"Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z drugiej także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce na nową, kolejną falę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić."
Dorota Terakowska
*****
Hermiona biegła szybko, przez ciemne, szkolne korytarze, do swojego dormitorium. Brata zostawiła na siódmym piętrze w Pokoju Życzeń, a teraz zamierzała obudzić przyjaciółkę, by ta pomogła synowi Williama Gryffindora.
-Gdzie ty się włóczysz po nocy młoda damo?!- Gruba Dama oczywiście nie omieszkała się zadać tego pytania dziewczynie, która potrzebowała pomocy dla brata.
-Fasolki wszystkich smaków.
-I nawet nie zamierzasz odpowiedzieć mi na moje pytanie?
-FASOLKI WSZYSTKICH SMAKÓW.
-Och, dobrze, już dobrze. Wchodź.
Gryffindorówna z prędkością większą od światła znalazła się najpierw w swoim dormitorium, a później przy łóżku długowłosej Polki.
-Aśka! Aśka, proszę obudź się.- Hermiona delikatnie potrząsała ramieniem przyjaciółki.
-Co się stało?- zapytała zaspana Słowianka.
-Draco. On...on...
-Już dobrze Hermiono. Uspokój się. Co się stało?
-Siedziałam na parapecie i zauważyłam zakapturzoną postać, która wychodziła z lasu. Chociaż wychodziła to za dużo powiedziane. Ona się prawie czołgała. Tą osobą był Draco. Pobiegłam tam. Leżał przy jeziorze ledwie żywy, zakrwawiony i z dziwnymi poparzeniami na dłoniach i twarzy. Chciałam zabrać go do Skrzydła Szpitalnego, ale się nie zgodził i kazał mi zanieść zanieść go do Pokoju Życzeń i iść po ciebie.
-Więc na co czekamy?
Po chwili dwie brązowowłose dziewczyny jak najciszej się tylko dało przemierzały szkolne korytarze, by dojść do Pokoju Życzeń, w którym leżał brat jednej z nich.
Gdy przyjaciółki weszły do środka, oczom Aśki ukazało się pomieszczenie, którego ściany z góry do dołu pokryte były półkami z przeróżnymi księgami i eliksirami leczniczymi.
Długowłosa podbiegła do stojącego na środku pokoju łóżka, na którym leżał potomek Godryka Gryffindora. Chłopak wyglądał strasznie.
Dziewczyna dotknęła pomarańczowego oparzenia na dłoni Draco, a ten syknął z bólu.
-Hermiono, musisz iść po dyrektora. Szybko.
Brunetka skinęła głową i bez słowa sprzeciwu wykonała polecenie przyjaciółki.
***
Gdy Hermiona wróciła z Dambledorem, Draco spał z dziwnie pachnącym okładem na głowie.
-I co?- zapytała Gryffindorówna, siadając obok brata.
-Śpi.
-Widzę, że świetnie sobie pani poradziła. Więc do czego ja jestem tu potrzebny?
-Otóż, Draco ma na ciele pomarańczowe poparzenia. A to oznacza, że Voldemort dostał się już do szkolnej biblioteki. Na szczęście te groźniejsze zaklęcia zapisane są w języku, który może odczytać tylko ten, kto jest prawowitym mieszkańcem Miasta.
-Co to ma wspólnego ze stanem Dracona?
-Te poparzenia po kilku dniach stają się śmiertelne, a przepis i składniki potrzebne do odtrutki są w Polsce. I chodzi o to, czy zgodziłby się pan na to, byśmy z Hermioną i Oliwią pojechały po te składniki.
-Ależ oczywiście.
-To świetnie. Chodź Hermiono, musimy obudzić Oliwię.
***
Jakiś czas później trzy dziewczyny stały na środku dormitorium, ubrane w spodenki, bluzki z krótkimi rękawami oraz w bluzy i buty do górskich wędrówek. Asia dodatkowo miała zmieniony kolor włosów na czarne i oczu na niebieskie.
-U nas już świta.- powiedziała Oliwia patrząc na zegarek.
Aśka pokiwała głową i odezwała się do przyjaciółek:
-Nie mogę przenieść nas od razu tam, gdzie mamy dotrzeć, bo jest tam za dużo ludzi. Wprawdzie wszyscy są czarodziejami, ale na razie nikt nie może dowiedzieć się o tym, że żyję.
Hermiona i Oliwia pokiwały głowami na znak zgody i wszystkie trzy chwyciły się za ręce.
Hermiona poczuła szarpnięcie, ale nie tak jak zawsze, w okolicy pępka, lecz tym razem wydawało jej się, że ktoś ciągnie ją za prawe przedramię.
(muzyka)
Gryffindorówna zamknęła na chwilę oczy, a gdy ponownie je otworzyła, ujrzała przed sobą najpiękniejszy widok, jaki widziała do tej pory.
Górskie szczyty, mimo, że nie największe, majestatycznie wychylały się sponad mgły i mieniły się pięknymi kolorami czerwieni, pomarańczy i złota odbitymi od kolorowych liści promieniami wschodzącego słońca. Niebo przybrało wiele odcieni różu, fioletu i pomarańczy, a widoczność była po prostu doskonała.
***

***
-Jesteśmy na Krzemieniu.- oznajmiła Aśka.- Najpierw idziemy na Tarnicę, a później zejdziemy do Wołosatego. Nie mogłam nas przenieść bliżej, bo by mnie wykryli.
-Czyli najpierw bierzemy wilcze jagody, borówki, potem tarnickie zioła*, czosnek niedźwiedzi, a na końcu sierść niedźwiedzia i rysia?- zapytała Oliwia.
-Dokładnie tak.
-A reszta składników?
-Trzy z nich są w Hogwarcie, a resztę weźmiemy z innych miejsc.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw dziewczyny ruszyły w drogę.
Mgła zdążyła już opaść, odsłaniając zalesione doliny i kotliny Bieszczadów.
Pomimo niekoniecznie stratosferycznych wysokościach góry te miały swój urok. Szlaki były wąskimi ścieżkami, gdzieniegdzie "posypanymi" kamieniami. Las w pewnym momencie po prostu odcinał się od reszty szczytu, który pokryty był jagodami, borówkami czy jakimiś trawami i z wyglądu przypominał raczej step. Nigdzie- nawet w oddali, a widoczność była świetna- nie było widać żadnych zabudowań, czy to zwykłych domów, czy schronisk i hosteli- po prostu nic. Żadnego śladu działalności człowieka. Chyba właśnie dzięki temu Bieszczady zachowały swoją dzikość i nikomu jak na razie się nie spieszyło, by ją im odebrać.
***
Po jakimś czasie dość szybkiego marszu, gdy od Tarnicy dzieliło dziewczyny tylko kilka minut drogi, na niebieskim szlaku, którym szły zaczęli pojawiać się ludzie. Gdy obok nich przeszły dwie, około dwudziestoletnie dziewczyny wszystkie cztery Polki przywitały się wzajemnie mówiąc sobie zwykłe "cześć" . Zaciekawiona Hermiona od razu zapytała półszeptem:
-Znacie je?
-Nie.
-To dlaczego się przywitałyście?
-Tutaj już tak jest. Każdy wita się z każdym na szlakach. Nieważne, czy ktoś jest Polakiem czy nie, czy jest stąd czy z drugiego końca Polski. To taka jakby tradycja.
-Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.
-No, to teraz miałaś okazję i raczej jeszcze będziesz ją mieć. Na pewno spotkamy kogoś schodząc do Wołosatego.
***

***
Podczas, gdy Słowianki zbierały zioła i owoce potrzebne do eliksiru, który miał pomóc młodemu Gryffindorowi, Hermiona siedziała na jednej z drewnianych ławeczek ustawionych na najwyższym szczycie Bieszczadów i obserwowała szczyty pokryte jeszcze kolorowymi lasami.
-Niedługo nie będzie już ani jednego liścia. Może zima nie będzie jakoś specjalnie mroźna, ale mimo wszystko, utrzymają się one w takim stanie może jeszcze z tydzień.- Aśka wyrosła jak z pod ziemi za plecami Czarodziejki.- Idziemy dalej?
Długi odcinek drogi dziewczyny przebyły lasem, aż w końcu wyszły z gąszczu na otwartą przestrzeń. Kilkaset metrów przed nimi stało kilka domów- niektóre drewniane- i drewniana budka przy początku szlaku.
-Gdzie jesteśmy?
-W Wołosatym.- wyjaśniła Oliwia.
-Czemu jest tu tak mało domów?
-Bo oprócz dwóch noclegów, pozostałe zabudowania są tylko i wyłącznie domami- stałymi, czy też chwilowymi- pracowników Parku Narodowego.
Pięć minut drogi później Hermiona zdębiała patrząc na znak przy drodze, który- wprawdzie napisany został po polsku, ale nie stanowiło to dla niej kłopotu- głosił: "Zwolnij! NIEDŹWIEDZIE!"
-Co to jest?
-Znak.- odpowiedziała wymijająco Aśka.
-Ale...
Hermiona nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ Polki złapały ją szybko za ręce i skręciły zaraz za znakiem do lasu.
-A teraz cicho.- pouczyła Brytyjkę Mickiewiczówna.- Pamiętasz, gdzie jest przejście?- spytała szeptem swoją przyjaciółkę z Polski.
-Też pytanie. Trafiłabym tu obudzona w środku nocy z zamkniętymi oczami.
Gryffindorówna niecierpliwiła się trochę z powodu ciężkiego stanu brata, jednak ufała Polkom i wiedziała, że na pewno zrobią wszystko, by pomóc Draconowi.
Kiedy las był już tak gęsty, że prawie nie dało się przejść, pomiędzy drzewami pojawiła się dwumetrowa pajęczyna. Hermiona stłumiła krzyk.
-Spokojnie. To nie jest prawdziwa pajęcza sieć. Musimy przez nią przejść, aby dostać się do starszej części Miasta.
-Gotowa?
Brunetka niepewnie pokiwała głową i podeszła kilka kroków do przodu.
Gdy od pajęczyny dzieliło ją kilka centymetrów ujrzała, że jest ona zbudowana niczym z mglistych włókien. Z jej środka powiewał lekki, orzeźwiający wietrzyk i dało się wyczuć dziwny, lecz słodki zapach, który przypomniał Hermionie o ukochanym. No właśnie, Harry. Co ona mu powie po powrocie? Że gdzie niby była? Na wycieczce krajoznawczej?
Polki przerwały rozmyślania Hermiony biorąc ją za ręce i przeprowadzając przez tajemnicze włókna.
*****
*wymyślona nazwa
*****
Na razie tylko tyle, ale już niedługo postaram się dodać następny ;)
Komentujcie, proszę...
*****
PS. Czy chcecie, żebym zrobiła coś takiego jak wspomnienia? Chodzi o to, że będę pisała coś w stylu miniaturek o Harrym, Hermionie i może o Aśce w wydarzeniach spoza tego bloga. To jak? Mogę liczyć na wasze opinie?
-Gdzie ty się włóczysz po nocy młoda damo?!- Gruba Dama oczywiście nie omieszkała się zadać tego pytania dziewczynie, która potrzebowała pomocy dla brata.
-Fasolki wszystkich smaków.
-I nawet nie zamierzasz odpowiedzieć mi na moje pytanie?
-FASOLKI WSZYSTKICH SMAKÓW.
-Och, dobrze, już dobrze. Wchodź.
Gryffindorówna z prędkością większą od światła znalazła się najpierw w swoim dormitorium, a później przy łóżku długowłosej Polki.
-Aśka! Aśka, proszę obudź się.- Hermiona delikatnie potrząsała ramieniem przyjaciółki.
-Co się stało?- zapytała zaspana Słowianka.
-Draco. On...on...
-Już dobrze Hermiono. Uspokój się. Co się stało?
-Siedziałam na parapecie i zauważyłam zakapturzoną postać, która wychodziła z lasu. Chociaż wychodziła to za dużo powiedziane. Ona się prawie czołgała. Tą osobą był Draco. Pobiegłam tam. Leżał przy jeziorze ledwie żywy, zakrwawiony i z dziwnymi poparzeniami na dłoniach i twarzy. Chciałam zabrać go do Skrzydła Szpitalnego, ale się nie zgodził i kazał mi zanieść zanieść go do Pokoju Życzeń i iść po ciebie.
-Więc na co czekamy?
Po chwili dwie brązowowłose dziewczyny jak najciszej się tylko dało przemierzały szkolne korytarze, by dojść do Pokoju Życzeń, w którym leżał brat jednej z nich.
Gdy przyjaciółki weszły do środka, oczom Aśki ukazało się pomieszczenie, którego ściany z góry do dołu pokryte były półkami z przeróżnymi księgami i eliksirami leczniczymi.
Długowłosa podbiegła do stojącego na środku pokoju łóżka, na którym leżał potomek Godryka Gryffindora. Chłopak wyglądał strasznie.
Dziewczyna dotknęła pomarańczowego oparzenia na dłoni Draco, a ten syknął z bólu.
-Hermiono, musisz iść po dyrektora. Szybko.
Brunetka skinęła głową i bez słowa sprzeciwu wykonała polecenie przyjaciółki.
***
Gdy Hermiona wróciła z Dambledorem, Draco spał z dziwnie pachnącym okładem na głowie.
-I co?- zapytała Gryffindorówna, siadając obok brata.
-Śpi.
-Widzę, że świetnie sobie pani poradziła. Więc do czego ja jestem tu potrzebny?
-Otóż, Draco ma na ciele pomarańczowe poparzenia. A to oznacza, że Voldemort dostał się już do szkolnej biblioteki. Na szczęście te groźniejsze zaklęcia zapisane są w języku, który może odczytać tylko ten, kto jest prawowitym mieszkańcem Miasta.
-Co to ma wspólnego ze stanem Dracona?
-Te poparzenia po kilku dniach stają się śmiertelne, a przepis i składniki potrzebne do odtrutki są w Polsce. I chodzi o to, czy zgodziłby się pan na to, byśmy z Hermioną i Oliwią pojechały po te składniki.
-Ależ oczywiście.
-To świetnie. Chodź Hermiono, musimy obudzić Oliwię.
***
Jakiś czas później trzy dziewczyny stały na środku dormitorium, ubrane w spodenki, bluzki z krótkimi rękawami oraz w bluzy i buty do górskich wędrówek. Asia dodatkowo miała zmieniony kolor włosów na czarne i oczu na niebieskie.
-U nas już świta.- powiedziała Oliwia patrząc na zegarek.
Aśka pokiwała głową i odezwała się do przyjaciółek:
-Nie mogę przenieść nas od razu tam, gdzie mamy dotrzeć, bo jest tam za dużo ludzi. Wprawdzie wszyscy są czarodziejami, ale na razie nikt nie może dowiedzieć się o tym, że żyję.
Hermiona i Oliwia pokiwały głowami na znak zgody i wszystkie trzy chwyciły się za ręce.
Hermiona poczuła szarpnięcie, ale nie tak jak zawsze, w okolicy pępka, lecz tym razem wydawało jej się, że ktoś ciągnie ją za prawe przedramię.
(muzyka)
Gryffindorówna zamknęła na chwilę oczy, a gdy ponownie je otworzyła, ujrzała przed sobą najpiękniejszy widok, jaki widziała do tej pory.
Górskie szczyty, mimo, że nie największe, majestatycznie wychylały się sponad mgły i mieniły się pięknymi kolorami czerwieni, pomarańczy i złota odbitymi od kolorowych liści promieniami wschodzącego słońca. Niebo przybrało wiele odcieni różu, fioletu i pomarańczy, a widoczność była po prostu doskonała.
***
***
-Jesteśmy na Krzemieniu.- oznajmiła Aśka.- Najpierw idziemy na Tarnicę, a później zejdziemy do Wołosatego. Nie mogłam nas przenieść bliżej, bo by mnie wykryli.
-Czyli najpierw bierzemy wilcze jagody, borówki, potem tarnickie zioła*, czosnek niedźwiedzi, a na końcu sierść niedźwiedzia i rysia?- zapytała Oliwia.
-Dokładnie tak.
-A reszta składników?
-Trzy z nich są w Hogwarcie, a resztę weźmiemy z innych miejsc.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw dziewczyny ruszyły w drogę.
Mgła zdążyła już opaść, odsłaniając zalesione doliny i kotliny Bieszczadów.
Pomimo niekoniecznie stratosferycznych wysokościach góry te miały swój urok. Szlaki były wąskimi ścieżkami, gdzieniegdzie "posypanymi" kamieniami. Las w pewnym momencie po prostu odcinał się od reszty szczytu, który pokryty był jagodami, borówkami czy jakimiś trawami i z wyglądu przypominał raczej step. Nigdzie- nawet w oddali, a widoczność była świetna- nie było widać żadnych zabudowań, czy to zwykłych domów, czy schronisk i hosteli- po prostu nic. Żadnego śladu działalności człowieka. Chyba właśnie dzięki temu Bieszczady zachowały swoją dzikość i nikomu jak na razie się nie spieszyło, by ją im odebrać.
***
Po jakimś czasie dość szybkiego marszu, gdy od Tarnicy dzieliło dziewczyny tylko kilka minut drogi, na niebieskim szlaku, którym szły zaczęli pojawiać się ludzie. Gdy obok nich przeszły dwie, około dwudziestoletnie dziewczyny wszystkie cztery Polki przywitały się wzajemnie mówiąc sobie zwykłe "cześć" . Zaciekawiona Hermiona od razu zapytała półszeptem:
-Znacie je?
-Nie.
-To dlaczego się przywitałyście?
-Tutaj już tak jest. Każdy wita się z każdym na szlakach. Nieważne, czy ktoś jest Polakiem czy nie, czy jest stąd czy z drugiego końca Polski. To taka jakby tradycja.
-Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.
-No, to teraz miałaś okazję i raczej jeszcze będziesz ją mieć. Na pewno spotkamy kogoś schodząc do Wołosatego.
***
***
Podczas, gdy Słowianki zbierały zioła i owoce potrzebne do eliksiru, który miał pomóc młodemu Gryffindorowi, Hermiona siedziała na jednej z drewnianych ławeczek ustawionych na najwyższym szczycie Bieszczadów i obserwowała szczyty pokryte jeszcze kolorowymi lasami.
-Niedługo nie będzie już ani jednego liścia. Może zima nie będzie jakoś specjalnie mroźna, ale mimo wszystko, utrzymają się one w takim stanie może jeszcze z tydzień.- Aśka wyrosła jak z pod ziemi za plecami Czarodziejki.- Idziemy dalej?
Długi odcinek drogi dziewczyny przebyły lasem, aż w końcu wyszły z gąszczu na otwartą przestrzeń. Kilkaset metrów przed nimi stało kilka domów- niektóre drewniane- i drewniana budka przy początku szlaku.
-Gdzie jesteśmy?
-W Wołosatym.- wyjaśniła Oliwia.
-Czemu jest tu tak mało domów?
-Bo oprócz dwóch noclegów, pozostałe zabudowania są tylko i wyłącznie domami- stałymi, czy też chwilowymi- pracowników Parku Narodowego.
Pięć minut drogi później Hermiona zdębiała patrząc na znak przy drodze, który- wprawdzie napisany został po polsku, ale nie stanowiło to dla niej kłopotu- głosił: "Zwolnij! NIEDŹWIEDZIE!"
-Co to jest?
-Znak.- odpowiedziała wymijająco Aśka.
-Ale...
Hermiona nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ Polki złapały ją szybko za ręce i skręciły zaraz za znakiem do lasu.
-A teraz cicho.- pouczyła Brytyjkę Mickiewiczówna.- Pamiętasz, gdzie jest przejście?- spytała szeptem swoją przyjaciółkę z Polski.
-Też pytanie. Trafiłabym tu obudzona w środku nocy z zamkniętymi oczami.
Gryffindorówna niecierpliwiła się trochę z powodu ciężkiego stanu brata, jednak ufała Polkom i wiedziała, że na pewno zrobią wszystko, by pomóc Draconowi.
Kiedy las był już tak gęsty, że prawie nie dało się przejść, pomiędzy drzewami pojawiła się dwumetrowa pajęczyna. Hermiona stłumiła krzyk.
-Spokojnie. To nie jest prawdziwa pajęcza sieć. Musimy przez nią przejść, aby dostać się do starszej części Miasta.
-Gotowa?
Brunetka niepewnie pokiwała głową i podeszła kilka kroków do przodu.
Gdy od pajęczyny dzieliło ją kilka centymetrów ujrzała, że jest ona zbudowana niczym z mglistych włókien. Z jej środka powiewał lekki, orzeźwiający wietrzyk i dało się wyczuć dziwny, lecz słodki zapach, który przypomniał Hermionie o ukochanym. No właśnie, Harry. Co ona mu powie po powrocie? Że gdzie niby była? Na wycieczce krajoznawczej?
Polki przerwały rozmyślania Hermiony biorąc ją za ręce i przeprowadzając przez tajemnicze włókna.
*****
*wymyślona nazwa
*****
Na razie tylko tyle, ale już niedługo postaram się dodać następny ;)
Komentujcie, proszę...
*****
PS. Czy chcecie, żebym zrobiła coś takiego jak wspomnienia? Chodzi o to, że będę pisała coś w stylu miniaturek o Harrym, Hermionie i może o Aśce w wydarzeniach spoza tego bloga. To jak? Mogę liczyć na wasze opinie?
Nareście się doczekałam :) Super rozdział i wogule. Nie mogę się doczekać następnego ~ Jula
OdpowiedzUsuń