-Nie mówiłaś, że dzisiaj wracasz.- Ginny uścisnęła przyjaciółkę po czym zrobił to jej brat
-Bo sama dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj rano.
-Dopiero? Miałaś cały dzień żeby nam powiedzieć.- Ron był nieugięty
-Chciałam wam zrobić niespodziankę.
-Dobrze już dobrze, nie męczcie jej.- Potter objął ukochaną w pasie
-Dzięki Harry.- wyszeptała mu do ucha Hermiona po czym zabrała się za jedzenie
***
-Ja idę do biblioteki napisać wypracowanie dla nietoperza.- rzuciła Ginny i zniknęła za portretem Grubej Damy
-A ty dokąd Ron?- zdziwiła się Gryffindorówna
-Ja... no wiesz... umówiłem się z Luną i teraz...
-Dobra. Nie karz jej czekać.- Hermiona usiadła na kanapie i oparła głowę na kolanach Pottera- Od kiedy oni są razem?- spytała gdy rudy wyszedł
-Od niedawna. Zaczęli ze sobą chodzić dwa tygodnie przed tym jak się obudziłaś.
-Jak widać dużo mnie ominęło.
-Przecież wiesz, że Ginny i tak jutro ci wszystko opowie ze szczegółami, prawda?
-To pewne.- zaśmiała się dziewczyna i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła
Śniło jej się, że znowu T A M trafiła. Że znowu Lucjusz Malfoy się nad nią znęcał, że nic nie mogła zrobić. Bała się, że nie wróci do Harrego.
Wybraniec uśmiechnął się kiedy Hermiona usnęła na jego kolanach. Jej piękne brązowe loki opadły na jej twarz, więc je odgarnął. Nagle poczuł, że Hermiona cała drży i zaczyna krzyczeć przez sen. Nie zastanawiał się ani chwili i od razu zaczął ją budzić. Wiedział co jej się śni. Bał się o nią.
-Hermiono.- potrząsnął nią lekko- Proszę obudź się.- powiedział błagalnym tonem
Dziewczyna obudziła się z krzykiem, cała zalana potem.
-Ciiiii. Już dobrze nie martw się.- gładził ją po włosach i starał się ją uspokoić
-Ja nie chcę tam wracać.-wyszeptała, a łzy zaczęły płynąć jej potokami
-Już nigdy nie zostawię Cię samej.- jak na komendę przytuliła się do niego mocniej, a on wsunął rękę pod jej bluzkę i zaczął gładzić ją po brzuchu. Uspokoiła się po kilku minutach i usnęła, tym razem spokojnie.
Nie chcąc jej budzić młody Potter wziął ją na ręce, a że nie mógł wejść do dormitorium dziewczyn, postanowił zanieść ją do swojego. Ułożył ją delikatnie na łóżku i sam położył się obok.
Następnego dnia Hermiona obudziła się zdziwiona na widok Harrego obok siebie i że nie jest we własnym dormitorium. Dopiero potem uświadomiła sobie wczorajszy sen i uznała, że Harry nie mogąc wejść do jej dormitorium, zaniósł ją do swojego.
Wstała i przykryła Harrego dokładniej kołdrą. Sama zeszła na dół, starając się nikogo nie obudzić, a potem do swojego dormitorium. Wchodząc tam usłyszała miarowe oddechy śpiących koleżanek. Po cichu weszła do łazienki i odkręciła kurek z wodą w wannie. Do wody dolała olejku lawendowego i po chwili leżała w ciepłej cieczy. Spojrzała na zegarek, który leżał na umywalce- była szósta rano. Gdy wyszła z łazienki, ubrała się i zobaczyła, że przez otwarte okno wleciała mała, brązowa sowa. Hermiona odwiązała list od jej nóżki i go przeczytała:
Hermiono, bądź w Pokoju Życzeń za dziesięć minut.
D.G
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła się że jej brat zaczął wstydzić się nazwiska Malfoy i podpisywał się D.G (Draco Gryffindor), przynajmniej w listach do niej i dyrektora. Skąd wiedziała, że w listach do Dambledora też się tak podpisywał? Może to dlatego, że jest Czarodziejką Gryffindoru, albo że są bliźniakami?
Nie czekając ani chwili zeszła na palcach do Pokoju Wspólnego, a będąc już za portretem Grubej Damy, puściła się biegiem przez korytarz.
Na szczęście nie spotkała ani jednego nauczyciela po drodze, ponieważ nie kontrolując swoich mocy zmieniła się w panterę, by szybciej dotrzeć na miejsce. Dopiero przed gobelinem dostrzegła co zrobiła. Bardzo ją to zdziwiło, bo do tej pory transmutacja w dzikie zwierzęta nie szła jej najlepiej.
Gdy przybrała już postać człowieka przeszła przed gobelinem trzy razy, myśląc o bracie i jej oczom ukazały się drzwi. Weszła do środka. Była w średniej wielkości pokoju, pomalowanym na jasno zielono z dużą, szmaragdową kanapą na środku i okrągłym, szklanym stolikiem.
Usiadła na kanapie oczekując brata. Zjawił się po pięciu minutach, a gdy ją zobaczył, natychmiast podbiegł i ją uścisnął.
-Nawet nie wiesz jak się o Ciebie bałem.
-Harry mówił, że dostał list, w którym było napisane gdzie jestem.
-No i co?
-To ty go wysłałeś, prawda?
-Nie mogłem znieść myśli, że Cię torturują.
-Dziękuję. A tak z innej beczki. Co to za dziewczyna na którą cały czas wczoraj patrzyłeś podczas kolacji? I nie udawaj, że nic o tym nie wiesz.
-Ta Gryfonka?
-Tak. Właśnie ta.
-Po prostu dziwnie się zachowywała.
-To znaczy?
-Gdy weszłaś do Wielkiej Sali, wcale się nie zdziwiła tak jak pozostali.
-No i co tego?
-Poczekaj, daj mi skończyć. Tydzień temu na transmutację, którą mieliśmy z Gryfonami wparował Snape i kazał jej iść do dyrektora. Gdy stamtąd wróciła miała nieobecny wyraz oczu i zaczęła pyskować do McGonagall.
-Nie rozumiem.
-Ona nigdy taka nie była. Zawsze siedziała cicho w ostatniej ławce i coś pisała w jakimś zeszycie. Raczej przypominała szarą myszkę, ale od tamtego czasu nic jej nie pasowało i na wszystkich się wydzierała.
-Zaraz. Skąd możesz to wiedzieć, przecież ona jest od nas rok starsza.
-Slughorn gdzieś wyjechał i mieliśmy łączone lekcje transmutacji z siódmą klasą Gryfonów przez dwa tygodnie.
-Aha. I co dalej?
-Wczoraj zwróciła na Ciebie uwagę dopiero, gdy zaczęliście się z Harrym całować. Wyglądało na to, że wiedziała, że przyjdziesz.
-Ale to niemożliwe, przecież nikomu nie mówiłam.
-No właśnie.
Rozmawiali o Gryfonce imieniem Nina jeszcze pół godziny i udali się do swoich dormitoriów, a następnie poszli na śniadanie.
-Hermiono, mam Ci tyle do opowiedzenia.- Ginny nie dała przyjaciółce spokojnie zjeść
-Nie wątpię w to. Ale po śniadaniu, dobrze? Dzisiaj sobota więc zdążysz mi wszystko opowiedzieć z najmniejszymi szczegółami.
Przy jedzeniu Hermiona co jakiś czas zerkała kątem oka na nie jaką Ninę Grass. Ta druga cały czas na nią patrzyła. Dla Gryffindorówny, która odziedziczyła część cech charakteru po matce, zaczęło to się robić krępujące. ,,Dlaczego ona patrzy się na mnie jak sroka w kość?!"-myślała. Gdy skończyła śniadanie jak najszybciej udała się do Pokoju Wspólnego. Zastała tam czarną sowę- własność Dambledora. Szybko przeczytała krótki list:
Przyjdź do mnie o 10.30- sama.
PS. Mam ich dużo w kieszeni.
Dambledor
***
-Cytrynowe dropsy.- Hermiona weszła po schodach do gabinetu dyrektora
-O, dobrze że jesteś. Usiądź.
-O co chodzi?
-Znasz Ninę Grass?
-Tak. To Gryfonka z siódmego roku.
-Zastanawiałaś się kiedyś gdzie ukrył się twój wuj razem z córkami po wybuchu wojny z Voldemortem?
-Tak szczerze to nie. Ale o co chodzi?
-Wyjechał on z córkami do Francji, ale sześć lat temu jego żona razem z córkami wróciła do kraju. Twojego stryja zabili Śnierciożercy niedługo po ich wyjeździe. Twoje dwie kuzynki: Emilii i Margaret zdecydowały się na naukę Beauxbatons, a trzecia- Nina poszła do Hogwartu.
-Sugeruje pan, że Nina Grass naprawdę nazywa się Nina Gryffindor, jest moją kuzynką i cały czas była w Hogwarcie?!
-Dokładnie tak.
-Czy ona wie, że to ja jestem Czarodziejką Gryffindoru i jej kuzynką?
-Tak, powiedziałem jej to jakiś czas temu, gdy ty byłaś w śpiączce. Myślę, że macie sobie wiele do powiedzenia, więc proponuje spotkanie w Pokoju Życzeń o 23.
-Dobrze. Pan ją powiadomi?
-Tak. A teraz idź. Jestem pewny, że panna Wasley czeka na Ciebie.
-Dziękuję. A i jeszcze jedno. Czy ona wie, że Draco jest moim bratem?
-Nie. Nadal myśli, że on nie żyje. Ale powinna jej pani to powiedzieć.
-Dziękuję za radę, do widzenia.
***
Oczywiście przypuszczenia dyrektora szkoły się sprawdziły.
-Gdzieś ty się podziewała?
-Byłam u Dambledora.
-Czego chciał?
-E tam - Hermiona machnęła ręką - nic takiego. Lepiej opowiedz co się działo kiedy mnie nie było.
Rudowłosa znalazła się w swoim żywiole. Cały czas opowiadała przyjaciółce plotki z innych domów. Mówiła kto z kim chodzi (włączając w to Rona), lub kto z kim zerwał i kiedy. Nic nie umknęło uwadze Ginny Wasley.
***
Hermiona siedziała w swoim dormitorium i czytała książkę- ,,Czarno-magiczne przedmioty", mając nadzieję, że znajdzie tam jakieś informacje, które pomogą Harremu w poszukiwaniach horkruksów.
Gdy wskazówki zegara pokazały 22:50, zeszła na dół do Pokoju Wspólnego i wyszła przez portret Grubej Damy w kierunku Pokoju Życzeń na siódmym piętrze.
Droga minęła jej bez żadnych przeszkód.
Przeszła przed gobelinem trzy razy, myśląc o Ninie i szybko weszła do Pokoju, ponieważ usłyszała zbliżające się ku niej kroki- prawdopodobnie jednego z profesorów, który miał nocny obchód.
Dopiero kiedy kroki za ścianą ucichły, Hermiona rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Był to niewielki pokój, pomalowany na złoto ze szkarłatnymi wzorami w kształcie lwów. ,,No tak- przecież obie jesteśmy potomkiniami Godryka Gryffindora"- pomyślała. Na środku stał średniej wielkości kominek, a przed nim czerwona kanapa. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że na kanapie siedzi dziewczyna z bardzo jasno brązowymi włosami i niezwykle głębokimi, niebieskimi oczami.
Hermiona podeszła do niej i usiadła na miejscu obok, a potem powiedziała:
-Więc to ty jesteś moją kuzynką.- na te słowa Nina wzdrygnęła się
-O, przepraszam nie usłyszałam Cię.
-Tak, Dambledor kiedyś mi powiedział, że często wchodzę ,,jak kot".
-Nie dziwię się. Przecież jesteś Trzecią Czarodziejką Gryffindoru i masz moce wszystkich zwierząt jakie istnieją na całym świecie.
-Czasami tego nie kontroluję.
-Właśnie widzę.
-O co Ci chodzi?
-Ty na serio tego nie widzisz?
-Nie, ale o co Ci chodzi?
-Przed chwilą, gdy mówiłaś o kotach, zmieniłaś się w tygrysa.- powiedziała chichocząc Nina
-Co takiego?!-Hermiona spojrzała na swoje ręce i zamiast nich ujrzała duże łapy z pazurami
Z wrażenia spadła na podłogę, a w trakcie lotu zmieniła się z powrotem w człowieka. Nina śmiała się w niebo głosy, a zdenerwowana Czarodziejka leżąc na podłodze, skrzyżowała ręce na piersi, zdmuchnęła niesforny kosmyk włosów i powiedziała:
-Tak Cię to śmieszy? Zraz zobaczymy.- wpatrzyła się przez chwilę w towarzyszkę i po chwili obok niej leżała Nina w postaci niedźwiedzia polarnego
Śmiały się jeszcze jakiś czas i w końcu Hermiona odczarowała kuzynkę i obie usiadły na kanapie.
-Co się z wami działo przez dziesięć lat po waszym wyjeździe?- spytała w końcu Hermiona po chwili ciszy
-Gdy wyjechaliśmy maiłam dwa lata.-zaczęła opowiadać Nina- Nie chciałam opuszczać Londynu, ponieważ tam był mój dom. Ale tato zdecydował, że musimy jechać bez względu na wszystko. Powiedział też, że po tygodniu do nas dołączycie, gdy tylko twoi rodzice zabezpieczą odpowiednio dom Potterów i Hogwart. Niestety, następnego dnia przyszła do nas sowa z wiadomością od wujka Williama. Pisał, że nie może wyjechać do Francji, bo to zbyt ryzykowne posunięcie, a w Dolinie Godryka jesteście bezpieczni. Tato zaczął pracować we francuskim Ministerstwie Magii i nie całe dwa tygodnie później go namierzyli. Zabili go w drodze do domu.- po policzku Niny spłynęła samotna łza, a swój wzrok utkwiła w płomieniach ognia z kominka- Powiadomił nas o tym jego francuski przyjaciel z pracy. Tydzień później w gazetach na całym świecie pisali o Harrym Potterze i -wprawdzie bez szczegółów- o waszym wypadku. Pięć lat później Margaret poszła do Beauxbatons, a następnie dołączyła do niej Emilii. Ja nie chciałam chodzić tam do szkoły, więc wróciłam z mamą do Anglii, a moje siostry zostały na jakiś czas z ciotką we Francji. Trzy lata temu mama wróciła do Margaret i Emilii, a ja zostałam w Hogwarcie. A tak właściwie to jakim cudem przeżyłaś?
- Jeszcze zanim Voldemort zabił rodziców Harrego, dowiedział się że to ja jestem Trzecią Czarodziejką Gryffindoru. Wiedział, że zwykłą Avadą mnie nie zabije, więc postanowił upozorować wypadek samochodowy. Moich rodziców zabił najpierw, a potem samochód zaczął staczać się ze wzgórza. Słyszałam jeszcze ten jego straszny śmiech, po czym zniknął- teleportował się do Potterów. Nie zauważył jednak dużego, czarnego psa, który stał niedaleko niego. Gdy samochód uderzył w drzewo, pies jeszcze przed wybuchem wskoczył przez wybitą szybę i mnie wyciągnął. Był to Syriusz Black.
-Ten przestępca?
-Nie. Black nie był przestępcą. Po prostu go wrobili.
-Szkoda, że nie zdążył wyciągnąć twojego brata.
-Syriusz przypuszcza... przypuszczał- Hermiona westchnęła- nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że on nie żyje. A więc Syriusz przypuszczał, że go tam nie było. I miał rację.
-Jak to?!
-Mój brat bardzo wcześnie nauczył się teleportować. Jeszcze zanim Voldemort zniknął, najzwyczajniej teleportował się pod jeden z czarodziejskich domów.
-To znaczy, że jest w Hogwarcie?
-Tak.
-Który to Gryfon?
-On nie jest w Gryffindorze.
-Co?!
-Wychowywano go w inny sposób. Nie wiedział, że został adoptowany, dlatego bardziej przez nazwisko trafił do innego domu.
-Kto to?
-Draco Malfoy, a raczej Draco Gryffindor.
*****
Przepraszam, że tak późno (rozdział zaczęłam pisać trzy tygodnie temu), ale miałam ostatnio wycieczkę klasową na Słowację i tam nie było internetu. Poza tym ostatnio cierpię na brak weny :( Jeśli chcecie, możecie proponować swoje wyobrażenia co do tego bloga w komentarzach, może mi to podsunie jakiś sensowny pomysł :) A i jeszcze jedno, czy chcecie by pojawiła się nowa uczennica? Jeśli tak to piszcie z jakiego kraju. Dziękuję również Gwiezdnej Księżniczce za jej komentarze <3.
Rozdział wspaniały, nie moge się już doczekać następnego *_* Nowa uczennica? Fajny pomysł <3 może z naszego kraju? Oczywiście to tylko moja propozycja :3
OdpowiedzUsuńPS. Masz wspaniałego bloga i będę go czytać do końca <3
Wielkie dzięki <3
Usuń