poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 26: Bibury

"(Zbudź mnie), przebudź mnie od środka.

(Nie mogę się obudzić), przebudź mnie od środka.

(Ocal mnie), wypowiedz moje imię i uratuj przed ciemnością...

(Zbudź mnie), spraw, by krew popłynęła w moich żyłach

(Nie mogę się obudzić), zanim całkowicie stracę kontrolę

(Ocal mnie), ocal mnie przed nicością, którą się stałam...

Evanescence- "Bring me to life"

*****               

Postać w śnieżnobiałej sukience, na którą zarzucona była peleryna z kapturem w tym samym kolorze i ze srebrnymi włosami, na których spoczywał błyszczący, ale skromny diadem, szła zaśnieżonymi uliczkami miasteczka Bibury*. W ręce miała latarnię, która dawała dziwne, smutne, białe światło.
Wszędzie panowała nieprzenikniona ciemność, a latarnia i księżyc oświetlały jedynie tą dziwną, białą postać. Lecz nawet mimo tego nikt spośród żyjących nie mógł jej zobaczyć- nie było już takich w tym, niegdyś tętniącym życiem i radością, miasteczku. 
A ona szła i pomagała podnieść się upadłym...
***


***
Hermiona obudziła się bardzo wcześnie biorąc pod uwagę to, że była sobota.
Dziewczyna rozciągnęła się na łóżku i spojrzała za okno, a to co ujrzała bardzo ją zdziwiło. Szyba była jakby "oprawiona" dookoła srebrnym szronem, który mienił się w blasku słońca.
Urzeczona tym widokiem brunetka podeszła do okna i delikatnie przejechała opuszkami palców po szkle. Było ono bardzo zimne i chropowate w dotyku. Gryffindorówna uśmiechnęła się lekko do siebie i spojrzała w stronę błoni. Aśka miała rację- napadało bardzo dużo białego puchu.
Dziewczyna szybko ubrała cię w ciepły sweter w biało- granatowe paski, dżinsowe rurki oraz narzuciła na siebie kremowy płaszcz i po cichu, tak by nikogo nie obudzić, wyszła z zamku.
Na dziedzińcu zaciągnęła się świeżym, zimowym powietrzem i ruszyła przed siebie. Gdy była już niedaleko Zakazanego Lasu, ktoś wepchnął ją w wysoką, śniegową zaspę.
Przestraszona Hermiona nie zdążyła się nawet podnieść, kiedy poczuła czyjś ciężar ciała na swoim. Już miała krzyknąć, ale usłyszała szept przy swoim uchu:
-Mam cię...
-Harry...- powiedziała odwracając się do niego twarzą.- Ja cię chyba kiedyś zabiję!
-O, czyżby Czarodziejka przestraszyła się swojego chłopaka?
Gryfonka nie odpowiedziała, tylko z perfidnym uśmieszkiem na ustach, nabrała w garść trochę śniegu i natarła nim czarnowłosego.
-O nie. Tak się bawić nie będziemy!
Chłopak jeszcze mocniej przylgnął do dziewczyny, jedną ręką złapał ją za nadgarstki i mocno trzymał, a w drugą nabrał śniegu i najpierw natarł nim twarz dziewczyny, a później wsypał jej go za kołnierz.
Tymczasem dziewczyna cały czas krzyczała i próbowała się wyrwać, jednak zielonooki okazał się być dużo bardziej silniejszy.
-Masz już dość?- zapytał z uśmiechem na ustach.
-Tak! Błagam przestań.
Zakochani przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy, a później chłopak zaczął namiętnie całować dziewczynę. Jej usta były bardzo zimnie tak jak i jego, ale im to wcale nie przeszkadzało. Harry puścił ręce Hermiony, a ta wplątała je w jego kruczoczarne włosy.
Dookoła panowała idealna cisza.
Para nie przejmowała się tym, że ktoś ich zauważy. Leżeli w wysokiej zaspie na samym skraju Zakazanego Lasu, więc nikt z zamku nie byłby w stanie ich dojrzeć.
W tamtej chwili liczyli się tylko oni.
-Kocham cię.- chłopak oderwał się na chwilę ciężko dysząc.
-Ja ciebie też.- dziewczyna wcale nie była lepsza.- Ja też...
***



***
Zaczynało już świtać, a Biała Postać wciąż chodziła pomiędzy ludźmi, których skóra stawała się coraz bardziej biała od lekko prószącego śniegu, który jakby chciał oszczędzić żyjącym- którzy lada chwila tu przybędą- makabrycznego widoku.
Życie władcy nigdy nie jest takie łatwe jak się to niektórym wydaje...
Dziwna lampa w ręce tajemniczej istoty zaczęła już przygasać, jej włosy stały się już prawie całkiem białe, usta przybrały bordowy kolor, a oczy zmieniły się z barwy czystego złota na nieprzeniknioną czerń. Skóra jeszcze bardziej zbladła i teraz postać wyglądała jak zjawa z Ksiąg Legend, które nawet w czarodziejskim świecie były jedynie legendami.
Postać doszła do latarni na samym skraju lasu. Oparła się o nią wolną ręką i odwróciła się jeszcze za siebie. Jej czarne oczy spoglądały na niegdyś tętniące życiem miasteczko, które teraz zamilkło.
Dziewczyna przygryzła lekko dolną wargę, westchnęła cicho i ruszyła w stronę lasu nie oglądając się już za siebie.
***

"...Tej nocy odejdziemy stąd
Nie ma potrzeby mówić komukolwiek
Zatrzymaliby nas
Więc w świetle poranka
Będziemy w połowie drogi donikąd
Gdzie nikt nie potrzebuje powodu..."**

***
Harry i Hermiona z uśmiechami na ustach weszli do Wielkiej Sali trzymając się za ręce.
Przysiedli się do Ginny i Rona, którzy zawzięcie się o czymś rozmawiali.
-O czym rozmawiacie?- zapytał czarnowłosy nalewając sobie kakaa do szklanki.
-Podobno za tydzień ma być nadprogramowe wyjście do Hogsmeade.- wyjaśnił Ron.
-A z jakiej to okazji? Przecież miało być dopiero za dwa, na tydzień przed balem.- zdziwiła się Hermiona.
-To też będzie, ale nauczyciele stwierdzili, że wtedy będziemy za bardzo zajęci szukaniem odpowiednich strojów i nie zdążymy kupić prezentów dla bliskich i w ogóle. Ale oficjalnie ogłosi to dyrektor podczas obiadu.- powiedziała ruda.
-To świetnie.- ucieszyła się brunetka i zaczęła jeść swojego tosta z dżemem brzoskwiniowym.
W tym czasie do Wielkiej Sali weszli Polacy. Hermiona bardzo się zdziwiła, gdy nie zauważyła wśród nich Aśki. Słowianie usiedli naprzeciwko czwórki przyjaciół i po przywitaniu się, zaczęli jeść.
-A gdzie jest Aśka?- zapytała Hermiona.
Oliwia zerknęła na Magdę, a Michał odpowiedział:
-Miała coś do załatwienia. Niedługo powinna wrócić.
Gryffindorówna pokiwała głową i kontynuowała jedzenie.
Jednak przebywała na tyle długo z Polką w jednym pomieszczeniu, by nauczyć się od niej rozpoznawać kiedy ktoś kłamie. Wprawdzie Michał nie zrobił nic by się zdradzić, ale to przecież kuzyn brunetki i na pewno wiedział jak oszukać Brytyjkę, ale jej uwagę zwróciło zachowanie pozostałej piątki.
Z zamyślenia wyrwał Hermionę łopot sowich skrzydeł. Przyleciała poczta. Przed dziewczyną wylądowała niewielka płomykówka z gazetą w pazurach.
Hermiona zapłaciła za Proroka i zaczęła czytać. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem na pierwszej stronie, jej wyraz twarzy zmieniał się z radosnego w przerażony.
-Coś się stało?- zapytał Harry, zmartwiony miną dziewczyny.
Ale nie dostał odpowiedzi, ponieważ Gryfonka milcząc podała mu gazetę.
Napis na pierwszej stronie głosił: "Kolejny atak Śmierciożerców".
-Co tam?- zapytał Ron.
Harry spojrzał na przyjaciela, a później zaczął czytać na głos:
-"Śmierciożercy ponownie zaatakowali. Tym razem ich celem padło miasteczko Bibury, w którym mieszkali jedynie czarodzieje. Nikt nie uszedł z życiem. Gdy aurorzy dotarli na miejsce, ich oczom ukazały się ulice spływające krwią, na których leżały ciała zmarłych, po nocnych opadach śniegu lekko przyprószone białym puchem..."
Zielonooki przestał czytać i spojrzał na przyjaciół. Wszyscy mieli grobowe miny i pustkę w oczach.
Hermiona w ciszy dokończyła jeść swoje śniadanie i wyszła z Wielkiej Sali.
Nie miała obranego konkretnego celu. Na początku planowała iść do biblioteki, ale w połowie drogi zmieniła zdanie i udała się przed siebie. Rozmyślając dotarła do Wieży Astrologicznej.
Gryffindorówna stała tam jakiś czas, aż ktoś objął ją od tyłu i wyszeptał jej do ucha:
-O czym myślisz skarbie?
-O tym co się dzisiaj stało. Wojna się zbliża coraz szybciej.
Chłopak nie odpowiedział tylko jeszcze mocniej przytulił się do brunetki.
-Musimy się pospieszyć Harry.- powiedziała niespodziewanie brązowooka.
-Wiem. Ale nie myślmy o tym przynajmniej podczas świąt. Proszę.
-No, dobrze.
Zakochani postali tak wtuleni w siebie jeszcze przez jakiś czas i postanowili wrócić do siebie.
Gdy Hermiona weszła do dormitorium dziewcząt, poczuła nieprzyjemne zimno. Wprawdzie była Czarodziejką i nie powinno jej to przeszkadzać, ale jednak.
Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu i ze zdziwieniem zauważyła, że szyby są pokryte srebrnym szronem, a na stole stoi, również oszroniona, czerwona róża.
W pokoju znajdowało się cztery łóżka- ponieważ Parvati Patil i Lavender Brown zażyczyły sobie osobnego pokoju- a zasłony jednego z nich były zasunięte. Było to łóżko długowłosej Polki.
Hermiona kierowana impulsem powoli podeszła do posłania przyjaciółki i delikatnie złapała za materiał, ciągnąc go powoli w swoją stronę.
Kiedy otwór był na tyle duży, by coś przez niego zobaczyć, Gryfonka zajrzała do środka i niemal nie krzyknęła.
Czerwona pościel była pokryta białą szadzią, na której leżała Słowianka.
Hermiona niemal jej nie poznała. Dziewczyna wyglądała na zjawę z jakiejś baśni. Miała białe jak śnieg, rozpuszczone włosy, jej cera była jeszcze bardziej blada, co kontrastowało z ciemno-bordowymi ustami. Ubrana była w długą białą suknię z długimi, koronkowymi rękawami, która u dołu lekko się rozszerzała, a góra przylegała do ciała dziewczyny i podkreślała jej kształty.
Lecz nie to najbardziej zdziwiło córkę Gryffindora. Słowianka nie oddychała...
***



*****
*co do tego miasteczka to nagięłam nieco fakty na potrzeby bloga :)
**Evanescence- Anywhere

PS. Niedługo miniaturka ;) Komentujcie, to naprawdę motywuje.

2 komentarze:

  1. Twoje opowiadanie jest świetne!!! Znalazłam je dopiero dzisiaj, ale już przeczytałam całe. :D Czekam na następny rozdział.
    Życzę dużo weny ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Rozdział 27 już jest. Postaram się niedługo coś dodać, ale jak na razie moja wena gdzieś zniknęła :(

      Usuń