,,Ludzie są gotowi uwierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę"
Carlos Ruiz Zafón- Cień wiatru
*****-Draco Malfoy?!- krzyknęła Nina
-Ciszej. Jest już po północy.
-Sugerujesz, że ten tleniony blondyn jest twoim bratem bliźniakiem, moim kuzynem i potomkiem Godryka Gryffindora?!- kuzynka Hermiony wstała i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju
-Tak.- powiedziała spokojnie Hermiona
-To może wyjaśnisz mi jakim cudem on jest w Slytherinie?- powiedziała opadając na kanapę niebieskooka
-Mówiłam Ci, że do niedawna myślał, że jest synem Lucjusza Malfoya. Wpajano mu czarną magię do głowy od najmłodszych lat! Niby skąd miał wiedzieć kim tak naprawdę jest, skoro wszyscy myśleli, że zginął piętnaście lat temu?
-Masz rację. Po prostu nie mogę pogodzić się z myślą, że ktoś kto od lat drwił z Gryfonów może być potomkiem założyciela tego domu.
-Wiem jak się czujesz, ale on na prawdę się zmienił.
-Fakt. Od początku roku nie widziałam żeby się nad kimś znęcał, albo przynajmniej się wyśmiewał z młodszych uczniów innych domów.
-Od kiedy się dowiedział prawdy, szczerze znienawidził Malfoyów i Voldemorta.
-Czy ktoś jeszcze o tym wie?
-Tak. Ginny Wasley. Ale do niej mam pełne zaufanie.
-Ale o tym kim naprawdę jesteś na pewno wie więcej osób co? Na przykład niejaki Harry Potter, sławny Wybraniec.
-Tak, to prawda. Dowiedział się przez przypadek w pierwszej klasie. Ale ty też nie jesteś tylko potomkinią Gryffindora.
-O czym ty mówisz?- Nina się lekko speszyła
-Daj spokój. Myślisz, że naprawdę nie wiem, że jesteś pół- Czarodziejką?
-Ale skąd ty...
-To proste. Po pierwsze: masz większą moc niż rówieśnicy, po drugie: twoja mama nie jest mugolaczką, tylko czarownicą pół krwi i po trzecie: jestem Czarodziejką i potrafię widzieć takie rzeczy.
-Kiedyś nie wiedziałaś, że nią jestem.
-Bo kiedyś nie patrzyłam. Jaka jest twoja dodatkowa moc?
-Mam moc gwiazd.- gdy to mówiła, podeszła do okna, wyciągnęła rękę i przestawiła kilka gwiazd na nieboskłonie, oraz przywołała jedną do siebie
-Wow, a twoje siostry?
-Margaret potrafi rozmawiać ze wszystkimi zwierzętami na świecie, a Emilii przenosi różne przedmioty nie dotykając ich, ani nie używając różdżki.
Rozmawiały o różnych mocach jeszcze jakiś czas, gdy Hermiona trzeźwo zapytała:
-Która godzina?
Nina zerknęła na gwiazdy i odpowiedziała:
-W pół do czwartej.
-Rety, przegadałyśmy prawie pięć godzin!
-Lepiej już chodźmy, zanim zauważą nasze zniknięcie.
Dziewczyny szybko opuściły Pokój Życzeń i udały się w stronę wieży Gryffindoru. Jednak w połowie drogi ktoś stanął im na drodze. Była to profesor McGonagll.
-Czy możecie mi łaskawie wytłumaczyć gdzie wy się włóczycie o czwartej nad ranem?!
-Pani profesor my...- zaczęła Nina, ale nie mogła nic wymyślić
-My chciałyśmy...- tym razem Hermiona zabrała głos, ale zamilkła tak jak poprzedniczka
-Dość tego! Greanger, Grass ze mną do dyrektora i to już! I minus piętnaście punktów dla każdej z was!
Oburzone Gryfonki nie próbowały protestować, ponieważ wiedziały czym się takie protesty skończą. Bez zbędnych słów poszły więc za nauczycielką transmutacji.
-Cytrynowe dropsy.- powiedziała wicedyrektorka, gdy były już pod chimerą
Szybko weszły po schodach za McGonagall, a ta zapukała. Po usłyszeniu słowa ,,proszę", weszły do środka.
-Co was tu sprowadza o tak wczesnej porze?
-Włóczyły się po korytarzach, więc je przyprowadziłam.
-Rozumiem Minerwo. Możesz już odejść. Ja się nimi zajmę.
-Więc- zaczął, gdy nauczycielka zniknęła za drzwiami- ile odjęła wam punktów?
-Piętnaście od każdej.- powiedziała smętnie Nina
-No, to ja wam przyznaję trzydzieści punktów za szczerość.
-Ale jak to?- zdziwiła się Hermiona
-Gdyby McGonagall wiedziała kim jesteście, przymknęłaby na to oko.
-Ale profesorze...- tym razem odezwała się Nina
-Zmykajcie do łóżek, zanim się rozmyślę.
Zdziwione dziewczyny wyszły z gabinetu dyrektora i udały się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Musiały oczywiście obudzić Grubą Damę, która udzieliła im "krótkiego" kazania na temat spacerów po nocy i powrotów o tak późnej porze.
-Chyba wczesnej. Jest po czwartej rano.- Hermiona poprawiła Grubą Damę
-Już ty mnie dziecko nie denerwuj.
-Możemy w końcu wejść?
-Och, no dobrze.
W Pokoju Wspólnym panowała zupełna cisza. Do wschodu słońca zostało jeszcze trochę czasu.
,,Jak dobrze, że jutro jest niedziela. Wróć. Dzisiaj jest niedziela"- pomyślała senna Hermiona. Za to Nina wyglądała na wypoczętą.
-Jak ty to robisz?
-Ale co?
-No, że nie chce ci się spać.
-Zawdzięczam to mojej mocy. Gdy gwiazdy są na niebie, nie muszę spać.
Gdy miały wchodzić już do swoich dormitoriów, Nina powiedziała do kuzynki:
-Myślę, że powinnaś powiedzieć Harremu.
-O czym?
-O Draconie.
-Pomyślę nad tym. Dobranoc.
-Dobranoc.
***
Gdy Hermiona zeszła na śniadanie, większość uczniów już je skończyło. Jednak przy stole Gryfonów zobaczyła rudą czuprynę Rona, oraz kruczoczarną swojego chłopaka.
-Gdzie byłaś? Martwiłem się o Ciebie.
-Później Ci opowiem. Teraz jestem strasznie głodna.
Po zjedzonym śniadaniu Złota Trójca Hogwartu, zdecydowała, że już dawno nie byli u Hagrida i poszli go odwiedzić.
-Holibka, gdybym wiedział, że przyjdziecie to bym coś przygotował.
-Naprawdę nie trzeba Hagridzie.- odpowiedziała Hermiona
-To prawda, wystarczy nam herbata- odparł Ron, gdy zobaczył wyraz twarzy pół- olbrzyma
-Jak tam przygotowania do meczu Harry?- zapytał Hagrid, gdy pili już gorący napój
-Całkiem dobrze.
-Całkiem dobrze?! Stary zamęczasz nas na treningach i mówisz, że ,,całkiem dobrze"?!- oburzył się rudowłosy przyjaciel
-Uważam, że stać was na coś więcej.
***
-Smoku, co się z tobą dzieje?
-Co masz na myśli Bleis?
-Ostatnio nie wyzywasz szlam, nie drażnisz pierwszorocznych, stary to nie w twoim stylu!
-Może kiedyś mnie zrozumiesz.
Zabbini z niedowierzaniem wysłuchał przyjaciela i po prostu zdębiał. Zmienił się od wakacji. To było pewne. Tylko co i dlaczego go tak zmieniło? A raczej kto?
***
Nadszedł dzień meczu. Było chłodno, ale nie wiał wiatr i była dobra widoczność.
Harry wstał z samego rana i poszedł na spacer po błoniach. Nie umknęło to uwadze Hermiony, która siedziała na parapecie i czytała- mimo wczesnej pory- książkę pt. ,,Czarno-magiczne przedmioty", którą wzięła z Działu Ksiąg Zakazanych.
Szybko ją odłożyła i nie zastanawiając się długo uchyliła okno. Po chwili nad zamkiem zaczęła latać duża orlica.
Harry chodził po błoniach Hogwartu bez celu, gdy nagle z zamyślenia wyrwały go odgłosy orła. A tak właściwie- orlicy.
Hermiona wylądowała miękko na ramieniu Harrego.
-Nie wiedziałem, że potrafisz zmieniać się w orlicę.
-Przecież umiem zmieniać się we WSZYSTKIE zwierzęta na świecie Harry.- powiedziała dziewczyna i zaczęła rozglądać się czy nikt przypadkiem ich nie obserwuje
-Nie martw się. Wszyscy jeszcze na pewno śpią.
Pewna słów ukochanego szybko wylądowała na ziemi i zmieniła się z powrotem w człowieka.
-Co tu robisz tak wcześnie?
-Mógłbym Cię zapytać o to samo.
-Harry, ja mówię poważnie.
-Ja też.- westchnął widząc spojrzenie Gryffindorówny i powiedział- Myślę o meczu.
-Przecież mamy najlepszą drużynę w szkole.
-Nie chodzi mi o to.
-Więc o co?
-Od wczoraj mam złe przeczucia.
-To znaczy?
-Mam wrażenie, że coś złego się stanie.
-Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- zaczęła pocieszać swojego chłopaka
W rzeczywistości panna Gryffindor też miała złe przeczucia dotyczące meczu. I miała nieodparte wrażenie, że będzie to dotyczyć Ślizogonów, z którymi będzie dzisiejszy mecz.
***
Gra toczyła się w najlepsze.
Było 50:90 dla Gryffindoru. Nagle Hermiona spostrzegła jak jacyś Ślizogoni z siódmego roku celują w Ginny różdżką.
Niestety nie zdążyła zareagować, bo po chwili potraktowana Crucio i Sectumsemprą Ginny, leciała w nieprzytomna w dół. Gdyby nie szybka reakcja Dambledora, pewnie by nie żyła.
Hermiona szybko zbiegła z trybun, by zobaczyć co z przyjaciółką. Na miejscu był już Dambledor z McGonagall i Snapem.
Hermiona z Harrym, Ronem i resztą drużyny stali niedaleko i obserwowali nieprzytomną dziewczynę ze strachem.
-Nie martwcie się. Pannie Wasley nic nie będzie, ale niestety nie będzie mogła dokończyć meczu.- odezwał się dyrektor, po czym wyczarował niewidzialne nosze i zaniósł Ginny do Skrzydła Szpitalnego
-Za pół godziny wznowienie gry.- krzyknęła pani Hooch z trybun
-I co teraz zrobimy?- zapytał swojej drużyny Harry- Nie mamy jednej ścigającej.
-A może ty zagrasz Hermiono.- Ron zwrócił się do przyjaciółki
-Ja? Ale...
-Przecież świetnie grasz!- rudowłosy nie dawał za wygraną
-Sama nie wiem.
-No zgódź się. Proszę...- Harry zrobił do niej maślane oczy
-Ech... No dobrze. Poddaję się. Zgoda.
-Szybko chodź się przebrać.- Harry dał jej strój i zaprowadził do szatni
***
-Drużyna Gryffindoru wraca na boisko.- krzyczał Colin Creevery- A to co? Gryfoni mają nową ścigającą!- wszyscy zwrócili wzrok na brązowowłosą dziewczynę, która kroczyła z innymi graczami ramię w ramię- O ile mnie wzrok nie myli to Hermiona Greanger!
Wszyscy Ślizogoni prychnęli na to nazwisko z wyjątkiem pewnego szukającego, który uśmiechnął się na widok swojej siostry na boisku. Na szczęście nikt tego nie zauważył. No może oprócz jednej, bystrej osoby.
-,, Nie szczerz się tak bo jeszcze ktoś zauważy"- Draco usłyszał głos siostry w swojej głowie.
-,, Mogłabyś mnie nie straszyć? I to jeszcze telepatycznie?"
-,, A jak mam cię ostrzec?"
-,, Normalnie!"
-,, Dobre sobie."
-Gracze wsiadają na miotły- kontynuował Colin- I już są w powietrzu. Kafla mają Ślizogoni. Vaisey do Urquharta i nie ma gola! Świetny obrona Rona Wasleya! Kafla przejmują Gryfoni. Katie do Hermiony, Hermiona i gol!!! 50: 100 dla Gryffindoru!
Dziewczyna była zdziwiona, że tak dobrze jej poszło. Gdy grała z Wasleyami i Harrym podczas wakacji, trudniej jej było strzelić gola. Może dlatego, że Ron był obrońcą Gryffindoru?
Hermiona podczas meczu strzeliła jeszcze osiem goli, a gdy Harry złapał znicza, było 60: 330.
***
-Hermiono byłaś wspaniała!- wszyscy Gryfoni gratulowali po kolei Gryffindorównie
-Harry chodźmy do Ginny.- poprosiła swojego chłopaka Hermiona, gdy tylko gratulacje się skończyły, a Gryfoni postanowili urządzić imprezę
Po drodze zabrali jeszcze ze sobą Rona.
-Jak się czujesz Ginny?- pierwsza zapytała brązowooka
-Już dobrze. Kto wygrał mecz?
-A jak myślisz? Oczywiście, że my.- odpowiedział siostrze Ron
-A kto grał za mnie?
-Ja.- odpowiedziała nieco speszona dziewczyna
-Hermiona była świetna! Strzeliła dziewięć goli i doprowadziła do wyniku 60: 180!- wychwalał swoją dziewczynę Harry
-Tak się cieszę Hermiono, że wreszcie grasz!- ucieszyła się Ginny
-Dosyć o mnie! Kiedy wychodzisz?
-Jutro.
-To świetnie! Więc wtedy sobie pogadamy. Chodźcie chłopaki. Ginny musi odpocząć.
*****
W następnym rozdziale nowa uczennica. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)
(Komentujcie)
Świetniutki <3 szkoda że nikt inny nie pisze komentarzy do tego wspaniałego opowiadania... ;)
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
Usuń