecz tortury były jeszcze gorsze. Tym razem dla zabawy postanowili połamać jej ręce i nogi.
Tydzień później, na następnym spotkaniu, wśród tłumu śmierciożerców zauważyła Dracona. Pomimo maski wiedziała, że płacze. Nie chciała tego. Po skończonym spotkaniu Lucjusz chciał jak zwykle ,,znieść" ją do piwnicy, ale w drogę wszedł mu Draco.
-Ja to zrobię.- powiedział z ironicznym uśmieszkiem
-Dobrze. Ja i twoja matka idziemy do Belatrix omówić plan. Zajmij się nią.
Draco zaczekał aż Malfoy wyjdzie. Delikatnie wziął Hermionę na ręce i powoli i ostrożnie zniósł ją na dół. Wyczarował materac na podłodze i sprawił, że wyglądał jak podłoga. Położył siostrę na materacu i wyjął z kieszeni małą buteleczkę, wlał zawartość do ust dziewczyny i otarł jej twarz z krwi. Był to eliksir na uzupełnienie krwi. Nie wiedział, że to ją uratowało.
***
-Jak to porwali Hermionę?!- Ron i Ginny nie dowierzali słowom przyjaciela
-Wracała do zamku, wykorzystali chwilę i ją uprowadzili.- dopiero po tygodniu Harry dał radę powiedzieć o tym przyjaciołom
Ich rozmyślania przerwał głos Filtwika.
-Śmierciożercy atakują! Uczniowie klas szóstych i siódmych mają zejść na dół i bronić zamku!
Nie trzeba było długo czekać i po chwili uczniowie byli na błoniach. Na przedzie atakujących stał Lord Voldemort. Uczniowie wyciągnęli różdżki gotowi do obrony.
-Nie radziłbym.- zasyczał Voldemort- Mamy coś co może zainteresować Pottera.- skinął na dwóch śmierciożerców którzy kogoś trzymali. Była to Hermiona. Wyglądała jak wrak człowieka.
-Zostawcie ją!- krzyknął Harry
-Mam propozycję. Zostawię ją jeżeli ty Potter się na nią wymienisz.- przez tłum przebiegły szepty- Bo jak nie to... Crucio.- Hermiona padła na ziemię. Widać było co czuje- ogromny ból.
-Zgoda.- powiedział stanowczo Harry
-Nie Harry...- udało się wychrypieć Hermionie po czym zemdlała.
-Jutro na Pokątnej. O północy.
-Dobrze, będę.
Śmierciożercy zniknęli równie szybko jak się pojawili.
***
-Czyś ty zwariował?!- Ron nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel się zgodził
-Tylko tak mogę uratować Hermionę.
-A jeżeli on coś knuje?
-Chcesz żeby zginęła?
Kłótnię przyjaciół przerwało stukanie do szyby. Była tam jedna ze szkolnych sów, a do nóżki miała przyczepiony liścik:
,,Jest w piwnicy Malfoy Manoor. Zaklęcia obronne domu są na 50 stronie książki do zaklęć szóstego roku. Zrób to w dzisiaj w nocy. Będą zdezorientowani.
PS. Weź ze sobą wsparcie."
Nie było podpisu, ale pismo wydawało się Harremu dziwnie znajome. Razem z Ronem poszedł do Dambledora i pokazał mu list. Dyrektor się zgodził i posłał po zakon by pomogli chłopcom w misji.
***
Teleportowali się pod dom Malfoyów. Wyglądało na to, że nikogo tam nie ma, ale drzwi piwnicy były uchylone. Harry spojrzał do piwnicy i zobaczył jak Lucjusz i Belatrix torturują Hermionę. Wszedł szybko do pomieszczenia i powiedział:
-Zostawcie ją!
Spłoszony Lucjusz podniósł Hermionę za ubranie i przystawił jej różdżkę do gardła.
-Nie podchodź bo ją zabiję!
Harry wiedział, że nie da rady tego zrobić ze względu na jej moce. Wycelował w Malfoya, który puścił Hermionę i nie zauważył jak Belatrix rzuca w nią nożem. Nagle pojawili się inni śmierciożercy. Zakon zaczął walczyć, a Harry wziął Hermionę delikatnie na ręce i razem z Lupinem teleportował się do szpitala świętego Munga.
-Niech ktoś jej pomoże!- krzyknął przez łzy
Podbiegł do niego młody uzdrowiciel i kazał położyć ją na najbliższym łóżku. Po chwili podbiegli do nich inni uzdrowiciele i zawieźli Hermionę na oddział zamknięty.
Harry odmówił powrotu do Hogwartu. Siedział cały we krwi dziewczyny i czekał. Lupin wrócił by walczyć razem z innymi, więc chłopak został sam. Po kilku godzinach podszedł do niego ów młody uzdrowiciel.
-Kim dla niej jesteś?- zapytał
-Jestem jej chłopakiem.
-Chodź za mną.
Weszli do pokoju, a na jednym z łóżek Harry dostrzegł Hermionę całą w bandażach. Usiadł koło niej na krześle i zaczął delikatnie głaskać jej dłoń.
-Gdyby miała trochę mniej krwi nie było by jej tu.- powiedział uzdrowiciel
-Co z nią?
-Już dobrze, ale jeszcze nie wiemy kiedy się obudzi.
-Jak to?
-Nóż który tkwił w jej brzuchu był zatruty. Na szczęście nie była to silna trucizna i łatwo dało się ją usunąć z organizmu. Jednak jest bardzo wycieńczona i dlatego nie wiadomo kiedy się wybudzi.
***
Przez następne dni Harry cały wolny czas przebywał w szpitalu świętego Munga. Jednak od chwili uratowania ukochanej stał się już ,,normalny".
,,On musi ją bardzo kochać"- pomyślał pewnego dnia Daniel (uzdrowiciel, który leczył Hermionę). Cieszył się, że jego pacjentka zdrowieje, ale w głębi serca czuł zazdrość. Hermiona była bardzo ładna i mu się spodobała, więc denerwował się, gdy tylko pomyślał, że niedługo ona wróci razem z Wybrańcem do Hogwartu.
***
Zbliżała się Noc Duchów. Harry jak zawsze po lekcjach był u Hermiony i szeptał jej różne miłe słowa. Pomimo tego, że była nieprzytomna wiedział, że go słyszy. Gdy przestał mówić, wziął jej dłoń i zaczął delikatnie głaskać. Po chwili usłyszał cichy głos:
-Ha...Ha....Harry...
Spojrzał w ciemnobrązowe oczy Griffindorówny. Wiedział, że musieli ją podejść od tyłu by udało im się ją porwać.
-Witaj śpiochu.
-Jaki dziś dzień?
-Piątek. 28 października, a co?
-Jak to? Ile byłam nieprzytomna?
-Miesiąc. Ale nareszcie jesteś ze mną.
Chwilę później przyszedł uzdrowiciel i wyprosił Harrego na korytarz.
Hermiona szybko zdrowiała i do szkoły wróciła w Noc Duchów, lecz nikt nie wiedział o jej powrocie. No może oprócz Dambledora.
Szła powoli pustym korytarzem, ponieważ wszyscy byli już na uczcie. Szkoła została na tę okoliczność specjalnie udekorowana. Na korytarzach panował półmrok, a jedynymi źródłami światła były świece umieszczone w dyniach, które unosiły się dwa metry nad ziemią.
,,McGonagall musiała się nieźle napracować." pomyślała Hermiona i wolnym krokiem zbliżyła się do drzwi wielkiej sali.
Harry myślał właśnie o swojej dziewczynie, kiedy z zamyśleń wyrwało go skrzypienie otwierających się drzwi Wielkiej Sali. Spojrzał razem z innymi w tamtym kierunku i ujrzał burzę brązowych loków. Od razu podbiegł do ukochanej i wpił się w jej usta. Całowali się dalej na oczach całej szkoły. W końcu dyrektor lekko odchrząknął, a oni bez słowa, cali czerwoni wrócili do stołu Gryffindoru.
*****
Mam nadzieję, że się podoba. (Komentujcie)
Kocham.ten.rozdział. <3 cudowny ;)
OdpowiedzUsuńsuper super ;3 oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuń