W drugą sobotę września była wycieczka do Hogsmeade.
Harry
szedł z Hermioną za rękę, a jego fanki przyglądały się temu zazdrośnie.
Niektóre wskazywały Hermionę palcami i krzywiły się z niesmakiem.
Zakochanych to nie obchodziło. Liczyli się tylko oni.
-Dokąd idziemy Harry?
-Zaraz zobaczysz.
Wyszli
z wioski i udali się do pobliskiego lasu. Po kilku minutach oczom
dziewczyny ukazała się prześliczna polana. Na środku stała błękitna
ławka. Usiedli na niej, a Hermiona zauważyła wyskrobany napis na
drewnianej poręczy: ,,Na zawsze twój." Obok było J+L obtoczone
serduszkiem.
-Moi rodzice często tutaj przychodzili.
-Na randki?
-Nie tylko. To tutaj tato oświadczył się mamie.
-Jakie to romantyczne.
-Wiem. Dlatego cię tu przyprowadziłem.
Harry objął Hermionę ręką i mocno przytulił. Po chwili spojrzał jej prosto w oczy i wyszeptał:
-Na zawsze twój.- po czym namiętnie pocałował
Nie wiedzieli ile czasu minęło. Pięć minut, dziesięć, dwadzieścia, godzina? Nie liczyli czasu.
***
-Musimy już wracać Harry.
-Nie chcę.
-Ja też nie, ale musimy wracać.
-Nienawidzę wojen.- powiedział nagle Harry
-A kto je lubi?
***
Szli jedną z ulic. Wioska była prawie pusta. Nic dziwnego, przecież było już ciemno.
Nagle w bocznej uliczce zobaczyli Dracona.
-Mówię ci, że on coś knuje.
-Nie zawracajmy sobie tym teraz głowy.
-Może lepiej pójść za nim?
-Harry!
-No dobrze już dobrze, wracamy do zamku. No nie patrz tak na mnie!
Hermiona jednak nie słuchała Harrego. Telepatycznie rozmawiała z bratem, bo bardzo ją zmartwiło dokąd wybiera się tak późno.
Było
już bardzo późno kiedy dotarli do zamku. Starali się iść jak najciszej,
żeby Filch ich nie usłyszał. Gdy dotarli do pokoju wspólnego okazało
się że jest druga w nocy. Pożegnali się i poszli do swoich dormitoriów.
Harry
nie mógł zasnąć. Cały czas dręczyły go koszmary. Ale to nie były zwykłe
koszmary. Śniło mu się że Hermiona zamknięta jest w ciemnym pokoju i
była cała w krwi, a jej ubranie było poszarpane. Nagle dało się słyszeć
wręcz psychopatyczny śmiech. To śmiał się Voldemort.
Harry zszedł
do pokoju wspólnego. W kominku przygasał ogień. Chłopak zapomniał na
chwilę o złym śnie i usnął. Nie wiedział co go czeka.
***
Hermiona
obudziła się wcześniej. Jej współlokatorki jeszcze spały. Postanowiła
przejść się przed śniadaniem.W pokoju wspólnym ktoś był. Podeszła do
śpiącego chłopaka, delikatnie pocałowała go w policzek i odeszła.
Powietrze
było zimne, ale dla Hermiony było idealne. Podeszła na skraj lasu i
usiadła na korzeniu jednego z drzew. Przyglądała się wielkiemu zamkowi.
Odkąd pamięta zawsze czuła się tam bezpiecznie. Poczuła jak ktoś siada
obok niej, ale nikogo nie widziała.
-Gdzie wczoraj byłeś?
-Skąd wiesz, że to ja?
-Zapominasz, że jesteśmy bliźniakami.
-No tak.
-No to, gdzie wczoraj byłeś?
-Byłem na spotkaniu śmierciożerców.
-Znowu?
-Tak.
-I jakie mają plany?
-Chcą kogoś porwać, ale nie wiem kogo.
-Dlaczego nie wiesz?
-Spóźniłem się.
-Kiedy to wszystko się skończy?
-Oby jak najszybciej.
-A co będzie jeżeli Voldemort odkryje, że jesteś szpiegiem?
-Wtedy zmienię nazwisko i zostanę z tobą.
-Ale ja mówię serio.
-Ja też.
-Nie do wiary, że my się kiedyś nienawidziliśmy.
-Ludzie się zmieniają.
-Cicho ktoś idzie.
Zza chatki Hagrida wyłoniła się ognistoruda dziewczyna. Usiadła obok Hermiony.
-Ty też się wcześniej obudziłaś?- zapytała Hermiona przyjaciółkę
-Tak i postanowiłam się przejść. Ej co to jest?- Ginny podniosła z ziemi błyszczącą tkaninę
-Mi to wygląda na pelerynę- niewidkę.
-Ale co to tu robi?
-Nie wiem- brązowowłosa przypomniała sobie spotkanie z bratem. ,,Musiał ją mieć na sobie"- pomyślała
-Może to Harrego?
-Możliwe. Później go o to zapytam.
-Hermiono...
-Tak.
-Jakie to uczucie się zakochać?
-No, wiesz. Tego nie da się opisać. A czemu pytasz?
-Ja... ja się chyba zakochałam.
-W Zabbinim?
-Nie. To było tylko zauroczenie.
-Więc w kim?
-W Nevillu.- Ginny spłonęła rumieńcem
-To wspaniale.
-Naprawdę się cieszysz?
-Pewnie, przecież jesteś moją najlepszą przyjaciółką i cieszę się twoim szczęściem.
-Dzięki Hermiono.- przyjaciółki się przytuliły
-A co u Luny?
-To ty nie wiesz?
-O czym mam wiedzieć?
-Ron z nią chodzi.
-Co takiego?!
-Wczoraj ją poprosił żeby była jego dziewczyną. Nic wam nie powiedział?
-Nie.
Plotkowały
jeszcze jakiś czas i poszły na śniadanie. Hermiona cały czas myślała
kogo chcą porwać śmierciożercy. Draconowi też nie dawało to spokoju.
***
Po
południu Harry miał trening Quinditha. Hermiona siedziała na trybunach i
obserwowała grę. Wprawdzie Harry prosił by zgłosiła się do drużyny, ale
odmówiła.
Zaczął padać deszcz, więc postanowiła wrócić do zamku.
Gdy była w pobliżu zakazanego lasu zaczęły z niego wychodzić
zakapturzone postacie, ale zamyślona dziewczyna ich nie zauważyła.
-Crucio!- po błoniach rozszedł się krzyk, zagłuszony odgłosami deszczu
***
-Ron, nie widziałeś Hermiony?
-Ostatni raz na treningu.
-Dzięki.- mruknął Harry i poszedł dalej szukać ukochanej
Po dwóch godzinach postanowił pójść do dyrektora.
-Profesorze, nigdzie nie mogę znaleźć Hermiony.
-Jak to?
-Była z nami na treningu, ale jak zaczął padać deszcz, poszła do zamku, a teraz szukam jej od dwóch godzin i nigdzie jej nie ma.
-Przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu.
-Pytałem wszystkich i nikt jej nie widział.
-Dziwne, bardzo dziwne. A może jest w bibliotece?
-Byłem tam trzy razy.
-Idź teraz na kolację. Jeżeli jutro też jej nie będzie, przyjdź do mnie.
-Dobrze panie profesorze.
Draco
Malfoy przysłuchiwał się całej tej rozmowie przed drzwiami do gabinetu
dyrektora. Gdy Harry wychodził, ukrył się za starą rzeźbą.
-Jak to nie ma Hermiony?!- młody Gryffindor wpadł do gabinetu bez pukania
-Witam Draco.
-Profesorze o czym mówił Potter?
-Po prostu nie mógł znaleźć pańskiej siostry.
-I pan tak spokojnie o tym mówi?
-Posłuchaj Draco. Znasz Hermionę i wiesz jaka ona jest. Na pewno wróci.
-Ale
jak byłem na ostatnim spotkaniu Voldemort mówił o jakimś porwaniu. Nie
wiem kogo chcieli porwać, ale mieli to zrobić dzisiaj!
-Jesteś pewny?
-Oczywiście!
-Idź do wielkiej sali i udawaj, że nic nie wiesz. Ja się tym zajmę.
***
-Gadaj co planuje Dambledor i Potter!- Malfoy był już widocznie zmęczony zachowaniem dziewczyny
-Nie wiem.- wyszeptała dziewczyna
-Crucio!
Hermiona nie krzyczała. Po prostu po ponad godzinie tortur nie miała już sił.
-Na pewno wiesz! Przecież jesteś dziewczyną bliznowatego.
Zakrwawiona dziewczyna podniosła głowę i ponownie wyszeptała:
-Nie wiem.
-Crucio!- brązowooka poczuła nową ranę na brzuchu i metaliczny posmak w ustach
-Wystarczy! On chce żeby dziewczyna była żywa.- Belatrix wyrwała różdżkę z ręki Lucjusza
Malfoy
przeniósł Hermionę zaklęciem pod drewniane drzwi, otworzył je i kopną
ją z całej siły w brzuch, zrzucając ją tym samym w dół piwnicy. Hermiona
leżała przy schodach w piwnicy Malfoy Manor. Czuła, że na pewno ma coś
złamanego. Była cała we krwi. Wkońcu zemdlała z wycieńczenia.
***
Następnego
dnia zmartwiony Harry poszedł do dyrektora, ale go tam nie zastał.
McGonagall wyjaśniła mu, że jeszcze wczoraj wieczorem gdzieś wyjechał i
nie wiadomo kiedy wróci.
-Harry, dalej nie wiadomo gdzie jest Hermiona?- Ginny była tym tak samo przejęta jak jej przyjaciel
-Nie. Byłem przed chwilą u Dambledora, ale go nie ma.
-Jak to nie ma?
-Wyjechał wczoraj wieczorem i jeszcze nie wrócił.
-Ale dokąd wyjechał?
-Nie mam pojęcia. McGonagall też nie wie.
-Nie martw się. Przecież ją znasz. Na pewno się znajdzie.
Załamany
Harry postanowił przejść się po zamku. Rozmyślał o Hermionie. Ostatnio
przez treningi spędzał z nią mniej czasu. Miał nadzieję, że nic jej się
nie stało.
Gdy szedł jednym z bardzo starych korytarzy w którym
nigdy nie był, usłyszał płacz. Wychylił się zza ściany i na schodach
zobaczył Draco Malfoya! Nigdy by się nie spodziewał, że to on płacze.
Ale dlaczego? Draco zaczął coś mówić. Harry słyszał tylko niektóre
słowa: ,,To moja wina.", ,,Oby nic jej się nie stało." czy też ,,Gdzie
ona może być?". Harry nie miał pojęcia o kim mówi młody Malfoy.
Wrócił do dormitorium z mieszanymi uczuciami.
***
-Proszę, proszę. Szlama Potterka.-usłyszała kpiący syk obok siebie i otworzyła oczy. Niedaleko niej stał Voldemort.
-Co mamy z nią teraz zrobić panie?-Belatrix skłoniła się do ziemi
-Na razie ją tu trochę potrzymamy, a potem napadniemy na Hogwart. Słynny Harry Potter na pewno będzie chciał ją uratować.
-Świetny plan panie.- tym razem to Malfoy się ukłonił
-A teraz... Crucio!
Hermiona
była gotowa błagać już o śmierć, ponieważ na nią zaklęcie niewybaczalne
działało ze zdwojoną siłą, ale pomyślała o Harrym. O jego pięknych
zielonych oczach, silnych ramionach w których czuła się bezpiecznie. To
trzymało ją przy życiu. Myśl, że on ją na pewno uratuje i znów będą
razem.
-Sectussempra!- tortury zaczęły się na dobre.
Po
skończonym spotkaniu śmierciożerców na którym niestety nie było Dracona,
Malfoy znowu zamknął ja w piwnicy. Jednak tym razem nie przeniósł jej
zaklęciem, ale kopał ją aż pod drzwi tak mocno, że aż przesuwała się pod
wpływem uderzenia. Pod ścianą wziął ją za zakrwawione ręce i przystawił
do drzwi po czym kopnął ją z całej siły w brzuch, otwierając tym samym
drzwi. Bezwładne ciało Hermiony potoczyło się schodami w dół. Gdyby ją
ktoś teraz zobaczył to by jej nie poznał. Siniaki na całym ciele,
poszarpane ubranie, wiele ran i krew. Najcenniejsza krew Czarodziejki.
***
Tej
nocy Harry nie mógł zasnąć. Cały czas śniły mu się koszmary, w których
śmierciożercy torturowali Hermionę. Widział jej zakrwawioną twarz, oczy
pełne bólu. Myślał, że to tylko koszmary jednak były takie
rzeczywiste...
*****
Komentujcie plisss.
Super rozdział <3 oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuń